Nawrocki stoczył sporo pojedynków na pięści
Wątek walk stoczonych przez Nawrockiego tych oficjalnych w ringu i nieoficjalnych w lesie przewijał się przez całą kampanię wyborczą. Obywatelski kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość przyznał, że w swoim życiu stoczył sporo pojedynków na pięści. Rywal Rafała Trzaskowskiego nie zaprzeczył, że brał udział w "ustawkach" kiboli, ale jednocześnie podkreślił, że walki z jego udziałem niezależnie od okoliczności i miejsca zawsze miały szlachetny charakter.
Nawrocki był o włos od walki z Wachem
Nawrocki w przeszłości czynnie uprawiał boks i był świetnie zapowiadającym się juniorem. Mało kto pamięta, że prezydent elekt w 2020 roku był o krok od skrzyżowania rękawic z jednym z najbardziej znanych polskich pięściarzy wagi ciężkiej.
Nawrocki pięć lat temu miał się zmierzyć w charytatywnej walce z Mariuszem Wachem. Wszystko było już dopięte na ostatni guzik, ale ostatecznie skończyło się fiaskiem. Powodem była pandemia koronawirusa. Nałożone obostrzenia sprawiły, że zorganizowanie wydarzenia stało się niemożliwe i impreza finalnie został odwołana.
Nawrocki mocno bije z miejsca
Teraz umiejętności pięściarskie prezydenta elekta na łamach mediów ocenił trener Julii Szeremety. Szkoleniowiec wicemistrzyni olimpijskiej z Paryża potwierdził, że u Nawrockiego widać duży potencjał.
Swoją opinię mogę oprzeć tylko na filmiku, jaki krążył po internecie, ponieważ nie miałem okazji widzieć na żywo prezydenta na treningu bokserskim. Na pewno ma dużą dynamikę oraz silne uderzenia, szczególnie gdy bije z miejsca. Z tego, co zobaczyłem, jest mańkutem, a większość zawodników nie lubi walczyć z zawodnikami ustawionymi w odwrotnej pozycji. W naszym środowisku mówi się, że to twardy gość, który nie pęka. Gdyby odbywał się turniej bokserski wszystkich prezydentów świata, to prezydent Nawrocki byłby zdecydowanie mistrzem w tej dyscyplinie – podkreślił w rozmowie ze sport.pl Tomasz Dylak.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.