Nie wiem. Nie wydaje mi się. Każdemu zdarza się zachorować.
Świadek, który nie jest w stanie wykrztusić z siebie słowa, nie przedstawia żadnej wartości. Pomijając, że nie byłby w stanie odpierać stawianych zarzutów.
Nie widzę na razie możliwości, by było inaczej.
Komisja, która badała aferę Rywina, doszła jednak do konkretnych wniosków i choć końcowe raporty posłów różniły się w szczegółach, żaden nie traktował o tym, że afery nie było. O
tamtej sprawie nie można więc mówić, że była czysto medialnym wymysłem. Z całą pewnością taki naganny przypadek miał miejsce.
Nie do mnie należy ocena wiarygodności świadków. Platforma przyjęła zasadę, by zachować wstrzemięźliwość w opisie prac komisji, tak by komisja miała daleko posuniętą autonomię. Nie
chcę recenzować jej prac ani dokonywać analizy składanych oświadczeń.
Teraz już nie. Mamy zawieszenie broni, choć początek prac komisji rzeczywiście nie napawał optymizmem. Sporo było zamętu wokół Zbigniewa Wassermanna i Beaty Kempy. Ostatecznie jednak komisja
ruszyła z olbrzymim impetem. To dowodzi, jak niesłuszne były oskarżenia, że formułujemy niemożliwy do dotrzymania termin prac. I jak bezpodstawne krytyczne opinie na temat przewodniczącego
komisji, posła Mirosława Sekuły. Dziś wszyscy widzą, że zaordynował on szybkie tempo prac i sprawnie je prowadzi. Wszystko wskazuje na to, że pierwotny termin prac komisji będzie dotrzymany.
A jedynie chęć opozycji, by przeciągać pracę tak, aby weszły w rytm kampanii wyborczej, może powodować potencjalne zamieszanie.
Czytaj dalej >>>
Jeszcze niedawno byłem pełen podobnych obaw. Miałem wrażenie, że niektórym posłom szczególnie zależy na tym, by komisja pracowała jak najdłużej. I by w ten sposób wprząc ją w wyborczą
rozgrywkę.
W interesie nas wszystkich jest, aby posłowie zakończyli prace jak najszybciej. Premier już wyraził wolę wystąpienia przed komisją, kiedy tylko wyznaczy ona stosowny termin, dogodny dla
premiera.
Nie będę niczego sugerował panu Sekule i instruował komisji, kiedy i jakich winna prosić świadków do stawienia się przed jej obliczem.
Ależ na samym starcie obiecaliśmy sobie i opinii publicznej, że bez względu na to, kto i jaką winę ponosi w tej sprawie, to zależy nam na ujawnieniu całej prawdy. Dlatego nie będziemy
niczego ukrywać, zniekształcać. I nie ma znaczenia, czy z tego powodu ta czy inna osoba znajdzie się pod ostrzałem mediów. Najważniejsze, by cała sprawa bez zakłamywania ujrzała światło
dzienne.
Ja bym niczego na tym etapie nie przesądzał. Żeby podejmować ostateczne decyzje, dobrze jest dysponować pełną wiedzą. Komisja śledcza i prokuratura prowadzą swoje postępowania, które z
pewnością doprowadzą do jasnych wniosków. Znając te ustalenia, łatwiej będzie podejmować decyzje, co do stopnia potencjalnej winy.
Proszę mi wierzyć, że na tym etapie Platforma zrobiła naprawdę dużo. Podjęte dotąd kroki były wyjątkowo radykalne. Chciałbym, żeby inne partie w trudnych dla siebie sprawach zachowywały
się równie stanowczo. Decyzje wobec szerokiego kręgu osób były dotąd podejmowane w obliczu braku oczywistych dowodów na przekroczenie norm prawa, a jedynie w atmosferze nieetycznych,
niepolitycznych, budzących niesmak zachowań.
Czytaj dalej >>>
Tak jak w poprzednich sytuacjach, tak i w tej stosowne instytucje będą wyjaśniały sprawę. I przypuszczam, że wszyscy zostaną dokładnie prześwietleni. Nie chciałbym na etapie doniesień
medialnych kreować być może fałszywej rzeczywistości. Jestem ostatnim człowiekiem, który na podstawie faktów prasowych, nawet zacnych periodyków, będzie formułował zarzuty.
To mi pani trudne pytanie zadała! Spróbuję to jak najlepiej określić. Z jednej strony odczuwamy dyskomfort związany z pracami komisji, z roszadami, całą towarzyszącą jej atmosferą. To dla
nikogo nie jest łatwa sytuacja. Z drugiej – jest satysfakcja z umiejętnego wprowadzania w życie, nawet w tak trudnym okresie, dobrych i skutecznych decyzji rządu i parlamentu. Tak
doskonała ocena stanu naszej gospodarki w dobie kryzysu jest wyjątkowym doznaniem. Choć świadomość potknięć, które nam się przydarzyły, nie jest miłym uczuciem, to zawsze stanowi powód
do refleksji, by pracować jeszcze lepiej.
Mimo wszystko mocną czwórkę.
Sam jestem w rozterce. Donald Tusk jako szef rządu wykazał wyjątkową zdolność budowania zespołu ludzi. Ma też umiejętność rozliczania ich z przydzielonych zadań. Jestem pod wrażeniem
jego zaangażowania, dynamiki działań i wyjątkowej pracowitości.
Wcale nie! Ten może nieco długi wstęp ma na celu pokazanie, jak trudno jest znaleźć osobę, która z równą determinacją prowadziłaby rząd. Ale mam też świadomość, że premier to dziś
najlepszy kandydat na prezydenta, który wybory może wygrać w cuglach. Pozostaje jedynie pytanie, czy jego potencjalny następca na stanowisku szefa rządu z równą sprawnością i wizją
wypełniałby zadania.
To duże uproszczenie. Wiem, że są takie plotki. Wynika to jednak z kilku faktów. Po pierwsze Tusk jest wyjątkowo charyzmatyczną postacią. Po drugie potencjalnych nowych liderów mamy kilku. Po
trzecie bardzo trudno teraz ocenić, kto byłby najlepszy.
Czytaj dalej >>>
Rzeczywiście, potencjalnych kandydatów jest wielu. Nasza wiedza na ten temat wynika z badań opinii, jakie publikują media. A sondaże wskazują, że w PO jest kilka postaci, które są w stanie
bez większych problemów wygrać z Lechem Kaczyńskim.
Ja wolałbym inne spojrzenie na te sondaże. Chciałbym w nich widzieć nie tyle słabą pozycję obecnego prezydenta, ile wiele ciekawych postaci w Platformie, zdolnych skutecznie powalczyć o ten
urząd.
Nawet pobieżnie oglądając relacje z zeznań, nie mam powodów do niepokoju, że komisja zagrozi Tuskowi. Choć nietrudno zauważyć tę starannie budowaną drabinkę, po której niektórzy ze
śledczych chcieliby wspiąć się do samego premiera. Wszystko po to, by wskazać na jego udział w sprawie, nagłośnić wątek przecieku. Ale z zeznań świadków nic takiego nie wynika.
W kuluarach spekuluje się na różne tematy. Rozumiem, że to wdzięczny temat do snucia hipotez. W tej chwili nie przypuszczam jednak, by zaprzątał głowy polityków Platformy. Bardziej zależy
nam na tym, by komisja zakończyła prace. Zresztą punktem wyjścia do takich rozmów będzie decyzja samego zainteresowanego o kandydowaniu.
Z końcem zimy, na początku marca.
Jeśli nie będzie podlegać instrumentalnemu traktowaniu przez partie, tylko jej troską będzie wywiedzenie prawdy, to nawet obecność posłów Kempy i Wassermanna nie będzie stanowić ku temu
przeszkody. I mam nadzieję, że pojedyncze grzmoty nie przesądzą o burzy.
p
, wiceszef klubu parlamentarnego PO