Marcin Bodzianny, rocznik 1990
Dziś stałem nad grobem pradziadków, roczniki 1904 i 1910. Urodzili się, gdy Polski nie było na mapie, świadomie przeżyli rok 1918, dwudziestolecie międzywojenne, II wojnę światową, komunizm, "Solidarność", Okrągły Stół. Trafili w niesamowity czas, nie wiem, gdzie byli i co robili, kiedy te wydarzenia miały miejsce, nie znam ich historii, ale znam historię, w którą ich życie zostało wpisane, i zazdroszczę im tego czasu.
Czas, w który trafiła moja generacja, jest mało inspirujący. Nie daje nam możliwości poznania, czym są prawdziwa przyjaźń, wiara, troska o dobro wspólne, ojczyznę, bo nie stawia przed nami prawdziwie trudnych wyborów. Przysłowie mówiące, że przyjaciela poznaje się w biedzie, kiedyś miało realne przesłanie, dziś ta przyjacielska pomoc sprowadza się najczęściej do pożyczek pieniężnych.
Nasz czas jest nieznośnie jałowy. Autorytetami politycznymi dla mojej generacji są panowie Palikot i Marcinkiewicz, którzy w konfrontacji z autorytetami poprzednich pokoleń, Piłsudskim czy Dmowskim, ukazują zasadność prawdy, iż drzewo poznaje się po jego owocach. My, pokolenie ’89, jesteśmy drzewem, którego owoce nie zdążyły jeszcze dojrzeć, a już są na nich objawy zgnilizny, zatem szanse na udane zbiory wydają się niezwykle marne. Stale słyszę o ogromnych możliwościach dzisiejszego świata, tyle że te ogromne możliwości w efekcie końcowym nie zapewniają mi niczego poza skonsumowaniem życia. Nie gwarantują mi przede wszystkim tego, że mój prawnuk, stojąc kiedyś nad grobem swojego pradziada, zastanowi się nad zasługami jego generacji.

Wojciech M. Pabjańczyk, rocznik ’89
Marta Megger jest przerażona stanem duchowym naszego pokolenia. Widzi nas jako zapijaczonych degeneratów myślących tylko o pieniądzach, egoistów, którzy nie cenią duchowych wartości. Nie zgadzam się niemal w żadnym punkcie. Mam nadzieję, że Marta nie obrazi się, jeśli w tym liście będę zwracał się bezpośrednio do niej.
Mówisz, że naszym bogiem jest pieniądz, że to, co się liczy w naszym życiu, to tylko kasa. Marto, prawda jest bolesna, ale pieniądze to życie. Nie muszą dawać szczęścia, ale ułatwiają osiągnięcie go. Tak, ja wiem, że są ideały, jest miłość, ale ideą brzucha nie napełnisz ani nie zapewnisz dzieciom dobrego wykształcenia. Stąpajmy twardo po ziemi i przyzwyczajmy się, że trudno będzie żyć samymi ideałami. Zresztą nie zdobywamy wyższego wykształcenia po to, by później mieć tylko satysfakcję, prawda? Wybrałem swoje studia ze względu na pasję, ale także przyszłe zarobki. Nie mam zamiaru wmawiać nikomu, że nie liczę się z tym, ile będę zarabiał, a liczy się tylko satysfakcja, jaką da mi mój zawód. Takie zachowanie nie świadczy bynajmniej o egoizmie, a jedynie o zdrowym rozsądku.
Co do problemu alkoholu: mam wrażenie, że zapomniałaś, że ty i ja, nasi rówieśnicy to po prostu młodzież. To dwudziestolatkowie, którzy pragną żyć i bawić się. Po prostu muszą się wyszumieć! Zdziwisz się, gdy za parę lat odkryjesz, że ci „alkoholicy” i „degeneraci” zostaną lekarzami, prawnikami czy informatykami, którzy będą kształtować naszą ojczyznę. Popytaj rodziców i starszych znajomych, czy im żadne wyskoki w naszym wieku się nie zdarzały. Oni też nie byli kryształowi.
Pamiętaj o tym, że jesteśmy młodzi. Również gdy mówisz, że wartości duchowe są dla nas bez znaczenia. Niektórzy nie rozumieją w dalszym ciągu, na czym polega prawdziwa przyjaźń czy miłość. Przyjdzie czas, że i do tego się dojrzeje.
Nasuwa się jeszcze ciekawe spostrzeżenie: podkreślasz fakt, że poprzednie pokolenie miało wartości i ideały, a my takowych nie mamy. Marto, to nie tak! Naprawdę myślisz, że wszyscy mieli ideały? Ogromnej większości realia, w jakich przyszło im żyć, nie interesowały. Byli tacy sami jak twoi rówieśnicy, o których piszesz. Wiem, że dziś na lekcjach historii brzmi to tak, jakby całe pokolenie chwyciło się za barki i ruszyło walczyć o wolność, ale pamiętaj: historia nie lubi szaraczków. O nich nie usłyszymy. Podkreślane są cechy tych jednostek, które się wybiły. Tak samo kiedyś będzie z naszym pokoleniem. Historia pokaże, jak przyszłe generacje będą mówiły o nas.

Jan P. Matuszyński, rocznik 1984
Nasze pokolenie, jak żadne inne wcześniej, otrzymało wolność wyboru. Trudno się z niej nie cieszyć. W końcu to cudowna sprawa. Już nikt, tak jak naszym rodzicom, nie wciska konkretnej wizji rzeczywistości. Teraz możemy mówić, co chcemy. Myśleć, co nam się podoba. Mamy do dyspozycji nieskończony wachlarz możliwości. Teoretycznie.
W praktyce nie jest już tak różowo. Wybór z nieskończonej ilości możliwości stał się naszym szczęściem i klątwą zarazem.
Gdy przyglądam się ludziom, którzy skończyli liceum z moim rocznikiem, to oddzielają się mocno dwie grupy. Pierwsza, bardzo nieliczna niestety, to ludzie, którzy od dawna wiedzieli, co chcieli w życiu robić. Zostać prawnikiem, lekarzem - wybrany zawód nie jest tu wyznacznikiem, chodzi o stopień determinacji i zdecydowania. Ta grupa to może jedna dziesiąta. Cała reszta, czyli 90 proc., to osoby, które miotały się w podstawówce (co zrozumiałe), miotały przez liceum (co już mniej) i miotają się dalej, będąc na studiach (lub nie). Oni naprawdę nie mają pojęcia, co chcą w życiu robić.
Znaleźliśmy się w pewnej dziurze czasowej, którą musimy łatać. Nie interesuje nas przeszłość. Bardzo wielu moich rówieśników ma kwestię teczek w głębokim poważaniu. Ja czasem myślę, że archiwa IPN najlepiej byłoby spalić, ponieważ mam poczucie, że to tylko przeglądanie starych zdjęć z albumu z imienin u cioci Hani. Może pokolenie naszych rodziców się tym jeszcze jara, ale dla nas te spory są zbędne. Czy naprawdę nie lepiej pogadać o tym, czy aby na pewno będzie u nas euro?
Jesteśmy najbardziej rozsianym po świecie pokoleniem Polaków od zarania dziejów. Nie jesteśmy tylko Polakami. Teraz jesteśmy Europejczykami. Mam znajomych na całym świecie i teraz to nie jest nic nadzwyczajnego. Jadąc do Londynu do pracy, nie emigruję. Po prostu jadę do pracy. Tylko że trochę dalej i na trochę dłużej.
Nasze rozsianie nie polega jedynie na fizycznym rozmieszczeniu po całym świecie. Jesteśmy pokoleniem globalnym i wirtualnym. Nasza-klasa, Facebook, Gmail, MySpace, GoldenLine - my tam wszędzie jesteśmy. I jest nam z tym dobrze.
Głęboko wierzę w to, że moje pokolenie jest tym granicznym dla Polski. My nie mamy pięćdziesięcioletniego krzyża na plecach, nie musimy go nosić. Nie zmienia to faktu, że patrzymy w przyszłość o wiele intensywniej niż poprzednicy. I choć często wielu z nas gdzieś się po drodze gubi, jestem przekonany, że wreszcie możemy zajść, gdzie tylko chcemy. Już nikt nas nie zatrzyma.

Małgorzata Biała, rocznik 1982
Moje pokolenie jest przyzwyczajone do tego, że mamy, że posiadamy, że to czy tamto nam się po prostu należy, że coś jest nasze i nikt i nic nie może nam tego odebrać. To są hasła, którymi karmili nas nasi rodzice. A teraz nas oceniają?
Moje pokolenie nie jest nauczone bliskości emocjonalnej, dlatego tyle agresji, przemocy i niechęci do drugiego człowieka. Pijemy, bierzemy, uprawiamy, zażywamy, udajemy. A co? Przecież nam wolno, przecież nikt nie może nam nic zrobić! Dajemy sobie radę bez kontaktu z otoczeniem, boimy się stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością, to nas przerasta, nie liczymy się z uczuciami innych (bo nie umiemy ich ani nazwać, ani odróżnić).
Oto my - ludzie urodzeni w czasie wolności i pokoju, pełnej stabilizacji i demokracji. Szanowni profesorowie, którzy stworzyli cudowny obraz pokolenia ’89, nie mają pojęcia, o kim piszą, podali fałszywy wynik swoich badań. Prawda jest taka, że nie obchodzi nas nic i nawet to, czy ktoś to przeczyta, czy nie. Bo to już było, czas przeszły, a my nie szanujemy tego, co było!!!