Na początek trzeba wyjaśnić dwie rzeczy. European Reassurance Initiative, jak nazywa się zaproponowany przez prezydenta program, nie będzie służył dofinansowaniu i doposażeniu sił wojskowych krajów regionu. W związku z tym najprawdopodobniej żadne z tych pieniędzy nie wpadną bezpośrednio do naszej kieszeni, nie otrzymamy też za nie od Amerykanów żadnego sprzętu na własność. Na chwilę obecną nie ma też co liczyć na permanentną obecność U.S. Army w regionie.

Co więc Pentagon planuje zrobić z tymi pieniędzmi? Przede wszystkim okazać wsparcie naszym sojusznikom, którzy dzielnie brali udział w sojuszniczych działaniach w Afganistanie, a którzy teraz są bardzo zaniepokojeni okupacją i próba aneksji Krymu przez Rosję, a także innymi działaniami o prowokacyjnym charakterze na Ukrainie – jak możemy przeczytać w dokumencie opublikowanym przez Biały Dom.

Amerykanie planują to osiągnąć na pięć różnych sposobów.

1. Przede wszystkim ma się zwiększyć ilość ćwiczeń, szkoleń, a także obecność wojskowa USA w Europie, zwłaszcza na terytorium „nowych sojuszników”. Spora część rotacyjnych sił, które będą czasowo stacjonować w regionie ma przyjeżdżać bezpośrednio ze Stanów.

2. Do regionu mają zacząć zjeżdżać zza Atlantyku wojskowi, których celem będzie szeroko rozumiane doradztwo wojskowe celem zwiększenia różnorodności wyszkolenia i ćwiczeń w sojuszniczych armiach. Można domniemywać, że Amerykanie będą chcieli skoncentrować się na zagadnieniach związanych ze współczesnym teatrem walki: cyberbezpieczeństwem, atakami na infrastrukturę IT przeciwnika, szpiegostwem, dywersją i przeciwdziałaniu jej.

3. Zwiększenie możliwości szybkiego reagowanie przez siły NATO poprzez rozważenie rozmieszczenia dodatkowego sprzętu wojskowego w regionie i sfinansowanie związanych z tym wymogów logistycznych, czyli np. rozbudowa bazy magazynowej.

4. Zwiększenie obecności marynarki wojennej USA w ramach jednostek morskich Sojuszu, w tym częstsza obecność na Bałtyku i Morzu Czarnym.

5. Zwiększenie możliwości partnerów tj. Gruzji, Mołdawii i Ukrainy, tak aby mogły lepiej współpracować z USA i NATO, a także były w stanie lepiej się bronić.

Jak podkreślił w rozmowie z DGP Frederick Kempe, prezes amerykańskiego think-tanku zajmującego się problematyką międzynarodową Atlantic Council, na miliard w ramach ERI należy patrzeć raczej jak na zachętę do większego wysiłku militarnego we własnym zakresie. To dlatego amerykańscy oficjele powrócili do tematyki sojuszniczych wydatków na obronę i nie dotrzymywania przez wielu z nich wymaganego przez NATO progu 2 proc. PKB.

Dokument wskazuje także, że konflikt na Ukrainie kazał mocno przemyśleć politykom w Waszyngtonie rozmiar ich europejskiego zaangażowania. – Oprócz podjęcia tej inicjatywy zastanawiamy się także nad naszą obecnością wojskową w Europie w świetle nowych wyzwań dla bezpieczeństwa na kontynencie. Nasze wysiłki w tym zakresie nie odbędą się kosztem innych priorytetów wojskowych, takie jak przesunięcie ciężaru obecności militarnej w region Pacyfiku – czytamy w dokumencie.

Należy jeszcze raz podkreślić, że nie oznacza to, że w Polsce czy innym kraju regionu pojawią się amerykańskie bazy wojskowe. Charakter obecności wojskowej w regionie dokument określa jako „persistent” – „trwała”, a nie „permanent” – stała. Jednocześnie finalna wersja ERI nie jest jeszcze znana. Warto jednak pamiętać, że prezydent Obama będzie jedynie wnioskował o uwzględnienie tego miliarda w przyszłorocznym budżecie. Kongres nie musi jednak zgodzić się na dodatkowy miliard dolarów wydatków lub zmniejszyć tą sumę.

Dokument Białego Domu przypomina jednocześnie, jakie kroki podjęli Amerykanie w regionie na wybuchu konfliktu na Ukrainie. W celach treningowych na Litwie, Łotwie, Estonii i w Polsce rozlokowano 600 spadochroniarzy ze 173 Brygady Powietrznej. Na Morzu Czarnym pojawiły się kolejno USS Donald Cook (jest to niszczyciel AEGIS), USS Taylor, USS Vella Gulf i USS Truxtun. Do Polski trafiły dodatkowe F-16 wraz załogami, a także trzy C-130J. Dodatkowo loty patrolowe w ramach Sojuszu obsługują z Litwy cztery dodatkowe F-15C, a swoje dodatkowe samoloty do patrolowania południowo-wschodniej Europy w tym samym celu wysłali Kanadyjczycy.

Dodatkowo, w ramach istniejących już wcześniej planów do portu Rota w Hiszpanii maja trafić cztery niszczyciele AEGIS. Rotacyjnie Amerykanie są też obecni na jednym z wojskowych lotnisk w Rumunii i w tamtejszych portach.

CZYTAJ WIĘCEJ: Miliard na obronność w Europie - co dokładnie powiedział Obama w Warszawie? >>>