Pożar w czołgu leopard 2 A4 wybuchł podczas ćwiczeń poligonowych w kierowaniu ogniem. Członkowie załogi trafili z oparzeniami do szpitala w Nowej Soli. Placówka nie udziela informacji o ich stanie. Wiadomo jednak, że przebywa tam trzech wojskowych, którzy brali udział w wypadku. Powołana komisja bada wszelkie okoliczności zdarzenia. Sprawa objęta jest postępowaniem Żandarmerii Wojskowej, a rola amunicji w wypadku jest weryfikowana. O wszelkich wnioskach poinformuję po zakończeniu prac komisji - mówi kapitan Adriana Wołyńska, rzecznik prasowa 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.

W skład komisji wchodzą przedstawiciele z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, Żandarmerii Wojskowej i prokuratury wojskowej we Wrocławiu. Załoga doznała poważnych poparzeń, zwłaszcza twarzy i klatki piersiowej. Badamy, czy zawiniły przyrządy czołgu, amunicja czy ludzie. To, że amunicja się rozcaliła, jest prawdopodobne, ale wciąż prowadzimy czynności. Zatrzymaliśmy te partie pocisków, które były używane w czasie strzelania - wyjaśnia płk Longin Kulik z Prokuratury Wojskowej we Wrocławiu. Do sprawy zostali powołani też biegli z Wojskowego Instytutu Techniki Uzbrojenia.

Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że już wcześniej żołnierze świętoszowskiej brygady składali meldunki na temat problemów z amunicją do czołgów. Spytaliśmy o to oficjalnie. Odpowiedź na pytanie, które wiąże się bezpośrednio z wszczętym śledztwem, może zaszkodzić jego dobru. Po zakończeniu prac komisji i Żandarmerii Wojskowej będzie można uzyskać informacje o ich wynikach. Amunicja szkolna, z której strzelali czołgiści, jest używana w brygadzie od 2005 r. - wyjaśniała kpt Wołyńska.

Więcej oficjalnych informacji nie ma. Ale wśród wojskowych huczy od plotek, że to wadliwa amunicja była przyczyną wypadku. Ponoć się rozcaliła, czyli upraszczając, rozpadła. Jedna z wersji mówi, że się zaklinowała w lufie i do uszkodzenia doszło w czasie próby wyjęcia pocisku. Z kolei nasz rozmówca, wojskowy proszący o zachowanie anonimowości, twierdzi, że amunicja, z której strzelano, nie powinna być używana, odpowiednie certyfikaty wygasły z powodu upływu czasu. Poszkodowanej załogi czołgu prokuratura jeszcze nie przesłuchiwała ze względu na stan zdrowia.

Wyrobione zdanie w tej materii ma inny czołgista, były dowódca wojsk lądowych, generał Waldemar Skrzypczak. Przyczyną wypadku była wadliwa amunicja. O pociskach złej jakości mówi się od lat. Problem w tym, że nasza amunicja jest robiona według starych technologii lub na licencjach, przy czym nie znamy wszystkich tajników procesu produkcji – tłumaczy. – Mam nadzieję, że teraz cały problem nie zostanie zamieciony pod dywan, a wina zwalona na szeregowych żołnierzy - stwierdza generał i dodaje, że produkcja amunicji w Polsce jest w głębokiej technologicznej zapaści.

W sprawie amunicji pisałem dwie interpelacje do MON, ostatnią latem. Wydaje się, że może to być poważny problem, ale nie przesądzam o przyczynach tego konkretnego wypadku - czekam na opinię prokuratury. Trzeba to wyjaśniać, ponieważ w grę wchodzi bezpieczeństwo żołnierzy - stwierdza z kolei poseł Jerzy Polaczek z PiS. O problemy z amunicją do czołgów pytaliśmy także na łamach DGP wiceministra obrony narodowej Czesława Mroczka. Oto fragment jego odpowiedzi: O ile wiem, dotyczyło to pojedynczych przypadków amunicji ćwiczebnej, kilku sztuk z 9 tys., i problem ten został już rozwiązany.