O nowych ustaleniach policji poinformowała PAP szefowa Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w Gdańsku Jolanta Janikowska-Matusiak. Wyjaśniła, że zarzuty wobec trzech nowych podejrzanych w tej sprawie zostały już postawione albo stanie się to w najbliższym czasie.

Dodała, że – zgodnie z decyzją śledczych – zarzuty dotyczą art. 254 kodeksu karnego, który mówi: "kto bierze czynny udział w zbiegowisku, wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

21 maja ulicami Gdańska przechodził Trójmiejski Marsz Równości. Równolegle obywała się też kontrmanifestacja, w której brali udział m.in. działacze środowisk narodowych. Kontrmanifestanci zablokowali ulicę, którą zgodnie z planem, miał przejść Marsz. W trakcie próby odblokowania ulicy doszło do kilku starć między policją a grupami działaczy środowisk narodowych. W funkcjonariuszy, wyposażonych w kaski i tarcze, rzucano m.in. kamieniami i butelkami.

Policja kilkakrotnie wzywała przez megafony manifestujących ze środowisk narodowych i prawicowych do rozejścia się. Pięć najbardziej agresywnych osób zatrzymano i postawiono im zarzuty związane z udziałem w zbiegowisku o charakterze chuligańskim.

Wśród zatrzymanych wówczas osób była m.in. Maria K. - 19-letnia córka gdańskiej radnej. Dwa dni po jej zatrzymaniu szef MSWiA Mariusz Błaszczak oceniał, że interwencja policji była nieakceptowalna, a policja pokazała, że jest silna wobec słabych. W jego ocenie nieakceptowalny był "fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, która, nic nie wskazywało na to, że jest agresywna, powalenie na ziemię tej pani, skrępowanie, przyciskanie do ziemi".

Dzień po manifestacji komendant główny policji nadinsp. Jarosław Szymczyk zlecił przeprowadzenie kontroli dotyczącej działań gdańskich policjantów. Policyjny zespół przeanalizował wszystkie materiały związane zarówno z zabezpieczeniem dwóch zgromadzeń w Gdańsku, jak i samych czynności związanych z zatrzymaniem konkretnej osoby.

23 maja, informując o wynikach kontroli Szymczyk mówił, że "policjanci zachowali się profesjonalnie, jeśli chodzi o kwestię ustalenia sprawcy przestępstwa i zatrzymania". Podkreślał, że zatrzymanie było zasadne, bo "istniało duże prawdopodobieństwo, że osoba zatrzymana mogła dopuścić się przestępstwa".

Wątpliwości dotyczą jedynie realizacji pewnych procedur i algorytmów w kwestii zatrzymania tej osoby. Chodzi o współmierność użytych środków przymusu bezpośredniego - mówił komendant Szymczyk dodając, że kwestia ta będzie "dogłębnie analizowana". Zwracał też wówczas uwagę, że Maria K. została zwolniona i nie złożyła zażalenia ani na fakt zatrzymania, ani na jego sposób.

Własne postępowanie wyjaśniające przeprowadziła też gdańska Komenda Wojewódzka Policji. Ono także wykazało, że policjanci ochraniający gdański Marsz Równości, działali zgodnie z prawem.

Postępowanie, w sprawie działań policji w czasie Marszu Równości prowadzi też Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Śledczy badają, czy w trakcie interwencji wobec Marii K. nie doszło do przekroczenia uprawnień ze strony funkcjonariuszy. To postępowanie śledczy wszczęli z urzędu - po analizie przekazów medialnych dotyczących przebiegu manifestacji. W toku śledztwa badany jest m.in. "przebieg oraz zasadność zatrzymania, adekwatność użytych środków, a także zgodność stosowanych procedur z obowiązującym przepisami".