Chyba nie będę tęsknił za granicami, zasiekami, szlabanami. Nigdy nie chciało się ich przekraczać, jak choćby ponurej granicy sowieckiej. Wiele lat temu z kolegą Andrzejem Żardeckim znaleźliśmy się w okolicach Sejn i gdy podchodziliśmy do słupów granicznych, obleciał nas strach. Stwierdziliśmy, że w tamtą stronę nawet ptaki nie chcą lecieć. Podobne uczucie towarzyszyło mi, kiedy w latach 70. wracałem ze zdjęć do filmu kręconego w Berlinie Zachodnim i mijałem szlaban Berlina Wschodniego w otoczeniu żołnierzy z psami tropiącymi.

Ale przekraczanie granic w tamtych czasach potrafiło też napełniać radością, kiedy zmierzało się na zachód Europy. Mój wyjazd do Norwegii na początku lat 70. pozostawił we mnie niezwykłe wspomnienia. Można to nazwać nostalgią za uczuciami, których już w życiu nie zaznam. Ale czy nostalgią jest też wspomnienie winylowych płyt 33-obrotowych? Ginącej na naszych oczach kultury magnetowidu i kaset wideo? Wreszcie - czy tęsknimy za wyjątkowym uczuciem, jakie rodziło się w ponurych latach 50. na widok pomarańczy pod bożonarodzeniową choinką? Coś znika, coś odchodzi i pewnie już nie wróci. Może zostanie tęsknota, ale z pewnością nie żal. Pewnie jednak trudno będzie wytłumaczyć ten żal młodym ludziom, którzy jeżdżą po całym świecie w sposób oczywisty i naturalny.

Polska znalazła się dziś w niezwykłej w skali świata przestrzeni bez granic. Przestrzeni, w której kilkaset milionów obywateli różnych państw - obywateli Europy - żyje na zasadach demokracji. Nie ma na świecie drugiego takiego miejsca. I oby nie okazało się, że im bardziej otwieramy się na siebie w Europie, tym silniej zamykamy na resztę świata. Tej reszcie mamy bowiem do przekazania cenne wartości: nie tylko ekonomiczny sukces, ale i kulturę, naukę, wreszcie przede wszystkim demokrację. To nasz najcenniejszy dorobek wobec reszty globu, na którym wciąż tak wielu ludzi demokracji nie zna lub musi o nią walczyć.

Przywodzi mi to na myśl naszego wielkiego sąsiada - Rosję. Formalnie demokratyczną, w której jednak społeczeństwo wciąż nie dość jest przygotowane na prawdziwe "rządy ludu" i w której demokratyczne procedury często przyjmują postać własnych karykatur. Kiedyś jeden z moich znakomitych kolegów powiedział, że Polacy z żadnym innym narodem nie są w stanie tak się porozumieć jak z Rosjanami. Myślę, że przesadził.

Rosja ze swoją odwieczną wielkomocarstwowością pozostaje dla nas tajemnicą. Więzi z "braćmi Słowianami" na wschodzie wydają mi się dużo luźniejsze niż z narodami zachodniej Europy, do której nie musimy aspirować: należymy do niej od wieków. Polacy od zawsze należeli do kultury zachodnioeuropejskiej, choć Europa nie raz o tym pamiętać nie chciała i nie raz, w imię własnych interesów, nas zdradzała. Przez dwieście lat byliśmy więc bez naszej winy od Zachodu odseparowani. W tym sensie jest Europa naszą dłużniczką, a my wracamy w jej progi wyznaczone w Schengen bez kompleksów. Dla Polski jest to powrót do domu. Sam zaś, mieszkając od lat poza krajem, czuję się w pełni Europejczykiem, który wiele dostał od braci Francuzów, ale i ma wiele do przekazania braciom Rosjanom czy Ukraińcom.

Nieraz możemy być zaskoczeni konsekwencjami minionej nocy. Nasza wschodnia granica nie jest już tylko nasza - jest granicą całej Unii. Zapewne do Polski chętniej teraz przyjeżdżać będą przybysze z najmniej oczekiwanych stron. Dla nas oznaczać to będzie nowy egzamin: egzamin z tolerancji i akceptowania "innych". W końcu chrześcijańska Europa to Europa otwarta dla słabych i poszukujących, pomagająca tym, którzy pomocy będą potrzebować. Myślę, że staniemy na wysokości zadania.