- Niedobrze się stało, że ci politycy zostali wypchnięci z PiS.
- Nie mieli innego wyjścia. Postawiono im ultimatum - sposób podejmowania decyzji i kierowania PiS miał pozostać taki, jak dotychczas. To może zdawało egzamin, gdy PiS sprawował władzę. Ale
kiedy partia jest w opozycji, brak debaty, dyskusji i twórczych sporów nie ma sensu. Jarosław Kaczyński chce prowadzić z Donaldem Tuskiem i Platformą Obywatelską wojnę. A na wojnie potrzebni
są żołnierze, a nie intelektualiści czy myśliciele.
- To przykre, że rozliczenia dotknęły ludzi wybitnych, najlepszego ministra kultury czy świetnego szefa Komisji Spraw Zagranicznych, który odmieniał twarz PiS w polityce zagranicznej.
Jednocześnie powyborcze rozliczenia nie dotknęły ludzi, którzy zawłaszczali państwo, szkodzili PiS. Ludzi, którzy, tak jak na Pomorzu, obsadzali wszystkie spółki z udziałem skarbu państwa,
od prezesa po sprzątaczkę, swoimi, bardzo często niekompetentnymi znajomymi. Oni wykorzystywali państwo do własnych celów. I ich w PiS nie spotkała żadna przykrość. A to właśnie oni, a
nie Ujazdowski, Zalewski i Dorn, łamali program PiS. Łamali zasady, sponiewierali rewolucję moralną, którą obiecywał PiS.
- Tak. Już wiosną publicznie mówiłem, że wielu polityków PiS naśladuje SLD. Są w PiS oportuniści i cynicy, których nie spotkała żadna ocena za to, co robili przez ostatnie dwa lata.
Zamiast tego wygrał "gorszy pieniądz”.
- Wolę nie wymieniać nazwisk.
- Nie życzę źle PiS, ale sądzę, że to początek większego pęknięcia. Już dwa miesiące po wyborach widać rysę. Na razie jest ona dotkliwa może nie liczbą osób, które opuszczają PiS,
ale ich jakością. Wydaje mi się, że jest kwestią czasu, gdy ta jakość będzie, niestety, przechodziła w ilość.
- Absolutnie go rozumiem. Od 20 lat bardzo blisko współpracuje z Jarosławem Kaczyńskim. Od początku uważałem, że jego wyjście jest chyba niemożliwe. Ludwik Dorn to wybitny intelektualista.
Często się z nim nie zgadzałem, ale go cenię. To polityk, którego nie da się spacyfikować. Pewnie będzie pracować dalej na rzecz zmian w PiS. I bardzo dobrze.
- Nie bardzo rozumiem, co mają na myśli ci, którzy posądzali Dorna, Zalewskiego i Ujazdowskiego o chęć wprowadzenia w PiS systemu rządu baronów. Spójrzmy, kto stoi na czele regionalnych
struktur PiS? Najbliższe zaplecze Jarosława Kaczyńskiego. Ci działacze rządzą w sposób bardzo bezwzględny. To są właśnie baronowie, którzy uzupełniają sierżantów i kaprali w Sejmie. A
w ten sposób nie zbuduje się nowoczesnej partii, która zmieni Polskę. Nowoczesna partia musi skupiać jak najszersze środowiska ludzi o wspólnym systemie wartości, którzy jednak potrafią
spierać się co do celów, sposobów działania, uzgadniać wspólne stanowiska. Teraz w PiS nie ma takiej dyskusji. Prezesa PiS otaczają ludzie, którzy po prostu nie są w stanie podjąć
jakiejkolwiek dyskusji.
- Rzeczywiście, zawsze ze sobą współpracowaliśmy, ale jeśli chodzi o mnie, nie jestem obecnie politykiem. Mogę więc wypowiadać się tylko jako obserwator. Jeśli PiS będzie dalej brnął
obecną drogą, partii wodzowskiej i ludowej, tym bardziej będzie w społeczeństwie rosło zapotrzebowanie na inną reprezentację polityczną. Inną zarówno od PO, jak i od PiS. Dodatkowo droga,
jaką idzie Jarosław Kaczyński, będzie wymuszała na innych politykach PiS decyzje o przyłączeniu się do budowy nowego środowiska politycznego.
- Trudno mi odpowiedzieć, bo nie uczestniczę w polityce, w różnych politycznych spotkaniach i dyskusjach. Widzę natomiast wyraźnie, że rośnie liczba polityków niezagospodarowanych zarówno
przez PiS, jak i PO, polityków o chadeckich poglądach. Partią dla tych ludzi był kiedyś PiS, ale już nie jest. Dziś w wielu wypadkach PiS przypomina Samoobronę i LPR, a nie PiS sprzed dwóch
lat.
- Od dawna, nawet do znudzenia, mówiliśmy o tym, że dla Polski najlepsza jest synteza programów PO i PiS. Zawsze byliśmy bliżej PO niż Jarosław Kaczyński. Ale chodzi o coś jeszcze więcej.
Chodzi o poważną współpracę dla dobra kraju, tam gdzie jest to możliwe. A Polska stoi dziś przed ogromną szansą.
- Mogę mówić tylko za siebie. Przed wyborami powiedziałem, że trzeba dać szansę Donaldowi Tuskowi. Trzeba robić wszystko, żeby premier zrobił coś dobrego dla Polski. Dlatego pomagam w
sprawach, w których uważam, że taka pomoc ma sens.