\Nagle więc słyszymy, że podczas miesięcznego maratonu posłowie mają przyjąć aż 140 ustaw. Marszałek Bronisław Komorowski nazwał nawet ten plan w wywiadzie dla DZIENNIKA "świętem plonów". Tymczasem prawda jest taka, że aby zbierać plony, trzeba najpierw zasiać - a wcześniej jeszcze zaorać ziemię. Nie jestem natomiast pewna, na którym z tych etapów znajduje się większość z zapowiadanych 140 ustaw.

Reklama

Wbrew niektórym komentatorom sądzę, że przegłosowanie w tak krótkim czasie ponad setki nowych regulacji prawnych jest wykonalne - bo w końcu sama komisja Palikota przygotowała kilkadziesiąt propozycji, istnieje siedem projektów ustaw zdrowotnych i z dziesięć związanych z ubezpieczeniami społecznymi. Liczba ustaw nie będzie więc problemem. Za to warto się zastanowić, do jakiego stopnia jednoczesna praca nad nimi wszystkimi zaciąży na jakości.

Z całą pewnością wiele kwestii wymaga naprawdę pilnego uregulowania - jest tak choćby z ustawami, których brak blokuje budowę dróg albo z nowym prawem dotyczącym podatku VAT. Są też jednak problemy, które - jak projekty związane z reformą opieki zdrowotnej - wymagają szerokiej debaty społecznej i mozolnego budowania poparcia. Uchwalanie ich w trybie "rewolucji październikowej” może tylko przyczynić się do ich porażki. Wysłanie ich pod głosowanie tylko po to, by pokazać, że "prezydent i tak wszystko zawetuje”, może być zagraniem jedynie PR-owskim nie mającym nic wspólnego z rzeczywistą chęcią reformowania państwa.

By udowodnić, że jest inaczej, trzeba dla tych najtrudniejszych projektów zbudować zaplecze polityczne wystarczające do obalenia ewentualnego prezydenckiego weta. I z całą pewnością próby dogadania się z opozycją - przede wszystkim z SLD - będą trwały przez całą "rewolucję październikową”. Nie boję się więc bałaganu legislacyjnego - bo do tego w polskiej rzeczywistości politycznej zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Boję się za to ciągłych zmian kolejności uchwalania tych 140 ustaw - tego, że cały plan szybkich zmian w prawie legnie w gruzach, bo rewolucja utknie od razu na starcie przy którymś z najbardziej kontrowersyjnych projektów. Bo przecież łatwo wyobrazić sobie długi i zdominowany agresywnymi sporami pat właśnie wokół pakietu ustaw zdrowotnych. Reforma systemu opieki zdrowotnej to przecież kwestia, która wymaga społecznej zgody. A jak na razie tej zgody nie ma.

O ile więc plan przyspieszenia legislacyjnych prac Sejmu może być znakomitą ucieczką do przodu dla oskarżanej coraz częściej o bierność Platformy, o tyle marszałek Komorowski zrobiłby dużo lepiej, zapowiadając święto plonów dopiero wtedy, gdy całe zboże będzie miał w spichlerzu.