Nasza akcja językowa "English First!" kończy w niedzielę pół roku. Dokładnie sześć miesięcy temu po raz pierwszy zaalarmowaliśmy: nauczanie angielskiego w polskich szkołach stoi na zbyt niskim poziomie, a cenę za to płaci gospodarka. Domagaliśmy się angielskiego dla wszystkich dzieci od pierwszej klasy, zniesienia lektora w telewizjach, żądaliśmy by zwrócono uwagę na językową zapaść. I postawiliśmy na swoim.

>>> Angliści trafią do szkół

"Akcja okazała się niezwykle ważna. Po pierwsze poruszyła zapomniany problem. Po drugie dotarła do decydentów, czyli okazała się skuteczna" - mówi była minister edukacji Krystyna Łybacka. "Tylko się cieszyć i gratulować. Nie ma żadnej wątpliwości, że bez znajomości angielskiego nigdy nie staniemy się pełnoprawnymi obywatelami Europy" - mówi z kolei ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego".

Przypomnijmy. W lipcu po raz pierwszy alarmowaliśmy: w polskich podstawówkach mniej niż połowa dzieci uczy się angielskiego, a tymczasem Ministerstwo Edukacji wycofuje się z projektu wprowadzenia nauki języka obcego dla klas pierwszych. Na naszych łamach apel w tej sprawie podpisało ponad 50 osobistości życia publicznego.

"To jedyna szansa na to, by dzieci w przyszłości stały się obywatelami, którzy tworzą Europę, a nie zaledwie ją doganiają" - napisali sygnatariusze. Od tamtej pory minęło kilka miesięcy. Oto co się udało zmienić: 25 lipca ministerstwo edukacji ogłosiło: każdy uczeń polskiej szkoły przez co najmniej sześć lat będzie się uczył angielskiego, zaś większość będzie miała zajęcia przez pełne 12 lat nauki25 listopada poznaliśmy pierwsze - i to pozytywne - wyniki reformy.

Okazało się, że wbrew obawom MEN, znaleźli się nauczyciele dla pierwszaków. W całej Polsce angielskiego uczy się dziś co najmniej 92 procent pierwszoklasistów - w niektórych regionach aż 99 proc. Minister Katarzyna Hall w końcu przyznała, że jest możliwe, aby w ciągu trzech lat nauczaniem angielskiego objęte zostało każde dziecko idące do szkoły

W tym czasie rozpoczęliśmy akcję na rzecz zmian w telewizji. "Lektor musi zniknąć. Na jego miejsce powinno się wprowadzić napisy" - apelowaliśmy. Posługiwaliśmy się prostą statystyką: najlepiej po angielsku mówi się w tych krajach, gdzie dubbing nie zagłusza filmów. Szwedzi i Holendrzy wpadli na to już w latach 80., dziś nawet w Turcji telewizje rezygnują z dubbingu.

I tu też "Dziennik" odniósł sukces: wszystkie trzy wielkie telewizje TVN, Polsat i TVP zadeklarowały, że wraz z wejściem w życie telewizji cyfrowej widzowie bedą mogli wybierać pomiędzy lektorem a napisami.

W TVP pojawił się pierwszy w historii serial z napisami "Londyńczycy". Dwójka wprowadziła przy okazji młodzieżowe pasmo bez lektora, napisy wprowadziła także częściowo TVP Historia dwie telewizje: Ale Kino! i TVP Kultura mają w tym roku dokonać rewizji swoich umów z dystrybutorami, tak by mogły pokazywać filmy "bez zagłuszania".

Akcji nie kończymy bo jak mówi historyk idei prof. Marcin Król - "English First!" jest "rzadkim przypadkiem akcji mającej sens". "To co mieści się w granicach możliwości, zostało zrobione i przyniosło wymierne efekty" - mówi.