Włodzimierz Cimoszewicz*: Stany Zjednoczone to w dziedzinie bezpieczeństwa nasz najważniejszy sojusznik. Dlatego warto im wychodzić naprzeciw w sprawach, na których Amerykanom zależy. W ten
sposób powstaje szansa na wzmacnianie współpracy.
Tego nie wiadomo. Gdyby prezydent Bush rozpoczynał swoją kadencję, to decyzja polskiego rządu na pewno miałaby pozytywny skutek. Ale, jak wiemy, Bush opuszcza Biały Dom. Jego następca jest
nieznany. Jeżeli będzie nim Barack Obama, który nie jest entuzjastą projektu, to może się okazać, że wczorajsze porozumienie nie ma żadnego znaczenia. Dlatego ja osobiście jestem
przekonany, że nie należało kończyć teraz negocjacji.
To, niestety, jest najbrzydsza strona całego tego wydarzenia. Mamy do czynienia z kłamliwym spektaklem propagandowym. Niczego istotnego nie osiągnięto. Przynajmniej, gdy chodzi o ujawnione
szczegóły. Jako sukces przedstawiana jest informacja o skierowaniu do Polski jednego oddziału przeciwrakiet Patriot. Rzecz w tym, że Amerykanie i tak musieliby je tu skierować, żeby chronić
własną bazę w ramach projektu tarczy przed atakiem rakiet krótkiego zasięgu. Do tego jedna brygada Patriotów nic nie znaczy. Ze wzgledu na swoją charakterystykę techniczną nie jest w stanie
obronić samej siebie. Wie to każdy, kto ma jakieś pojęcie o technice wojskowej. Trudno mi przyjać, że szefostwo rządu o tym nie wie. A to oznacza, że rządzący traktują nas wszystkich jak
głuptasów.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow bardzo celnie zauważył, że powoływanie się na ten argument potwierdza, że tarcza jest zwrócona przeciw Rosji. To był dziecinny błąd wszystkich
najważniejszych polityków w Polsce. Najpierw przez długi czas twierdzą, że tarcza ma bronić przed atakiem z Iranu, a potem uznają konflikt rosyjsko-gruziński za przekonujący argument, by
zainstalować w Polsce antyrakiety. Co ma jedno do drugiego? Przynajmniej w oficjalnym stanowisku naszego państwa. Sami pozbawiamy się prawa do wiarygodnego sprzeciwu wobec ewentualnych reakcji
rosyjskich.
Nie spieszyć się z ratyfikacją umowy. Poczekać do wyborów amerykańskich. Potraktujmy porozumienie z obecną administracją jako gest ze strony przyjaciela i sojusznika, ale niczego nie
kończmy. Nie wtrącajmy się do kampanii wyborczej w Ameryce. Z nowym prezydentem USA trzeba będzie układać naszą współpracę przez następne 4 albo i 8 lat.
*Włodzimierz Cimoszewicz, były szef MSZ, senator niezrzeszony