Powstanie Rady Pokoju budzi obiekcje w Niemczech

Dziennik "Der Spiegel" powołując się na wewnętrzną notatkę MSZ w Berlinie informuje, że jedną z przyczyn, dla których niemiecki rząd ma obiekcje wobec dołączenia do inicjatywy, jest zakres władzy, jakim ma w niej dysponować Trump. Obawy gabinetu Friedricha Merza budzi także to, że Rada Pokoju może podważyć rolę Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ).

Reklama

Wcześniej w poniedziałek rzecznik niemieckiego rządu przekazał, że Berlin będzie jeszcze rozważał, czy dołączyć do Rady Pokoju. Poinformował on także, że Merz nie weźmie udziału w ceremonii podpisania dokumentu założycielskiego Rady Pokoju w czwartek na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos. W Szwajcarii nie dojdzie także prawdopodobnie do planowanego spotkania Merza z Trumpem.

1 mld dolarów za stałe członkostwo e Radzie Pokoju

Po wizycie w USA w ubiegłym tygodniu szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul wyrażał nadzieję, że Niemcy otrzymają zaproszenie do Rady Pokoju. Wtedy mowa była jednak tylko o zadaniach tej inicjatywy przy utrzymaniu zawieszenia broni w Strefie Gazy. Niemcy ostatecznie otrzymały zaproszenie.

W czwartek w Davos ma nastąpić podpisanie dokumentu założycielskiego Rady Pokoju. Państwa członkowskie mają być wybierane przez Trumpa na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą 1 mld dolarów za stałe członkostwo. Radę powołano, by zarządzała Strefą Gazy, ale jej działania mogą wykraczać poza ten obszar, a struktura, skład i jej mandat rodzą wiele pytań.

Rada Pokoju zaszkodzi ONZ?

Inicjatywa Trumpa budzi kontrowersje wśród dyplomatów, z których część obawia się, że Rada Pokoju zaszkodzi pracom ONZ. Przedmiotem sporu jest też lista osób zaproszonych przez Biały Dom; wśród kilkudziesięciu światowych przywódców znajdują się m.in. przywódcy Rosji Władimir Putin i Białorusi Alaksandr Łukaszenka czy premier Izraela Benjamin Netanjahu.