Katarzyna N. wyjechała z dziećmi z Włoch do Polski bez wiedzy i zgody Mohammeda S. Przed sądem twierdziła, że uciekła do Polski, gdyż mężczyzna miał się znęcać nad nią i starszym rodzeństwem dziewczynki. Marokańczyk uznał, że Katarzyna N. naruszyła jego prawo do kontaktu z dzieckiem i prawo do udziału w jego wychowaniu i - powołując się na Konwencję haską - domagał się powrotu córki do Włoch.

Sąd Rejonowy w Nysie uznał, że nie ma dowodów na to, że dziewczynce coś grozi, jeżeli wróci do Włoch. Małoletnia od narodzin mieszkała we Włoszech. Tam chodziła do przedszkola i szkoły. Jej centrum życiowe znajdowało się na terenie Włoch. Bez znaczenia pozostaje przy tym, że rodzice nie mieszkali już razem i bezpośrednią opiekę nad małoletnią sprawowała jej matka. Okoliczność ta nie wyłącza prawa wnioskodawcy do prawa wykonywania opieki nad córką - uzasadniała decyzję sędzia Anna Ryndak. Sędzia podkreśliła, że brak jest dowodów na zaistnienie poważnego ryzyka w związku z nakazaniem natychmiastowego powrotu małoletniej do jej miejsca zamieszkania.

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Na jego wykonanie Katarzyna N. ma czternaście dni od momentu jego ogłoszenia. Polka zapowiedziała złożenie odwołania.