Chodzi o wypadek z 27 lutego 2008 roku. Maciej Zientarski wspólnie z dziennikarzem "Super Ekspressu" Jarosławem Zabiegą uderzyli sportowym ferrari w filar wiaduktu na ul. Puławskiej w Warszawie. Zabiega zginął na miejscu, Zientarski przez kilka tygodni leżał w śpiączkę.

Według policji, to Zientarski kierował samochodem. Nie można jednak zweryfikować tych ustaleń i formalnie postawić mu zarzutów, bo dziennikarza ciągle nie udało się przesłuchać. Według rodziny ma on zaniki pamięci. Taką samą opinię wydało też czterech biegłych, w tym dwóch psychiatrów.

Tymczasem mokotowska prokuratura przeanalizowała właśnie całą dokumentację choroby dziennikarza i stwierdziła, że należałoby powołać kolejnego specjalistę. Nie wyklucza też przesłuchania biegłych, którzy już badali Zientarskiego.

Za spowodowanie wypadku, w którym zginął człowiek, grozi do ośmiu lat więzienia.