Anna Retmaniak przez kilkadziesiąt lat pracowała w Polskim Radio. Była reportażystką i autorką audycji kulturalnych. IAR przypomniał, że pracę dla Polskiego Radia rozpoczęła od współpracy z redakcją muzyki i aktualności. W latach 60. XX wieku rozpoczęła pracę w redakcji literackiej, gdzie prowadziła autorską audycję "Konfrontacje - czyli dyskusje o literaturze i sztuce". Od 1968 r. prowadziła "Portret słowem malowany", gdzie prezentowała sylwetki wybitnych aktorów i ludzi teatru. Była również autorką audycji "Gdy zgasną światła rampy", gdzie prowadziła rozmowy z aktorami, reżyserami oraz psychologami, z telefonicznym udziałem słuchaczy. Otrzymała wiele nagród, m.in. w 2011 r. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, a w 2013 r. Honorowy Wielki Splendor dla wybitnych twórców teatru radiowego. W 1972 r. została nagrodzona Złotym Mikrofonem Polskiego Radia.

- Annę Retmaniak poznałem dokładnie 27 lat temu, jako młody dziennikarz radiowy. To było wielkie wyróżnienie i wielki zaszczyt, bo miałem świadomość, że obcuję z osobą, która zajmowała się utrwalaniem polskiego teatru na taśmach. Pozostawiła po sobie tysiące kilometrów nagrań. Bo to przecież były audycje takie, jak m.in "Portret słowem malowany", "Konfrontacje" i liczne audycje, które robiła na żywo - powiedział PAP krytyk teatralny, znawca historii teatru i dziennikarz radiowej Dwójki Tomasz Mościcki.

Mówił, że Retmaniak, miała "ogromne zasługi dla polskiego teatru i Polskiego Radia". Dodał, że "zaimponowała mu swoimi początkami" bo, jak przypomniał, dziennikarka "nie zaczynała od teatru, ale jednym z jej pierwszych wielkich zawodowych, historycznych wyzwań było udanie się do walczącego Budapesztu w 1956 r., skąd robiła relacje, które zachowały się w archiwach Polskiego Radia".

Mościckiego fascynowało w Annie Retmaniak to, że "jak niewielu dziennikarzy umiała się z teatrem zaprzyjaźnić". - Ona autentycznie kochała teatr i aktorów, a oni odwzajemniali tę sympatię i miłość ogromnym przywiązaniem, sympatią i przyjaźnią - wspominał. Opowiadał, że prywatnie nazywali ją Kwiatusia - "ze względu na jej ogromną życzliwość i specyficzny, osobisty wdzięk".

- Zapamiętam ją jako osobę zawsze życzliwą ludziom, niesłychanie elegancką. Do ostatnich chwil swojego życia pojawiała się w radiu. Nawet kiedy już prawie nie mogła chodzić, przychodziła tam, bo czuła, że to jest jej miejsce - wspominał. - Zawsze była niesłychanie starannie ubrana i uczesana. Prawie do końca swoich dni walcząca z przemijaniem i nie mogąca się z tym przemijaniem pogodzić - mówił. - Zakończyło się to 90 lat trwające życie. Bez tej naszej Kwiatusi będzie bardzo pusto na radiowych korytarzach, ale na pewno ona zostanie w nas - podsumował Mościcki.