"Wieloodłamkowe obrażenia czaszki, o których byla mowa, nie zgadzają się z tym, co zobaczyliśmy po odsłonięciu koca, którym przykryty był generał. Głowa nie jest uszkodzona" - mówiła rano prokurator Ewa Koj. Jej słowa potwierdził szef katowickiego oddziału IPN Andrzej Drogoń, mówiąc wprost: "Czaszka była w nienaruszonym stanie, nie znaleziono też otworu po kuli".

Tymczasem major Daniel Canning, lekarz ze stacji lotniczej RAF, który dokonał oględzin wszystkich ciał ofiar w lipcu 1943 roku, przed brytyjską komisją śledczą twierdził, że "badania wykazały u wszystkich ofiar wypadku wielokrotne obrażenia ciała oraz rany na głowie".

Na chwilę znowu ożyły spiskowe teorie. Śledczy IPN zaczęli łagodzić stanowisko tłumacząc rozbieżności tym, że Anglicy tak naprawdę nie ustalili przyczyny śmierci generała. Oględziny w 1943 roku były niedokładne, nierzetelne, powierzchowne, a zapis o rozległych obrażeniach, które są charakterystyczne dla wypadków lotniczych, miały tylko potwierdzać tezę o katastrofie i zamknąć śledztwo.

"Badając ciało można było m.in. zweryfikować prawdomówność i wiarygodność osób, które w czasie wojny zeznawały w tej sprawie" - mówi prof. Jan Żaryn, historyk Uniwersytetu Warszawskiego.

Szef krakowskiego instytutu radiologii prof. Andrzej Urbanik powiedział TVN24, że jednak już wiadomo, co stało się 65 lat temu. "Potrafimy odpowiedzieć na pytanie, czy został zabity, czy też zginął w katastrofie" - cytowała wypowiedź profesora stacja. Tymczasem Ewa Koj stanowczo temu podczas konferencji prasowej zaprzeczyła.

Więcej na ten temat w czwartkowym wydaniu DZIENNIKA.