Wpisy oznaczone hasztagiem #metoo lub #jateż to akcja społeczna, która ma na celu uzmysłowienie, jak wielka jest skala problemu, jakim jest molestowanie seksualne. Hasztagi na swoich tablicach umieszczają wyłącznie kobiety. Niektóre z nich dopisują swoje poruszające historie lub miejsca, w których doświadczyły molestowania. Bardzo często pojawiają się słowa takie jak praca, dom, szkoła, czy komunikacja publiczna. Część kobiet dodaje do hasztagów także opis następującej treści: "Jeśliby każda z nas, która była molestowana lub napastowana seksualnie, napisała "ja też" jako status, może pozwoliłoby to ludziom zauważyć skalę problemu".

Akcja jest reakcją na aferę, jaka wybuchła kilka dni temu i której niechlubnym bohaterem jest producent filmowy Harvey Weinstein. Okazało się, że jedna z najbardziej wpływowych osób w Hollywood przez lata molestowała aktorki. Wśród kobiet, które producent skrzywdził są m.in.: Gwyneth Paltrow czy Angelina Jolie. Codziennie kolejne z nich zaczynają otwarcie mówić o tym, co zrobił im producent.

Pomysłodawczynią akcji zamieszczania postów z hasztagami jest aktorka Alyssa Milano. To ona jako pierwsza zamieściła taki wpis na swoim Twitterze.

Hashtagi #metoo i #jateż opanowały internet

Dr Karol Jachymek, kulturoznawca i badacz social mediów z Uniwersytetu SWPS, uważa, że choć na pierwszy rzut oka akcja ta przypomina inne, które pojawiały się w mediach społecznościowych i zwracały uwagę na takie problemy jak chociażby badanie piersi, ta ma nieco inny wymiar. - Na pierwszy rzut oka przypomina kolejny internetowy łańcuszek, ale gdy odwołamy się do samego początku tej akcji, to okaże się, że dotykamy bardzo trudnego a często wręcz bolesnego tematu. Z jednej strony okazuje się, że jest on obecny w tym idealnym, niemal bajkowym hollywoodzkim świecie, a z drugiej w naszej codzienności, bo molestowane były nasze siostry, córki, koleżanki - wyjaśnia w rozmowie z dziennik.pl.

Przyznaje, że nie wiadomo, jaki będzie efekt tej akcji, i czy nie będzie ona tak jak jej "poprzedniczki" kilkudniowym zrywem. - Niezależnie od tego, jak długo ta akcja będzie żyła w sieci, to poza tym, że zwraca uwagę na ogromny problem, to także jednoczy kobiety, które tego doświadczyły i ośmiela je do mówienia o tym, co przeżyły. Myślę, że w przeciwieństwie do tych (akcji), z którymi mieliśmy do czynienia dotychczas, ma bardzo silny aspekt wyzwalający. Sprawia, że kobiety, które tej przemocy seksualnej doświadczyły, głośno o tym mówią, a właściwie piszą i w ten sposób przełamują swój strach i lęk, a bardzo często również wstyd - wyjaśnia.

Tym, co przeraża nie tylko jego, ale także wielu mężczyzn, którzy reagują na wpisy swoich koleżanek i znajomych, jest skala tego zjawiska. - Wiele osób, komentując tę akcję, zwraca uwagę na to, że w pewnym sensie molestowanie staje się normą, wynika z różnego rodzaju schematów i przyzwoleń. Świadczyć o tym mogą niektóre chamskie komentarze, czy głupie żarty na temat tej inicjatywy - mówi.

Jego zdaniem to również swego rodzaju obrona przed tym, co do tej pory było tematem tabu. Dodaje, że z pewnością nie wszystkim też podoba się, że kobiety również w taki sposób odkrywają swoją siłę i moc stawiania granic. - "Tylko" a może "aż" słowem - podsumowuje.