Lekarze zarzucają NFZ przede wszystkim to, że stawki za leczenie pacjentów zatwierdzone na 2009 r. są o około 15 proc niższe od rzeczywistych kosztów, które ponoszą szpitale. "Dlatego chcemy, aby prokuratura sprawdziła, czy takie działanie nie jest po prostu zwykłym narażaniem chorych na niebezpieczeństwo" - mówi DZIENNIKOWI przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel.

Szefowie OZZL zapowiadają, że złożą też zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza, który zatwierdził stawki.

Na tym nie koniec. Przedstawiciele związku twierdzą, że dyrektorzy szpitali godzili się podpisać nowe umowy pod presją Funduszu, który korzystając z monopolistycznej pozycji dyktował im stawki pod groźbą wstrzymania płatności. Dlatego lekarze wystąpią również do prezesa UOKiK z wnioskiem o przeprowadzenie postępowania antymonopolowego wobec NFZ, a do NIK z wnioskiem o skontrolowanie zasad wyceniania przez Fundusz kosztów leczenia.

"Wielokrotnie pytaliśmy NFZ jak oblicza kwotę, którą płaci szpitalom za poszczególne zabiegi, ale nigdy nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Dlatego poprosiliśmy NIK by się tym zajęła" - mówi DZIENNIKOWI wiceprzewodniczący OZZL Tomasz Undermann, który wprowadzone przez NFZ zasady wyceny leczenia określa jako "wynaturzenie", a sam Fundusz, który ich dokonuje jako "państwo w państwie".

"Zapraszam tych, którzy każą nam leczyć za takie pieniądze na dyżur do mojego szpitala. Niech zobaczą w jakich warunkach musimy pracować" - mówi nam Undermann.

Związkowcy zapewniają, że tym razem nie planują strajków, bo jak tłumaczą, "są od tego żeby leczyć, a nie strajkować". Zastrzegają jednak, że każda próba szukania oszczędności kosztem ich płac spotka się z bardziej stanowczą reakcją lekarzy - z wypowiadaniem umów o pracę włącznie.

NFZ odpiera wszystkie zarzuty OZZL. Rzeczniczka Funduszu Edyta Grabowska-Woźniak zapewnia, że wysokość kontraktów, które NFZ proponuje szpitalom została wyliczona na podstawie planu finansowego zatwierdzonego jeszcze w ubiegłym roku przez ministerstwa zdrowia i finansów.

NFZ nie boi się też kontroli, bo jak twierdzi Grabowska-Woźniak, kontrole odbywają się w funduszu właściwie bez przerwy.

Z zarzutami lekarzy wobec funduszu zgadza się prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. "Stało się coś dziwnego, bo okazało się, że mimo większej ilości pieniędzy płynących do funduszu z naszych składek zmniejszyło się finansowanie szpitali. Dlatego wydaje się, że ktoś podejmuje działania na szkodę placówek ochrony zdrowia. Z tego powodu sprawdzenie tego przez niezależne instytucje jest jak najbardziej słuszne" - mówi nam Konstanty Radziwiłł.