Merz zadowolony z przyjętego rozwiązania
Rosyjskie środki są na trwałe zamrożone, Rosja nie może nimi dysponować. Pożyczkę, którą przyznamy Ukrainie, zrefinansujemy z tych pieniędzy. To rozwiązanie jest lepsze niż to, które ja proponowałem, ponieważ jest proste - powiedział Merz w wywiadzie dla niemieckiej telewizji publicznej ARD.
Mamy dobre rozwiązanie, z którego jestem bardzo zadowolony - dodał niemiecki kanclerz, odrzucając sugestię dziennikarza prowadzącego wywiad, że poniósł w Brukseli porażkę.
Rosja nie odzyska pieniędzy
Szef niemieckiego rządu wyjaśnił, że zgoda na pożyczkę gwarantowaną przez unijny budżet, wymagająca w zasadzie jednomyślności wszystkich krajów UE, była możliwa dzięki zastosowaniu "formy pogłębionej współpracy". Węgry, Słowacja i Czechy odmówiły dalszego wsparcia finansowego dla Ukrainy, dlatego decyzja została podjęta przez 24 kraje.
Rosja płaci, a Ukraina dostaje pieniądze - podkreślił Merz. Aktywa o wartości ponad 200 mld euro zostały zatrzymana. Rosja nie odzyska ich, a jeżeli dojdzie do zwrotu, to tylko po odliczeniu pożyczki oraz wartości szkód wyrządzonych przez Rosję. Tych pieniędzy Rosja nie odzyska, w każdym razie nie przed uregulowaniem spraw na korzyść Ukrainy - wyjaśnił kanclerz.
Niemieckie media uznały decyzję szczytu UE w sprawie pożyczki za porażkę Merza. Kanclerz forsował pomysł bezpośredniego wykorzystania rosyjskich aktywów na pomoc dla Ukrainy, nie zdołał jednak rozwiać wątpliwości Belgii, której banki posiadają większość rosyjskich pieniędzy. Pożyczka dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro na kolejne dwa lata zostanie sfinansowana ze wspólnego długu gwarantowanego unijnym budżetem.
Włochy maja się zgodzić na umowę z Mercosurem
W wywiadzie dla ARD Merz wyraził przekonanie, że umowa handlowa z Mercosurem zostanie podpisana 12 stycznia. Włochy zgodzą się - premier Meloni obiecała nam to po konsultacji ze swoim rządem - powiedział kanclerz. Na szczycie UE w Brukseli podjęto decyzję o niepodpisywaniu umowy w tym roku ze względu na zastrzeżenia kilku państw.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.