Takie informacje podał izraelski dziennik "Ha-Arec". Gazeta potwierdziła w Instytucie, że w Jerozolimie jest rozważana decyzja, by uznać za Sprawiedliwego Konstantego Rokickiego, który własnoręcznie wypisywał latynoamerykańskie paszporty dla Żydów.

Według informacji DGP podobny wniosek do Jad wa-Szem zgłosili przedstawiciele społeczności żydowskiej w Szwajcarii. Świadectwo złożył Uri Strauss, posiadacz paragwajskiego paszportu wystawionego przez Rokickiego, jeden z Ocalonych. O grupie berneńskiej Aleksandra Ładosia, zasadzie jej działania i podziale obowiązków jako pierwszy napisał w sierpniu ubiegłego roku DGP. W jej skład wchodziło sześć osób, zarówno Polaków, jak i polskich Żydów. Dzisiejsza wiedza pozwala przypuszczać, że dzięki paszportom uratowano 800 osób. Ta liczba może się jednak zwiększyć, bo badania wciąż trwają.

Niemcy nie wysyłali posiadaczy paszportów do obozów zagłady, lecz do obozów jenieckich na Zachodzie z nadzieją wymiany na jeńców pojmanych przez aliantów. Paszportyzację koordynował poseł Ładoś, który wraz ze swoim zastępcą Stefanem Ryniewiczem zapewniali akcji osłonę polityczną, niejednokrotnie interweniując w obronie członków grupy u najważniejszych szwajcarskich polityków. Zmarły w 1958 r. konsul Rokicki, którego grób odnaleziono i odnowiono dzięki staraniom polskich dyplomatów z Berna, osobiście wpisywał dane osobowe do paszportów kupowanych od skorumpowanych konsulów państw latynoamerykańskich.

Nazwiska osób, które planowano ratować, ustalali żydowscy członkowie grupy: rabin Chaim Eiss oraz przedwojenny poseł na Sejm Abraham Silberschein. Kontakty między katolicką i żydowską częścią grupy koordynował Juliusz Kühl, polski Żyd pracujący w naszym konsulacie w Bernie. Nasi dyplomaci udostępniali też szyfrowaną pocztę dyplomatyczną, za której pośrednictwem Silberschein alarmował Zachód o Holokauście, a także zbierał środki na akcję ratunkową u przedstawicieli diaspory żydowskiej, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.

Polscy dyplomaci powinni zostać uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. To nie podlega dyskusji – mówił w rozmowie z DGP 78-letni dziś Uri Strauss. – Ludzie, którzy ratowali innych, narażając przy tym swoje życie, muszą być uhonorowani. Taka jest konieczność – dodawał. Paszport Paragwaju dla jego rodziny został wypisany właśnie przez Konstantego Rokickiego. Na dokumencie widać Uriego Straussa oraz jego rodziców Josefa i Lolę z domu Klein. Na zdjęciu wklejonym do paszportu Uri siedzi na kolanach matki; widać tylko czubek jego głowy.

Dziś jest on obywatelem Niemiec i Stanów Zjednoczonych ze statusem rezydenta w Szwajcarii. Strauss brał udział w ubiegłotygodniowych uroczystościach w Lucernie, podczas których – w obecności prezydenta Andrzeja Dudy – upamiętniono Rokickiego. Rodzina Straussów przed II wojną światową mieszkała w Hamburgu, jednak w latach 30. – wraz z rozkręcaniem antysemickiej machiny przez nazistowski reżim – uciekła do Holandii. Jak relacjonuje jego przyjaciel, konsul honorowy RP w Zurychu Markus Blechner, po wojnie Strauss przechowywał paragwajski paszport w domu. Dokument nadal był użyteczny i do pewnego momentu umożliwiał przekraczanie granic.

Do Lucerny przyjechała również Miriam Turgeman-Lewald. Jej ciężarna matka – na podstawie paszportu wystawionego przez grupę berneńską – trafiła do podobozu Bergen-Belsen, gdzie miała czekać na wymianę na jeńców wojennych lub koniec wojny. W tym miejscu w 1944 r. przyszła na świat Miriam. Była jedynym noworodkiem z Bergen-Belsen, który przeżył. Zagładę przetrwała również jej matka. Na uroczystości do Szwajcarii dotarli też inni Ocaleni, np. Marion Ein Lewin z domu Hess oraz Léonie de Picciotto z domu Lesser, obie urodzone w 1938 r.

W sprawie grupy berneńskiej wciąż odkrywane są nowe fakty. Jak wynika z informacji DGP, historycy badają np. interwencję posła Ładosia u konsula generalnego Kostaryki w Zurychu w sprawie uznania jednego z paszportów tego kraju. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zadanie powierzono osobiście Ładosiowi, gdyż chodziło o paszport osoby, która mogła być ważnym aktywem jednego z wywiadów koalicji antyhitlerowskiej.

Prace muszą trwać dalej. Dyplomaci biorący udział w operacji ratunkowej powinni zostać docenieni i uhonorowani – mówił DGP Markus Blechner. Polski konsul honorowy w Zurychu osobiście poznał Juliusza Kühla, który gościł na jego bar micwie jako znajomy ojca i jego wspólnik w interesach. – Po wojnie ci ludzie nie mówili o swojej działalności nawet własnym dzieciom. Przez ponad 70 lat nikt nie znał szczegółów ich pracy. Czas, by dowiedziały się o nich młodsze pokolenia. Czas, by mogły się uczyć na podstawie ich historii – tłumaczył konsul Blechner.

Losy grupy berneńskiej przez lata pozostawały szerzej nieznane. Część polskich historyków pisała o roli Ładosia, żydowska historiografia pamiętała o Silberscheinie. Nazwisko Rokickiego pozostawało zupełnie zapomniane, podobnie jak mechanizm działania grupy berneńskiej. – Ktoś, kto jest prawdziwym bohaterem, rzadko o tym mówi. Jeśli ktoś twierdzi, że jest bohaterem, zazwyczaj nim nie jest – mówi DGP Uri Strauss. – Ważne jednak, by dziś poznać ich historię. Świat, w którym nie wiemy, jaka jest nasza przeszłość, jest niebezpieczny – podsumowuje Ocalony.