Atak Bartłomieja Misiewicza na rodzinę gen. Waldemara Skrzypczaka. Histeria dotycząca gwałtu uchodźców na rosyjskiej imigrantce w Niemczech. Wywiady z dowódcami Wojska Polskiego. Pierwsze szkolenie podstawowe Obrony Terytorialnej dopiero w maju. Marsze faszystów na Łotwie.

Ten luźny zbiór informacji w pewnej części związanej z wojskiem łączy to, że nie są prawdziwe. Niektórzy nazywają to dezinformacją, inni wolą określenie fake news, czyli po prostu fałszywe wiadomości. Fejki.

Przepis na dobrą dezinformację nie jest prosty. Prawdziwe arcydzieła, podobne do dobrych dań w restauracjach nagradzanych gwiazdkami Michelina, potrafią przyrządzać tylko fachowcy najwyższej klasy. I nie chodzi tu o takie drobiazgi, jak błędy dziennikarzy czy słowa polityków, którzy mniej lub bardziej świadomie publicznie wprowadzają swoich rozmówców w błąd. To można porównać z jedzonym w pośpiechu fast foodem. Czasem zjadliwe, czasem nie, ale nie ma powodu się tym dłużej zajmować. Nie porównujmy takich posiłków z daniami serwowanymi przez mistrzów. Dlatego termin "dezinformacja" na potrzeby tego tekstu będzie używany przede wszystkim do określenia operacji wojskowych bądź związanych ze służbami specjalnymi. - Dezinformacja to zmanipulowana informacja, która ma wpływać na opinię publiczną – wyjaśniała w zwięzły sposób doktor Jolanta Darczewska z Ośrodka Studiów Wschodnich na łamach miesięcznika "Polska Zbrojna".

Warto pamiętać, że ten termin, robiący w Polsce zawrotną karierę, jest częścią większej całości, jaką jest wojna informacyjna.