Roman Giertych w czasie nagranego spotkania z Piotrem Nisztorem oferował dziennikarzowi 400 tys. złotych za biografię Jana Kulczyka. Były wicepremier twierdzi, że tylko blefował. Nic nie płacił, a egzemplarz nieopublikowanego materiału i tak dla swojego klienta zdobył.

CZYTAJ WIĘCEJ: Giertych tłumaczy się z taśm >>>

Okazuje się, że od nagranej trzy lata temu rozmowy brudnopis książki dostało więcej osób. Recenzuje go m.in. "Polityka".

Książka nie jest typową pracą dziennikarską. To prawie wyłącznie cytaty z meldunków i notatek oficerów SB: kto, kiedy, z kim. Padają pseudonimy i kryptonimy. Poruszane są wątki z życia osobistego ojca Jana Kulczyka, jego ciotki i siostry, a także innych osób. Trochę esbeckiego magla, trochę biznesowych powiązań – bez komentarza, oceny źródeł, konfrontacji - pisze Piotr Pytlakowski w najnowszej "Polityce". 

Dziennikarz miał dostęp do obszernych fragmentów książki (być może całości) i twierdzi, że jej myślą przewodnią jest teza, że ojciec Jana Kulczyka - Henryk - robił interesy pod ochroną SB, z którą współpracował, a potem dzięki tym koneksjom wypromował syna. 

Przeczytaliśmy pierwszy rozdział książki, poświęcony w całości właśnie ojcu Kulczyka. Nisztor mniej pisze tu o aktywności Henryka Kulczyka w Armii Krajowej, gdzie trafił w 1943 roku, czy o robotach w niemieckiej firmie w czasie wojny, więcej zaś o jego karierze w PRL. Dziennikarz skupia się na informacjach wygrzebanych z IPN. Nie konfrontuje treści notatek - ani z samym zainteresowanym, ani z jego znajomymi i rodziną.

Cytuje za to funkcjonariuszy: Kandydat walorami osobistymi, a mianowicie – odpowiednim poziomem intelektualnym, dobrą prezencją, przedsiębiorczością, sprytem i spostrzegawczością gwarantuje wykonanie nawet najbardziej skomplikowanych zadań i przedsięwzięć operacyjnych - cytuje Nisztor notatkę napisaną do zwierzchników przez kpt. Zenona Jakubowskiego, kierownika Grupy III z bydgoskiej Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej ds. Służby Bezpieczeństwa.

Nisztor twierdzi w książce, że Kulczyk senior ostatecznie zgodził się na współpracę i przyjął pseudonim "Paweł". Opisuje relacje z jego zagranicznych wyjazdów na Zachód i obiekcje w stosunku do funkcjonariuszy SB prowadzących biznesmena. Jednym z głównym zarzutów podnoszonych przez ich zwierzchników było lekceważenie przez prowadzących Kulczyka, zainteresowania jakie Polak wzbudzał wśród obcych służb.

Ale jak zauważa Pytlakowski w tej formie książki Nisztora nikt by nie opublikował. Pełno tam błędów gramatycznych, stylistycznych i logicznych. Dziennikarz najzwyczajniej w świecie przepisał informacje z archiwów, niesprawdzone, często nieistotne, jak choćby ta o handlowaniu grzybami przez Kulczyka seniora. - Autor działa na zasadzie dyktafonu - co nagrał, to odtworzył - pisze Pytlakowski.

W drafcie publikacji, która wywołała medialną burzę Nisztor pisze też, że nie można odnaleźć pracy magisterskiej Jana Kulczyka, ani doliczyć się lat jego studiów.

Czy Kulczyk rzeczywiście miał się czego bać? Nie tyle o siebie, co o swojego ojca, który w momencie gdy temat publikacji wypłynął był już chory. Zmarł w 2013 roku.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wszystkie taśmy Piotra Nisztora. Kim jest dziennikarz od afery?>>>