Dziennik Gazeta Prawana logo

"Jako pierwsi wkraczają saperzy". Tak ukraińskie miasteczka podnoszą się po rosyjskiej okupacji

1 grudnia 2022, 07:36
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Zniszczenia na Ukrainie
<p>Zniszczenia na Ukrainie</p>/ShutterStock
"Najpierw rozminowywanie budynków, a dopiero potem naprawa zrujnowanej przez wycofujących się Rosjan infrastruktury i pomoc mieszkańcom" - takie kroki podejmują władze w wyzwalanych spod okupacji miejscowościach południowej Ukrainy.

-  mówi Iwan Kuchta, szef administracji wojskowo-cywilnej w mieście Snihuriwka w obwodzie mikołajowskim, do którego wojska ukraińskie weszły 10 listopada. W pierwszych dniach po wyzwoleniu wjazd do Snihuriwki był zamknięty dla osób cywilnych z zewnątrz, a dziennikarze mogli tam przebywać jedynie po uzgodnieniu z armią i w towarzystwie uzbrojonych oficerów prasowych. - wyjaśnia Kuchta.

Kiedyś żyło tu 12 tysięcy osób. Pozostały 4 tysiące

Przed wojną w Snihuriwce mieszkało około 12 tysięcy ludzi. Dziś pozostało ich jedynie 4 tysiące. Wielu wyjechało jeszcze na początku otwartej wojny z Rosją, inni ewakuowali się, gdy na froncie nasiliły się walki.

 relacjonuje.

W Snihuriwce intensywnie pracowały także ekipy monterów, którzy naprawiali sieć energetyczną. - Jest to bardzo ważne, bo Snihuriwka jest zgazyfikowana tylko w niewielkiej części, więc ludzie ogrzewają się prądem albo piecami na węgiel, a zima nadchodzi bardzo szybko - mówi Kuchta.

W wyniku działań wojennych w Snihuriwce całkowicie zniszczonych zostało około 5 procent budynków. Kolejne 10 procent zostało uszkodzonych. Są to domy, które znajdowały się na pierwszej linii starć. -  podkreśla szef administracji miasta.

Poszukiwania tych, których deportowali Rosjanie

Nadal nieznana jest liczba ofiar rosyjskiej okupacji Snihuriwki. Gromadzeniem danych na ich temat zajmują się śledczy Służby Bezpieczeństwa i policji.

-  informuje Kuchta.

Mieszkańcy Snihuriwki byli także przymusowo deportowani do Rosji. Okupanci wywieźli stąd dzieci z miejscowego domu dziecka. -  opowiada urzędnik.

Ukraińskie władze poszukują także kolaborantów, którzy współpracowali z okupantami. - mówi w rozmowie szef administracji wojskowo-cywilnej Snihuriwki Iwan Kuchta.

Ze Snihuriwki Jarosław Junko

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj