Ośrodek Karta w Warszawie wydał właśnie wybór korespondencji Mackiewicza z ostatnich dwóch dekad jego życia. Interlokutorami publicysty są żona Wanda i córka Aleksandra, ale przede wszystkim przyjaciele i znajomi z emigracji oraz z kraju: Michał K. Pawlikowski, były współpracownik wileńskiego "Słowa i emigracyjnego "Lwowa i Wilna", mieszkający w odległej Kalifornii, redaktorzy londyńskich "Wiadomości" Mieczysław Grydzewski i paryskiej "Kultury" Jerzy Giedroyc, a także Aleksander Bocheński, Józef Czapski, Melchior Wańkowicz, Wacław Zbyszewski i jeszcze kilka innych osób.

Reklama

Mniej znane oblicze Cata

Ranga twórczości samego Mackiewicza oraz dokonania adresatów jego korespondencji uzasadniają jak najbardziej jej wydanie. Tom pozwala odkryć jeszcze jedno, mniej znane oblicze Cata jako epistolografa. Dziś niemal nikt już chyba nie pisze listów w tradycyjnej, papierowej formie. W dobie internetu sztuka epistolografii zanikła. Dominują krótkie wypowiedzi na Facebooku czy Twitterze. Komunikujemy się za pomocą SMS-ów. Zamiast po pióro sięgamy po telefon. Na szczęście dla historyka kilkadziesiąt lat temu telefony nie były powszechnie dostępne, a rozmowy zagraniczne były szalenie drogie. W przypadku osób zamieszkałych w różnych krajach, a tym bardziej na różnych kontynentach, bezpośredni kontakt utrudniała też znaczna odległość, niemałe problemy z uzyskaniem wizy czy wysokie ceny biletów na samolot. Wymiana listów zastępowała więc osobisty kontakt, będąc namiastką bezpośredniej konwersacji.

Reklama

Publikacja zawiera prawie 400 listów Mackiewicza ułożonych chronologicznie i podzielonych na dwa okresy w jego powojennej biografii: londyński oraz warszawski. Ten swoisty dziennik jest zapisem jego myśli, może częściej stanów emocjonalnych. Choć wyłaniający się z listów obraz Mackiewicza wydaje się wykrzywiony, to jest to niewątpliwie ważne, ciekawe źródło, pozwalające poznać go niejako od prywatnej strony. Znany ze swej bezkompromisowości publicysta odsłania się zwłaszcza w listach do Pawlikowskiego. Kreśląc swój autoportret nie stroni od wulgaryzmów, skrajnych czy niesprawiedliwych opinii, chwali się erotycznymi podbojami, opowiada koszarowe dowcipy. Jego listy, tak jak jego życie i pisarstwo, wywołują namiętności i spory, mogą oburzać, ale nigdy nie nudzą. Czyta się je znakomicie. Tylko dlaczego wydawnictwo nie zamieściło indeksu nazwisk?

Jadowita publicystyka

Mackiewicz urodził się jeszcze pod koniec XIX stulecia w Sankt Petersburgu. W międzywojennym Wilnie redaguje dziennik "Słowo". Z przekonania konserwatysta i monarchista, jest admiratorem marszałka Józefa Piłsudskiego. Wiosną 1939 r. na 17 dni trafia do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Nazajutrz po tym, gdy 17 września 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Polski, przekracza granicę z Litwą. Dociera do Paryża, a po klęsce Francji w 1940 r. do Londynu. Na emigracji staje się zdeklarowanym krytykiem polityki wschodniej gen. Władysława Sikorskiego. Jeszcze ostrzej za ugodową politykę wobec Związku Sowieckiego oraz uleganie presji Anglików atakuje kolejnego premiera – Stanisława Mikołajczyka. W wojennym Londynie, gdy odmówiono mu przydziału papieru na tygodnik, swoim adwersarzom nie szczędzi razów na łamach broszur, które wydaje własnym sumptem.

Po zakończeniu II wojny światowej pozostaje na emigracji. Jest żarliwym obrońcą ziem wschodnich i legalizmu. Od końca 1946 r. przez kolejne cztery lata redaguje tygodnik "Lwów i Wilno", którego jest też głównym publicystą. Po tym, jak o Tadeuszu Zawadzkim (później znanym publicyście historycznym, używającym przybranego nazwiska Żenczykowski) napisał, że to "były szef propagandy Ozonu, czyli swego rodzaju Goebbels obozu sanacyjnego", musi jednak zamknąć swoją trybunę. Zawadzki-Żenczykowski oskarżył Mackiewicza o zniesławienie. Angielski sąd nakazuje Catowi wypłacić jako zadośćuczynienie 4 tys. funtów, kwotę wówczas ogromną. Mackiewicz nie jest w stanie wypłacić zasądzonej kwoty, w rezultacie pismo jadowitego publicysty przestaje się ukazywać.

Pisanie jest jednak dla niego niemal sensem życia. Drukuje przeważnie na łamach londyńskich "Wiadomości", czasami w "Kulturze" paryskiej, zarabia przede wszystkim jako publicysta "Dziennika Polskiego" z Detroit. Nawiązując współpracę z "Wiadomościami" zastrzega, że redaktor tygodnika nie będzie mu usiłował poprawiać stylu, języka, gramatyki, składni, rusycyzmów i prowincjonalizmów: "Jeśli Pan nie obiecuje – szkoda gadać". Mackiewicz wielokrotnie miał później pretensje o wprowadzanie zmian i poprawek w swoich artykułach. W jednym z kolejnych listów pisze do Grydzewskiego: "Panu podoba się wyraz równie, a dla mnie brzmi on jak gównie i protestuję, aby takie wyrazy były mi podawane". Innym razem, zapowiadając, że nie zgodzi się więcej na żadne poprawki, porównuje redaktora "Wiadomości" do Hitlera! Grozi, że w przeciwnym razie będzie musiał posyłać artykuły "do parrrszywej Kultury". W tym samym czasie w listach do Giedroycia zachwyca się doskonałą "Kulturą". Skłócony z młodszym bratem w jednym z listów do Pawlikowskiego pisze: "Józio jako pisarz jest człowiekiem wielkiego talentu, tylko jako polityk jest dureń, a jako brat – skończona świnia".

Poza czy anglofobia?

Anglikom zarzuca na łamach i w listach zdradę i niedotrzymanie sojuszniczych zobowiązań. Przepowiada, że gdy pozostanie w Londynie, czeka go tu "jakaś straszna katastrofa". Rozdrażniony pisze do Józefa Czapskiego, współtwórcy "Kultury" paryskiej, że chociaż mieszka w Londynie już od kilku lat, to nie mówi "tym parszywym żargonem ani be, ani me". W tym stylu pisze też do przyjaciela w Kalifornii: "Nienawidzę wszystkich krajów, w których mówi się po angielsku". Innym razem, oburzony do głębi, odpowiada Pawlikowskiemu, że "film angielski w ogóle żadnym filmem nie jest, a tylko ckliwym powieścidłem dla ckliwych sadystów". Żali się na londyńskie powietrze zatrute przez smog. Przekonuje, że stolica Wielkiej Brytanii jest na pewno brzydszym miastem od Warszawy (oczywiście żadne miasto nie może się równać "z cudownością Wilna"). To kolejna poza publicysty czy wzór anglofoba?

Stałym tematem listów do rodziny czy przyjaciół są problemy finansowe. Tłumacząc się z niemożności pomocy pozostałej w kraju żonie i córce pisze w 1948 r.: "Jestem w straszliwych kłopotach finansowych. W życiu nie byłem w podobnych". Kilka lat później pisze dramatycznie do Grydzewskiego: "Poza tym nie mam co jeść". Wielokrotnie prosi redaktora "Wiadomości" o zaliczkę czy wcześniejszą wypłatę honorarium. Za każdym razem tę rzekomo wyjątkową sytuację tłumaczy brakiem pieniędzy. A przecież jako wzięty i płodny publicysta zarabia całkiem sporo. Jak sam przyznaje w jednym z listów do Pawlikowskiego: "dwa albo trzy razy więcej od tych, u których pożyczam". Kawiarniane życie i kobiety nie są jednak tanie.

Mackiewicz prowadzi dość rozwiązłe życie erotyczne. Jego małżeństwo już przed II wojna światową było właściwie fikcją. Gdy w 1939 r. udaje się na emigrację, żona wraz z córkami pozostały w kraju. Pod koniec życia Cat przesłał Pawlikowskiemu spis wszystkich kobiet ("oczywiście niepłatnych"), które miał w życiu, i tych, które tylko całował. O miłosnych podbojach regularnie zawiadamia zresztą swojego "spowiednika" zza oceanu, choć jest na tyle dyskretny, że nie podaje nazwisk. W temacie kobiet daje też przyjacielowi "dobre" rady: "Źle robiłeś, że kobiet nie biłeś". Dodaje: "po twarzy to może niewskazane na co dzień". Zapewnia jednak: "Nie ma lepszego sposobu zdobywania kobiet, jak oćwiczyć je rzemieniem po dupie". Tak naprawdę zazdrości jednak Pawlikowskiemu, że ten ma kochającą go żonę. "Jakaż to wielka rzecz mieć towarzyszkę życia!" – zrozumiał, gdy przyszła starość. Niejednokrotnie czy to w Londynie, czy w Warszawie doskwiera mu też pustka i samotność. Na emigracji przeżywa katusze z powodu platonicznego związku z młodszą o blisko ćwierć wieku Renatą Ostrowską. Nieszczęśliwy pisze do przyjaciela, że jego "donna istnieje tylko po to, aby mnie dręczyć".

Ten zdeklarowany antybolszewik jest zauroczony dziewiętnastowieczną literaturą rosyjską. Zaczytuje się w dziełach Fiodora Dostojewskiego (jest też jego biografem), Lwa Tołstoja, Aleksandra Puszkina czy Antona Czechowa.

Emigracja jako trupiarnia

Publicznie i prywatnie wielokrotnie krytykuje jałową politykę emigracji i bezsilność wychodźstwa. Zdegustowany pisze do Pawlikowskiego na początku 1952 r: "Nasza emigracja jest jedną wielką trupiarnią. Najmłodsi mają wnuków i są siwiuteńcy. Na każdym prawie większym zebraniu ktoś zdycha". Podjętą przez gen. Kazimierza Sosnkowskiego próbę zjednoczenia emigracji politycznej i ustąpienia prezydenta Augusta Zaleskiego, którego Mackiewicz jest zwolennikiem, komentuje bez ogródek w liście do przyjaciela: "Sosnkowski zachował się tu [w Londynie] jak ch... złamany. Taki inteligentny człowiek, a taki ch... złamany”. Po rozłamie w "polskim" Londynie rywali z Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego pogardliwie tytułował "egzekutasy".

W 1954 r. w apogeum sporów i kłótni na emigracji, do których sam w niemałym stopniu przykłada przecież rękę, zostaje premierem rządu RP na uchodźstwie. Bardzo chciał stanąć na czele rządu. Uważa, że w tak trudnych warunkach może zrobić coś sensownego. Twierdzi, że jest jedynym człowiekiem, który potrafi rozmawiać z kanclerzem Adenauerem. Kreuje się na niezłomnego obrońcę niezależności emigracyjnej polityki. U kresu premierostwa przekonuje Wacława Zbyszewskiego: "Wydaje mi się, że ja jeden z emigracji nie sprzedaję się nikomu i nie wynajmuję". Roczne urzędowaniu boleśnie uświadamia mu jednak przepaść między założeniami emigracyjnej polityki a możliwością ich realizacji. Przyznaje przed Pawlikowskim, że "cała polityka emigracji staje się ponurym błazeństwem". Na zakończenie premierostwa skłócił się nawet z prezydentem Zaleskim, którego w listach nazywa świnią, arcycynikiem i szantażystą.

Rozczarowany postawą Zachodu w czerwcu 1956 r. dokonuje kolejnej wolty w swoim życiu i po siedemnastu latach pobytu na emigracji wraca do kraju. Swojej decyzji nadaje charakter politycznej demonstracji. Jego wybór jest świadectwem beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazło się wychodźstwo. Dochodzą do tego również bardziej przyziemne motywy: materialna bieda emigracyjnego pisarza, świadomość klęski politycznego outsidera, zawiedzione ambicje, egocentryzm, życiowe niepowodzenia. O powrocie myśli już zresztą kilka lat wcześniej. W kwietniu 1947 r. pisze do Aleksandra Bocheńskiego, przyjaciela sprzed wojny, w nowej rzeczywistości posła na Sejm w Warszawie, że chętnie przyjedzie do Polski. Kilka miesięcy później dodał: "Co do mego powrotu, to chce mi się wracać coraz bardziej i w miarę marazmu emigracyjnego coraz mniej mam powodu do pozostawania za granicą". Bał się jednak, że w kraju trafi za więzienne kraty.

Ideowy wróg komunizmu

Na przełomie 1955 i 1956 r. przez kilka miesięcy negocjuje z oficerem komunistycznego wywiadu, który podawał się za przedstawiciela Polskiej Agencji Prasowej, warunki powrotu. Nie deklaruje poparcia dla powojennej rzeczywistości w Polsce, nie zamierza się też kajać za swe poglądy. Również po przyjeździe do kraju pozostaje ideowym wrogiem komunizmu. Nie ma jednak żadnych oporów, gdy chodzi o pieniądze. Częściowo pod pretekstem zaliczek za książki, które obiecano mu wydać po powrocie otrzyma ponad tysiąc funtów, sumę wówczas pokaźną. Krótko przed wyjazdem wydaje w Londynie ostatnią broszurę polityczną "Od małego Bergu do wielkiego Bergu", w której zarzuca swym politycznym adwersarzom na emigracji agenturalną współpracę z Amerykanami. W całości ukazuje się ona za pieniądze z Warszawy.

Emigracja bez żalu żegna Mackiewicza jako "politycznego bankruta" i "kapitulanta". Oburza go zwłaszcza opowiadanie zamieszczone na pierwszej stronie "Wiadomości". Jego bohater, sławny pisarz i publicysta (postać wzorowana na Mackiewiczu), po kilkunastu latach pobytu na emigracji wrócił do Polski. W kraju utrzymuje przyjacielskie stosunki z bezpieką. Cat ugodzony boleśnie, w listach do Pawlikowskiego bierze odwet na redaktorze "Wiadomości" pisząc o nim per Grydzszwanc czy Kaszokramarz (od Grützhandler, rodowego nazwiska Grydzewskiego). Zapowiada też, że przyjedzie do Londynu, aby "nabić tę parszywą żydowską mordę". Emigracyjny tygodnik pogardliwie nazywa "Żydomości" czy "Jadąmośki". Z satysfakcją donosi Pawlikowskiemu, że w Polsce w przeciwieństwie do "Kultury" nikt się "Wiadomościami" nie interesuje: "to już cuchnący nieboszczyk" – pisze w swoim stylu.

Sam jest bardzo zadowolony ze swojego powrotu: "Z każdym literalnie dniem więcej się cieszę, że wróciłem" – zawiadamia Pawlikowskiego. Zdania nie zmienia nawet kilka lat później. W 1962 r. pisze: "Pomimo wszystkie ciężary cenzury, pomimo wszystkie okropności życia w kraju, co dzień sobie winszuję, że wróciłem". Rozważa nawet, czy nie wyjechać na stałe do Wilna. Wynagrodzeniem za krzywdy doznane od emigracji były honory oddawane mu w kraju: "Tutaj wszyscy padają plackiem przed moim – jak mówią – talentem". W takiej atmosferze bardzo też "łatwo o znajomości kobiece". Odwiedza go nawet piękna dziennikarka z "Trybuny Ludu" i proponuje pisanie na łamach. Z oferty nie skorzysta. Pisze przeważnie do prasy paksowskiej: dziennika "Słowo Powszechne" i tygodnika "Kierunki". W wydawnictwie Bolesława Piaseckiego drukuje też swoje książki, choć do samego stowarzyszenia nie przystąpił. Marzy, że zostanie "niezależnym" posłem na Sejm PRL.

Już po powrocie do kraju w listach do Melchiora Wańkowicza kadzi mu, że jest najbardziej popularnym i największym pisarzem w Polsce, po prostu number one. Ciepło pisze też o jego książce na łamach "zasranych" "Kierunków". Natomiast w liście do przyjaciela z Kalifornii twierdzi, że uważa Mela "za skończoną patentowaną świnię", zazdrośnika, który "zawsze o wszystkich powtarza coś złośliwego, nigdy nikogo nie pochwali".

Jako rasowy publicysta potrafi napisać nawet o poważnych sprawach w felietonowym stylu, krótko, z dowcipem, ale nie lekceważąco. Pisząc do Pawlikowskiego na temat Stefanii Kossowskiej, redaktorki "Wiadomości", dodaje, że jej "mąż był w latach 1939-41 na wycieczce turystycznej w Rosji na Syberii, gdzie przechodził kurację odtłuszczającą". Innym razem wytyka przyjacielowi skąpstwo, gdy ten wysłał mu swoją najnowszą książkę statkiem: "Nie mógłbyś odżałować kilku dolarów na wysłanie pocztą lotniczą? Jeszcze byś czekał, aż Krzysztof Kolumb będzie wracał z Ameryki do Europy, aby przesłać przez okazję".

Groźba wyroku w PRL

Na początku lat sześćdziesiątych Mackiewicz składa w sądzie w Warszawie skargę o oszczerstwo przeciwko Marianowi Hemarowi. Domaga się ukarania wybitnego emigracyjnego satyryka, gdyż ten w jednym ze swoich radiowych kabaretów na falach Wolnej Europy nazwał Cata "szubrawcem" i "judaszem", który za "trzydzieści złociszów" sprzedał Lwów i Wilno. W liście do Pawlikowskiego Mackiewicz tłumaczy, że przecież robi wszystko, aby ożywić w kraju nastroje jagiellońsko-mickiewiczowskie. Oskarża emigrację, że to ona "raz po raz wyrzeka się Wilna". Choć Hemar publicznie deklaruje, że stawi się na proces, ostatecznie pod naciskiem bezpieki sprawa nie trafia na wokandę.

Pod koniec życia Cat, coraz bardziej schorowany i zgorzkniały, jest jednym z sygnatariuszy Listu 34 krajowych intelektualistów protestujących przeciwko zaostrzeniu cenzury. Ponownie nawiązuje współpracę z "Kulturą". Jako Gaston de Cerizay przesyła Giedroyciowi polityczne komentarze. Bezpieka dość szybko demaskuje śmiałka. Przeciwko Mackiewiczowi wszczęto śledztwo. Grozi mu aresztowanie i kilkuletni wyrok. Ten z przekorą pisze, że marzy, aby go wsadzili do więzienia: "Byłoby to niezłe zakończenie w encyklopedii hasła: Stanisław Mackiewicz". Alarmuje przyjaciół na emigracji, że jest w rozpaczliwej sytuacji finansowej, gdyż żadna redakcja nie chce drukować jego artykułów. "Nigdy w życiu takiej nędzy nie cierpiałem" – pisze dramatycznie do Zbyszewskiego. W liście z 19 listopada 1965 r. prosi go, aby przesłał mu zapomogę za grudzień, bo listopadową już wydał. Niesforny publicysta nieoczekiwanie umiera przed rozpoczęciem procesu, a prokuratura z ulgą umarza sprawę.

Krzysztof Tarka - polski historyk specjalizujący się w historii najnowszej, nauczyciel akademicki związany z Uniwersytetem Opolskim, autor książek, m.in. "Komendant Wilk. Z dziejów Wileńskiej Armii Krajowej", "Litwini w Polsce 1944-1997", "Emigracyjna dyplomacja: polityka zagraniczna rządu RP na uchodźstwie 1945-1990", "Polonia w Wielkiej Brytanii 1918-1939".