Zdaniem Czempińskiego, ktory sam jest doświadczonym pilotem awionetek, pilot najprawdopodobniej nie włączył standardowej dla tej klasy maszyn opcji nawigacyjnej, która automatycznie wyszukuje najbliżej położonego lotniska. "Pilot powinien rozpocząć poszukiwania takiego lądowiska, mając spory zapas paliwa, nie czekając, aż samolort zacznie lecieć na rezerwie" - twierdzi prezes Aeroklubu. "Tymczasem w tym przypadku osoba, która siedziała za sterami, jeśli w ogóle włączyła to urządzenie, zrobiła to za późno".

Mimo to pilot mógł próbować wylądować nawet w tak niesprzyjających warunkach jak te, które wówczas panowały na lotnisku. "Śnieżyca utudnia lądowanie, ale go nie wyklucza" - mówi Czempiński.