Detektyw, któremu matka małej Madzi przyznała się do nieumyślnego zabicia dziecka, chce oddać te pieniądze potrzebującym. - Jutro jadę na Śląsk, wybieram sierociniec i przekażę te pieniądze dla biednych dzieci i matek - zapowiedział Krzysztof Rutkowski w programie "Tomasz Lis na żywo".

Wcześniej zapowiadał w rozmowie z "Faktem", że od tej kwoty odliczy sobie koszt 20 tysięcy złotych, który miał ponieść, prowadząc śledztwo. W czasie rozmowy w TVP2 zaprzeczył jednak, że tak zrobi.

To pomyłka. Chodziło o to, że ja również wyznaczyłem nagrodę. Paradoksem byłoby, żebym sam sobie wypłacał pieniądze - tłumaczył Rutkowski.

Zapędy detektywa studzi jednak komendant główny policji. Generał Marek Działoszyński wątpi, czy Krzysztofowi Rutkowskiemu należy się nagroda.

Dziecko nie zostało porwane i nie zostało odnalezione żywe. Taka była intencja nagrody w tej sprawie - wyjaśnia szef policji w radiu RMF. Zastrzega jednak od razu, że nie jest podmiotem, który deklarował wypłacenie nagrody.

160 tysięcy złotych za pomoc w odnalezieniu dziecka zadeklarowały w sumie władze Sosnowca, policja oraz prywatne firmy i zwykli ludzie poruszeni dramatem rodziny Madzi.