Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy Duch Święty doprowadzi do powstania POPiS-u?

5 listopada 2007, 23:22
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Czy koalica PO-PiS jest jeszcze możliwa? "Wierzę w działanie Ducha Świętego, który uciszy wzburzone wody polityki" - mówi w rozmowie z "Faktem" Zbigniew Romaszewski, kandydat do Senatu z list PiS.
Marcin Herman: Podoba się panu kampania wyborcza?
Zbigniew Romaszewski: Jest marna. Wyłania się z niej obraz dwóch antagonistycznych środowisk, które niby coraz więcej dzieli, ale nie wiadomo, co tak naprawdę. Zupełnie niejasne dla ludzi jest na przykład, jakie s zamierzenia PO. Czy chce stworzyć koalicję z LiD, czy też nie.

Premier porównuje dojście do władzy koalicji POLiD do wprowadzenia stanu wojennego, PO pyta Jarosława Kaczyńskiego, co robił 13 grudnia, sugerując, że był mało zaangażowany w "Solidarność". Co pan o tym sądzi? Kto jest dziedzicem "Solidarności" PiS, czy PO?
Oczywiście bliższy mi jest PiS. Ale w PO też są ludzie, których postawa w czasach PRL budzi mój szacunek. Nie mogę zrozumieć tych dzisiejszych emocji wśród ludzi, którzy niegdyś razem byli w opozycji. Te zarzuty wobec premiera wysuwają często osoby, które w czasach, gdy Jarosław Kaczyński zaczynał z nami pracę w Komisji Interwencji KOR, w ogóle nie wiedziały, że istnieje coś takiego, jak opozycja demokratyczna.

Czym premier się zajmował?
Pomagał zwykłym ludziom, których skrzywdziła PRL. Dlatego podawanie w wątpliwość jego działalności opozycyjnej uważam za wyjątkowo niestosowne.

A PO, pana zdaniem, doprowadzi do stanu wojennego, jak mówił premier?
Nie. Także te słowa uważam za przesadę.

Jak to jest, że ludzie, którzy byli razem w opozycji, obrzucają się do tego stopnia błotem? Czy to tylko zimna kalkulacja polityczna?
Często emocje. Każdy, niezależnie od poglądów, ma swoją dumę, ambicje. Urażenie tych uczuć ma często negatywne konsekwencje polityczne. Na przykład propaństwowe poglądy Jana Rokity i Jarosława Kaczyńskiego są zbliżone. Fakt, że nie są dziś razem, to efekt tego, co się działo w roku 1992, kiedy Rokita był w rządzie Hanny Suchockiej. Wtedy odbywała się inwigilacja prawicy. Kampania wyborcza z 2005 roku jeszcze bardziej pogłębiła te podziały na tle emocjonalnym. Trzeba wreszcie przerwać to błędne koło.

Wierzy pan w to?
A co mam robić? Jakie jest inne wyjście? Wojna domowa? Wierzę, że politycy zdają sobie sprawę, że naród jest jeden i nie można go dzielić w nieskończoność. Są granice politycznego marketingu.

Sądzi pan, że w ogóle możliwe dziś jest przejście nad tymi podziałami i koalicja PiS i PO?
Wciąż jest to możliwe. Wierzę w działanie Ducha Świętego, który w odpowiednim momencie uciszy te wzburzone wody polityki.

Czy uważa pan, że debata Jarosława Kaczyńskiego z Aleksandrem Kwaśniewskim to było dobre posunięcie? Wielu konserwatywnych komentatorów twierdzi, że to niepotrzebne wzmacnianie lewej nogi.
Spotkanie z byłym prezydentem, zwłaszcza po jego ostatnich wyczynach, to niezły pomysł. Pozwala na pokazanie tego, czym była III RP. Dlatego Kwaśniewski jest głównym merytorycznym przeciwnikiem Jarosława Kaczyńskiego, a nie Donald Tusk. Budowanie dalszych antagonizmów między Kaczyńskim i Tuskiem nie ma sensu.

A może była szansa na ostateczne wyeliminowanie postkomunistów ze sceny politycznej, a debata Kaczyński-Kwaśniewski pomoże im, odbierając głosy PO?
To właśnie ostrość kampanii prowadzonej przez PO legitymizowała LiD. Im dramatyczniej Platforma przedstawiała sytuację Polski pod rządami PiS, im ostrzej atakowała rząd i prezydenta, tym bardziej rosły notowania LiD. Jeszcze dwa lata temu SLD był totalnie skompromitowany i duża część jego elektoratu głosowała na PO. Przez te dwa lata politycy PO często mówili, że PiS jest gorsze od LiD, wyciągając postkomunistów z niebytu. PO kopała tym samym dołki pod samą sobą - wielu dawnych wyborców SLD uznało, że LiD nie jest taki zły, skoro PiS ma być dużo gorsze.

W kampanii wyborczej mało mówi się o lustracji, która jeszcze niedawno była najważniejszym tematem w debacie publicznej...
Wraz z upływem czasu problem powoli rozwiązuje biologia. Minęło już 18 lat od od przełomu ustrojowego. Coraz mniej jest ludzi, którzy odgrywali czołowe role dzięki powiązaniom ze służbami specjalnymi PRL, coraz większy problem stanowi efekt replikowania tych układów w młodym pokoleniu. Mimo podważenia ustawy lustracyjnej przez Trybunał Konstytucyjny lustracja i tak się dokonuje. Sądzę, że w nowej kadencji, już w spokojniejszej atmosferze, czeka nas albo nowa ustawa, albo kolejne nowelizacje, które ostatecznie zamkną spory lustracyjne.

Poświęcił pan dużą część swojej działalności w PRL i niepodległej Polsce walce o prawa człowieka. Obecny rząd oskarżany jest często o ich łamanie w imię walki z korupcją. Sąd w Warszawie orzekł na przykład, że zatrzymanie Janusza Kaczmarka i jego współpracowników było bezzasadne. Czy dostrzega pan zagrożenie dla praw człowieka ze strony obecnej władzy?
Wprost przeciwnie. W sprawie, o której pan wspomniał, mam bardzo poważne zastrzeżenia do stanowiska sądu. Uważam, że było stronnicze i miało na celu upokorzenie prokuratury. W tej sprawie mieliśmy do czynienia z ewidentnym matactwem i jest to klasyczny przypadek, w którym prawo karne dopuszcza możliwość zatrzymania i aresztu.

Państwo nie zagraża dziś prawom obywatelskim?
W dzisiejszej Polsce prawdziwym zagrożeniem dla praw człowieka jest nie państwo, tylko jego słabość. Państwo to najlepszy gwarant praw. Jeśli jest słabe, to nie jest w stanie zapewnić swoim obywatelom dostatecznej ochrony. To nie walka z korupcją szkodzi prawom człowieka, ale sama korupcja.

Polskie państwo jest dziś słabe?
Słabnięcie państwa to dziś problem globalny, choć w Polsce dużo poważniejszy niż w rozwiniętych krajach. Stwarza to niebezpieczeństwo powrotu do struktur średniowiecznych. Jeśli państwo zaniknie, świat może zostać zdominowany przez wielkie korporacje i inne grupy interesów. Takie współczesne odpowiedniki panów feudalnych, czy cechów, które będą rządziły się swoimi prawami, a pomiędzy nimi będą grasowali zbójcy. W średniowieczu było nawet lepiej, bo wtedy dominowało chrześcijaństwo, a więc były jakieś zasady wspólne dla wszystkich.

Jednak często ze strony opozycji, ale też z zagranicy słychać krytykę, że prawa człowieka są w naszym kraju zagrożone z innych powodów, niż te, o których pan mówi.
Pojęcie praw człowieka w ostatnich latach zostało zafałszowane. Dobrym przykładem jest sprawa kary śmierci. Jestem uczniem ks. Zieji, dlatego jestem przeciwnikiem kary śmierci. Ale to, że UE naciska na Polskę, żeby zorganizować dzień przeciwko karze śmierci, to tylko pozory dbałości o prawa człowieka, a nie realne działania. Nie sądzę, by Unia chciała wpłynąć na kraje, takie jak Chiny, w których naprawdę karę śmierci wykonuje się w tysiącach. Pan Gerhard Schröder poucza Polaków, że są rusofobami, a zupełnie go nie wzrusza, co się dzieje w Czeczenii. Tak wygląda hipokryzja europejskich "obrońców praw człowieka".
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj