Pożar w czołgu leopard 2 A4 wybuchł podczas ćwiczeń poligonowych w kierowaniu ogniem. Członkowie załogi trafili z oparzeniami do szpitala w Nowej Soli. Placówka nie udziela informacji o ich stanie. Wiadomo jednak, że przebywa tam trzech wojskowych, którzy brali udział w wypadku. - mówi kapitan Adriana Wołyńska, rzecznik prasowa 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.
W skład komisji wchodzą przedstawiciele z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, Żandarmerii Wojskowej i prokuratury wojskowej we Wrocławiu. - wyjaśnia płk Longin Kulik z Prokuratury Wojskowej we Wrocławiu. Do sprawy zostali powołani też biegli z Wojskowego Instytutu Techniki Uzbrojenia.
Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że już wcześniej żołnierze świętoszowskiej brygady składali meldunki na temat problemów z amunicją do czołgów. Spytaliśmy o to oficjalnie. - wyjaśniała kpt Wołyńska.
Więcej oficjalnych informacji nie ma. Ale wśród wojskowych huczy od plotek, że to wadliwa amunicja była przyczyną wypadku. Ponoć się rozcaliła, czyli upraszczając, rozpadła. Jedna z wersji mówi, że się zaklinowała w lufie i do uszkodzenia doszło w czasie próby wyjęcia pocisku. Z kolei nasz rozmówca, wojskowy proszący o zachowanie anonimowości, twierdzi, że amunicja, z której strzelano, nie powinna być używana, odpowiednie certyfikaty wygasły z powodu upływu czasu. Poszkodowanej załogi czołgu prokuratura jeszcze nie przesłuchiwała ze względu na stan zdrowia.
Wyrobione zdanie w tej materii ma inny czołgista, były dowódca wojsk lądowych, generał Waldemar Skrzypczak. - stwierdza generał i dodaje, że produkcja amunicji w Polsce jest w głębokiej technologicznej zapaści.
- stwierdza z kolei poseł Jerzy Polaczek z PiS. O problemy z amunicją do czołgów pytaliśmy także na łamach DGP wiceministra obrony narodowej Czesława Mroczka. Oto fragment jego odpowiedzi: .