Pacjent doktora G. - Andrzej R. - mówi dziennikarzom, że w 2006 roku kardiochirurg zapewnił go, że wszczepi mu nowoczesną zastawkę. Miała mieć gwarancję na 300 lat. Dziś pacjent twierdzi, że lekarz wszczepił mu jednak urządzenie zbyt małe dla dorosłego człowieka, w dodatku wcale nie nowoczesne.

Według "Rzeczpospolitej" badanie USG serca wykazało, że zastawka i szew przecieka. Jednak mimo to Andrzej R. został wypisany do domu. Jak podaje gazeta, w karcie wypisowej pacjenta nie było wpisu o stwierdzonym przecieku zastawki. Andrzej R. czuł się bardzo źle. Najpierw trafił do jednego szpitala, potem do następnego...

Po dwóch miesiącach, jak informują dzienikarze, Andrzej R. trafia na konsultację do doktora G. Ten - jak twierdzi rozmówca "Rz" - przyznaje, że zastawka faktycznie przecieka. Miał jednak zapewnić pacjenta, że wszystko się zrośnie. "Dziś wiem, że z medycznego punktu widzenia nie może dojść do zrośnięcia się żywej tkanki ze sztuczną zastawką. To tak jakby skaleczona ręka mogła się zrosnąć z długopisem. Lekarz kłamał, skazując mnie na śmierć" - oskarża Andrzej R.

Po wielu miesiącach bólu pacjent trafia wreszcie do szpitala MON. Lekarze uznają, że potrzebna jest pilna operacja. Trwa 7 godzin. Zastawkę wszczepioną przez doktora G. zastępują większą o sześć milimetrów.

"Teraz oddycham pełnymi płucami, nie duszę się, nie mam bezdechów, nie męczę się na coraz dłuższych spacerach. Żyję. Lekarze uratowali mi gasnące po operacji dr. G życie" - mówi Andrzej R. Zamierza domagać się odszkodowania.

O doktorze Mirosławie G. zrobiło się głośno, gdy został zatrzymany w lutym ub. roku przez CBA. Był podejrzany wówczas m.in. o zabójstwo i korupcję. Wtedy ówczesny minister Zbigniew Ziobro powiedział podczas konferencji słynne już słowa "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie".

Mirosław G. pozwał za to Ziobrę do sądu. Wygrał. Ziobro tłumaczył potem, iż w sprawie kardiochirurga mówił jedynie o podejrzeniach, nie przesądzał o faktach, a jego wypowiedzi były wyrwane z kontekstu i wadliwie interpretowane.

Na początku maja tego roku warszawska prokuratura okręgowa umorzyła wątek dotyczący zabójstwa i narażenia przez dr. Mirosława G. na utratę życia innego chorego z powodu "niepopełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu przestępstw". Lekarz wciąż jest jednak oskarżony o korupcję. W sobotę rusza jego proces.