Warszawa, stolica 40-milionowego państwa, nie ma żadnej strategii na wypadek takiego zagrożenia - komentuje sobotni pożar w rozmowie z "Rzeczpospolitą" dr Łukasz Kister, specjalista do spraw bezpieczeństwa z Collegium Civitas.

Jak dowiedziała się nieoficjalnie "Rzeczpospolita", za podpalenie mostu najpewniej odpowiadają bezdomni, którzy w stercie desek mogli wypalać miedź z kabli. Ale na moście nie było kamer monitoringu, które mogłyby pomóc zapobiegać takim sytuacjom. W żaden sposób nie są chronione także studzienki telekomunikacyjne na przeprawie. Wiadomo, że w pożarze uszkodzone zostały biegnące po moście kable światłowodowe należące między innymi do Komendy Głównej Policji i Ministerstwa Obrony Narodowej. Jednak jak pisze "Rz", część kabli telekomunikacyjnych włożono do studzienek nielegalnie, bez zgody Zarządu Dróg Miejskich.

Niektóre firmy teletechniczne kładły je nocami - przyznał Adam Sobieraj, rzecznik ZDM. - To oznacza, że stan ochrony infrastruktury strategicznej jest żaden - dodaje dr Grzegorz Kwaśniak, były oficer Sztabu Generalnego WP.

JAKIE INSTALACJE SPALIŁY SIĘ NA MOŚCIE? ŚWIATŁOWODY RESORTU OBRONY I KOMENDY GŁÓWNEJ POLICJI. ZOBACZ DOKUMENTACJĘ I ZDJĘCIA >>>