Oskarżeniom pod adresem powstańców, polskich władz emigracyjnych w Londynie, aliantów zachodnich oraz Związku Sowieckiego, towarzyszyła rzekoma troska o rujnowane bezmyślnie miasto, los setek tysięcy bezbronnych mieszkańców, a także zapewnienie, że niemieccy żołnierze zachowują się w Warszawie „bardzo przyzwoicie”.
W opinii Reichsfuehrera SS Heinricha Himmlera, wybuch Powstania Warszawskiego, paradoksalnie, był Niemcom na rękę. Gdy tylko wieść o wybuchu walk dotarła do Berlina, Himmler oznajmił Hitlerowi: .
Na reakcję wodza III Rzeszy nie trzeba było czekać – już 1 sierpnia polecił zabijać każdego mieszkańca Warszawy, bez wyjątku na płeć czy wiek. – nakazywał Hitler. Od wypełnienia w całości tego rozkazu uchylił się później gen. Erich von dem Bach-Zelewski, który przybył do ogarniętego walką miasta najprawdopodobniej 5 sierpnia. Stał na czele sił niemieckich, które skierowano do walki z powstańcami – zanim Niemcy przyznali im prawa kombatanckie (pod koniec września), nazywano ich wprost „bandytami”.
– pisał niemiecki minister propagandy i oświecenia publicznego Joseph Goebbels 18 sierpnia.
Realizując nazistowską politykę informacyjną nastawioną na odpowiedni skutek psychologiczny, celowo wielokrotnie wprowadzał niemieckie społeczeństwo w błąd (za pomocą prasy i radia) twierdząc, jakoby powstanie w Warszawie zostało zdławione już po kilku dniach. 5 sierpnia pisał, że jest szansa na pokonanie powstańców w ciągu nadchodzących dwóch dni. Dokładnie miesiąc później, 5 września, zanotował, że powstanie warszawskie w istocie dobiegło końca, a „polscy nacjonaliści” odnieśli ku uciesze Stalina całkowitą porażkę.
To właśnie on miał – w opinii szefa propagandy III Rzeszy – najwięcej skorzystać na wybuchu walk w Warszawie. Sowiecki dyktator nie przyszedł Polakom z pomocą Polakom, choć – jak pisał autor „Dzienników” – oczekiwały tego polskie władze emigracyjne w Londynie. Fakt ten miał sprawić, że na ulicach Warszawy dokonywała się właśnie rzeź „polskiej arystokracji i obozu narodowo-polskiego”.
– relacjonował Goebbels 17 sierpnia.
Nie uchylał się od oceny, winiąc za rozwój wydarzeń bierność Zachodu i polityczne wyrachowanie Stalina. – czytamy w „Dziennikach” pod datą 18 sierpnia.
Tego samego dnia organ prasowy partii narodowosocjalistycznej „Volkischer Beobachter” donosił o „szatańskiej grze” między Londynem a Moskwą, które „podburzają Warszawę do powstania i pozostawiają ją na łasce losu”. Podkreślono, że Churchill i Stalin złożyli Polakom nic nie znaczącą obietnicę przyjścia z pomocą. Tymczasem w rzeczywistości bolszewicy, przy milczeniu państw zachodnich, mieli dążyć do podstępnego opanowania Europy.
Nazajutrz, 19 sierpnia, „Volkischer Beobachter” wspominał o powstańcach jako o niedoświadczonych przestępcach, których wiek nie przekraczał 21 lat. Nieprzemyślany zryw został – jak informowano – chłodno przyjęty przez mieszkańców miasta.
Propagandziści III Rzeszy nie tylko usiłowali skrzętnie ukrywać niemieckie zbrodnie na mieszkańcach miastach, ale zacierali też prawdę o dokonywanych przez Wehrmacht z premedytacją zniszczeniach w zabudowie miejskiej. Jak tłumaczyli, w gruncie rzeczy Polacy sami sobie byli winni. Uwypuklano też rzekomo dobrą wolę Niemców, proponujących zawieszenie broni na warunkach kombatanckich.
Szef propagandy donosił o raportach mówiących nawet o 200 tys. ofiar cywilnych w Warszawie, uznając te szacunki za „grubą przesadę”. – tłumaczył 23 sierpnia Goebbels.
W „Dziennikach” znalazły się też propagandowe informacje o postawie warszawskich cywilów. – czytamy pod datą 29 sierpnia. W rzeczywistości hierarcha, owszem, wybrał się na szańce, ale li tylko w celach religijnych.
Prawie dwa miesiące później, 26 października, a więc już po klęsce powstania, niemiecki minister pisał: .
Intencją okupantów było nie tylko przekonanie polskiego społeczeństwa o bezsensie walki czy skłócenie cywilów z żołnierzami AK. Sporą rolę w propagandzie pełniły także hasła mówiące o tym, że powstanie przekreśliło względny dobrobyt, jakiego przeciętny Polak miał doświadczać „za Niemca”.
– czytamy w czasopiśmie propagandowym „Signal” (nr 17), stanowiącym organ prasowy Wehrmachtu (wychodziło w różnych językach, także polskim).
Autorzy przypomnieli, że niedola warszawiaków jest wynikiem politycznej zmowy. Winą obarczono sojuszników – „zdradliwych uwodzicieli sztucznie podsycające polskie namiętności”.
Do czasopisma dołączono kilkunastostronicową wkładkę poświęconą powstaniu, opatrzoną fotografią hrabiny Marii Tarnowskiej, delegowanej przez komendanta AK gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego do negocjacji z Niemcami. Dodatek specjalny nosi tytuł: „Warszawa. Jak to było w rzeczywistości”. Zawarto w nim rzekome wspomnienia naocznego świadka – niejakiej Zofii Czarneckiej, która zginęła pod gruzami jednej z kamienic. Jej pamiętnik mieli przypadkowo odnaleźć żołnierze Wehrmachtu.
Historycy wątpią w autentyczność postaci, jednak całkowicie nie wykluczają, że taki pamiętnik rzeczywiście mógłby powstać i wpaść w ręce okupantów. Nawet jeśli, przed publikacją musiałby zostać odpowiednio „zredagowany”.
Także we wspomnianej relacji obecny jest wątek zdrady aliantów, bierności Armii Czerwonej oraz gehenny zwykłych mieszkańców Warszawy. – czytamy we wpisie datowanym na 26 sierpnia.
– miała napisać Czarnecka 29 sierpnia.
Ale niemiecka propaganda to nie tylko „twórczość” Goebbelsa i jego współpracowników, czy też tendencyjne artykuły prasowe, ale także oficjalne komunikaty sztabowe. W meldunku Dowództwa 9 Armii z 21 sierpnia czytamy: .
Niemiecki komunikat wojskowy z 2 października (pod tą datą pisze o nim Goebbels) informuje o wciąż zaciętych bojach z „bandytami”:
Przez pierwsze kilkanaście dni powstania niemiecka prasa w zasadzie nie pisała o walkach w Warszawie – najpierw trzeba było wypracować odpowiednią strategię informacyjną.
Niemcy, wykorzystując rozmaite techniki propagandowe, przedstawiali powstańców jako młodocianych „nacjonalistów” i „przestępców”, ofiary spisku aliantów oraz własnych rządzących. Ponadto czytamy o „inteligencji narodu”, która wykończyła się na ulicach zrujnowanego miasta, przy bierności, a nawet wrogości cywilów. Innym kluczowym elementem polityki informacyjnej było ukrywanie prawdy o niemieckich zbrodniach w mieście, bądź – jeśli wymagała tego sytuacja – mówienie li tylko o mordach dokonywanych przez cudzoziemców służących w Wehrmachcie (które były normą). Niszczenie Warszawy po powstaniu uznano za naturalną kolej rzeczy w przypadku miasta, które – jak pokazywać miała historia od setek lat – zawsze stało na drodze niemieckiej ekspansji.
„Ukaranie” zbuntowanej Warszawy miało być nie tylko przestrogą dla potomnych, ale i powodem do dumy dla każdego niemieckiego żołnierza. Ci, którzy tłumili powstanie, mieli zostać niebawem wynagrodzeni. W grudniu 1944 roku Hitler ustanowił specjalną tarczę („Warschauschild”). Umieszczono na niej napis „Warschau 1944”, a także orła ze swastyką, trzymającego w szponach węża – symbol powstańców. Nowe odznaczenie pozostało jednak wyłącznie projektem – z planu jego przyznawania zrezygnowano ze względu na wyjątkowo trudną dla Niemców sytuację na froncie. Na przełomie 1944 i 1945 roku klęska III Rzeszy była już tylko kwestią czasu.