Dziennik Gazeta Prawana logo

Do "święta plonów" jeszcze daleko

24 września 2008, 01:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dorota Gawryluk dla DZIENNIKA
Dorota Gawryluk dla DZIENNIKA/Inne
Do niedawna słyszeliśmy, że Platforma Obywatelska jak ognia unika tworzenia nadmiaru prawa. Tłumaczono nam, że Sejm bierze na warsztat tak mało projektów ustaw właśnie dlatego, że więcej ich po prostu nie potrzebujemy. Od liczby obowiązujących regulacji prawnych o wiele ważniejsza miała być ich jakość. Tego typu zapewnienia przedstawiciele rządu i klubu parlamentarnego PO powtarzali jak mantrę - aż do momentu, w którym w świat poszła wieść o planach sejmowej "rewolucji październikowej" - pisze publicystka Polsatu, Dorota Gawryluk.

\Nagle więc słyszymy, że podczas miesięcznego maratonu posłowie mają przyjąć aż 140 ustaw. Marszałek Bronisław Komorowski nazwał nawet ten plan w wywiadzie dla DZIENNIKA "świętem plonów". Tymczasem prawda jest taka, że aby zbierać plony, trzeba najpierw zasiać - a wcześniej jeszcze zaorać ziemię. Nie jestem natomiast pewna, na którym z tych etapów znajduje się większość z zapowiadanych 140 ustaw.

Wbrew niektórym komentatorom sądzę, że przegłosowanie w tak krótkim czasie ponad setki nowych regulacji prawnych jest wykonalne - bo w końcu sama komisja Palikota przygotowała kilkadziesiąt propozycji, istnieje siedem projektów ustaw zdrowotnych i z dziesięć związanych z ubezpieczeniami społecznymi. Liczba ustaw nie będzie więc problemem. Za to warto się zastanowić, do jakiego stopnia jednoczesna praca nad nimi wszystkimi zaciąży na jakości.

Z całą pewnością wiele kwestii wymaga naprawdę pilnego uregulowania - jest tak choćby z ustawami, których brak blokuje budowę dróg albo z nowym prawem dotyczącym podatku VAT. Są też jednak problemy, które - jak projekty związane z reformą opieki zdrowotnej - wymagają szerokiej debaty społecznej i mozolnego budowania poparcia. Uchwalanie ich w trybie "rewolucji październikowej” może tylko przyczynić się do ich porażki. Wysłanie ich pod głosowanie tylko po to, by pokazać, że "prezydent i tak wszystko zawetuje”, może być zagraniem jedynie PR-owskim nie mającym nic wspólnego z rzeczywistą chęcią reformowania państwa.

By udowodnić, że jest inaczej, trzeba dla tych najtrudniejszych projektów zbudować zaplecze polityczne wystarczające do obalenia ewentualnego prezydenckiego weta. I z całą pewnością próby dogadania się z opozycją - przede wszystkim z SLD - będą trwały przez całą "rewolucję październikową”. Nie boję się więc bałaganu legislacyjnego - bo do tego w polskiej rzeczywistości politycznej zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Boję się za to ciągłych zmian kolejności uchwalania tych 140 ustaw - tego, że cały plan szybkich zmian w prawie legnie w gruzach, bo rewolucja utknie od razu na starcie przy którymś z najbardziej kontrowersyjnych projektów. Bo przecież łatwo wyobrazić sobie długi i zdominowany agresywnymi sporami pat właśnie wokół pakietu ustaw zdrowotnych. Reforma systemu opieki zdrowotnej to przecież kwestia, która wymaga społecznej zgody. A jak na razie tej zgody nie ma.

O ile więc plan przyspieszenia legislacyjnych prac Sejmu może być znakomitą ucieczką do przodu dla oskarżanej coraz częściej o bierność Platformy, o tyle marszałek Komorowski zrobiłby dużo lepiej, zapowiadając święto plonów dopiero wtedy, gdy całe zboże będzie miał w spichlerzu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj