Dziennik Gazeta Prawana logo

Sikorski: Mój szef to Tusk, a nie prezydent

15 września 2008, 02:23
Ten tekst przeczytasz w 16 minut
Radosław Sikorski
Radosław Sikorski/Inne
Szef MSZ zapewnia, że informował Kancelarię Prezydenta o spotkaniu z jego białoruskim odpowiednikiem. Radosław Sikorski podkreśla jednak w DZIENNIKU, że nie musiał tego robić, bo jego szefem jest premier, a nie Lech Kaczyński. "Pan prezydent nie jest oberpremierem" - dodaje.

Taka propozycja nie padła. To była interpretacja jego słów jednej z gazet, której on kategorycznie zaprzeczył. O sytuacji na Kaukazie, Gruzji i implikacjach regionalnych i globalnych mówiliśmy najwięcej podczas naszej rozmowy. Ale zapewniam, że Polska, która byłą ofiarą tego typu porozumień ponad naszymi głowami, takich rozmów nie prowadzi. Zresztą pańskie pytanie sugeruje, że nie bardzo ceni pan nasze zdolności negocjacyjne. Niepodległa, europejska Ukraina - czyli nasz żywotny interes strategiczny - za instalację wojskową, o której użyciu będzie decydował amerykański pułkownik w Centcomie na Florydzie - marna by to była transakcja.


Parę miesięcy temu Rosjanie wstrzymali rozmowy o środkach budowy zaufania, rozsądnie uznając, że trzeba zaczekać na polsko-amerykańskie porozumienie w sprawie bazy, żeby mieć pewność, że nie tracimy czasu. Teraz mamy pewność, że jest o czym rozmawiać, więc przyszedł czas na podjęcie sprawy inspekcji. Mamy nadzieję, że jest to element przyzwyczajania się Rosji do nowej sytuacji.


To się okaże w wyniku negocjacji, ale bez wzajemności inspekcji nie będzie.


Te groźby są aktami nieprzyjaznymi, które szkodzą wizerunkowi Rosji w całej Europie. Ale to, że każda baza natowska, czy nawet każda baza wojskowa w kraju natowskim jest potencjalnym celem wojskowym, jest banałem. Cały Zachód żył w cieniu potencjalnych pierwszych uderzeń sowieckich przez 45 lat. Przypomnę, że jako minister obrony odtajniłem i ujawniłem mapy ćwiczebne Układu Warszawskiego, które właśnie to przewidywały. Świat jest niebezpieczny i wchodząc do sojuszu, wiedzieliśmy, że będzie to oznaczało wzmocnienie bezpieczeństwa, ale także w niektórych aspektach zwiększenie ryzyka.


Rakiety można przecelować w ciągu paru minut, więc tu nie ma się czym podniecać. Ale byłoby szkoda, gdyby Rosja poszła drogą wzbudzania wyścigu zbrojeń. Chcielibyśmy, aby Rosja była częścią szeroko definiowanego Zachodu, bo mamy egzystencjalne wyzwania na osi północ - południe związane z masową migracją, chorobami, klimatem, nierównym rozwojem gospodarczym planety, proliferacją broni, terroryzmem. I w tych sprawach Rosja mogłaby być naszym sojusznikiem. Wzniecanie konfrontacji na osi wschód - zachód byłoby anachronizmem, ale narody niestety często robią to, co im szkodzi. Gdyby nie rewolucja październikowa, Rosja mogłaby się rozwijać przez cały XX wiek w tempie Kanady i miałaby dzisiaj gospodarkę porównywalną z gospodarką USA, a nie jedną dziesiątą jej wielkości.


Lubię "Daily Telegraph”, pisywałem dla tej gazety. Ale "Daily Telegraph” nic nie ujawnił, bo nie ma transkryptu z tej rozmowy. Tak jak nie ma transkryptów z moich rozmów dyplomatycznych. Mógł najwyżej zasłyszeć jakieś plotki. Z drugiej strony faktem jest, że dla obecnego przywództwa rosyjskiego sprawa Gruzji jest kwestią bardzo emocjonalną.


Pan oczywiście żartuje. I to podwójnie. Po pierwsze nie było cienia takich zachowań w naszych rozmowach. A po drugie gdyby nawet jakieś bardziej chropowate elementy się pojawiły, to chyba pan nie oczekuje, żebym to ujawnił. Niedawno rozstałem się z wiceministrem, który cytował w mediach treści poufnych rozmów.


Sprawa jest rozważana: nastąpiła wymiana listów między premierami Polski i Federacji Rosyjskiej. Ale musielibyśmy taką wizytę przygotować - do podpisania jest wiele zaległych umów. Opinia publiczna w Polsce oczekuje, że dyplomacja zacznie przynosić rozwiązania tych kwestii w stosunkach polsko-rosyjskich, które się nawarstwiły w ostatnich latach.


W rezultacie nadmiernego użycia siły na Kaukazie przez Rosję szereg polityków europejskich, a w szczególności opinia publiczna na Zachodzie, po prostu się Rosji przestraszyli. Rosja przekonała wątpiących, że jest krajem, który działa według innych reguł niż my. Sowieccy stratedzy używali subtelnego terminu do określania pozycji międzynarodowej państw: korelacja sił, czyli zbiór wszystkich materialnych i niematerialnych czynników, które umożliwiają państwom wpływać na bieg wydarzeń. W niektórych wymiarach korelacja ta przechyliła się na stronę rosyjską, ale w innych Rosja dużo straciła.


Nie odmówił, tylko nie poprosił o ponadstandardowe potraktowanie, jakim byłoby przyjęcie przez prezydenta. A więc nikomu korona z głowy nie spadła. Natomiast wypuszczenie do prasy, że jeśli minister spraw zagranicznych innego kraju poprosi o spotkanie, to je dostanie, było szkolnym błędem Kancelarii Prezydenta. Powstało wrażenie narzucania się, co było tym dziwniejsze ze względu na niedawne mocne słowa pana prezydenta wobec Rosji. Współpracownicy pana prezydenta nie powinni jego autorytetu tak pochopnie wystawiać na szwank. Takie rzeczy ustala się zakulisowo, a nie za pośrednictwem mediów.


Czytałem w DZIENNIKU, że wręcz zataiłem. Tymczasem o wizycie uprzedziłem szefa Kancelarii Prezydenta, mimo że nie mam takiego obowiązku. Moim przełożonym jest premier i to on udziela mi zgód na wyjazdy. Mam wrażenie, że Kancelaria Prezydenta jeszcze nie otrząsnęła się z nietypowej sytuacji, w której brat prezydenta był premierem i jako taki dawał mu politykę zagraniczną i obronną w arendę, jakbyśmy nadal mieli resorty prezydenckie z czasów Lecha Wałęsy. Po okresie, kiedy normą było uzgadnianie nominacji do poziomu naczelnika wydziału i dowódcy brygady, teraz powróciła normalność konstytucyjna. Wiem, że będzie to znowu komentowane jako jakieś ambicjonerstwo z mojej strony, ale czuję się w obowiązku wyjaśniać opinii publicznej stan rzeczy. Zgodnie z konstytucją politykę zagraniczną prowadzi rząd. A prezydent ma prawo do pełnej informacji o niej po to, aby mógł państwo i politykę rządu skutecznie i godnie reprezentować. Reprezentować, a nie ją prowadzić, co jest oczywiście niekomfortowe dla głowy państwa w sytuacji kohabitacji. Konstytucja wręcz mówi, że to prezydent współpracuje z ministrem spraw zagranicznych, a nie na odwrót - co pokazuje intencję ustawodawcy. Mam wrażenie, że konstytucjonaliści, którzy tworzyli tę konstytucję, przecenili zdolność naszych polityków i komentatorów do rozróżniania podstawowych pojęć. Precedencja protokolarna to nie to samo co władztwo. Pełnienie funkcji głowy państwa to nie to samo co sprawowanie władzy wykonawczej. Zwierzchnik sił zbrojnych to nie wódz naczelny. I tak dalej. Królowa brytyjska też jest głową państwa i zwierzchnikiem sił zbrojnych, ale do głowy jej nie przychodzi, żeby minister Miliband ją pytał, gdzie ma jeździć z wizytami zagranicznymi, albo minister obrony, ilu ma mieć żołnierzy.


Pan prezydent otrzymuje depesze i notatki po to, żeby miał pełnię informacji o polityce rządu. Zawsze może mnie też zaprosić na rozmowę, aby dowiedzieć się więcej. Nawet do klatki. Natomiast nie jest oberpremierem. W ludzkim sensie rozumiem, że gdy ktoś się przyzwyczaił do innej relacji z rządem, to potem trudno się przestawić. Ale gdy się próbuje egzekwować władztwo tam, gdzie go nie ma, łatwo o efekt, który nie dodaje majestatu. Szkoda, bo prezydent, który akceptowałby swoje ramy konstytucyjne, mógłby mieć sporo wpływu na rząd siłą autorytetu swojego urzędu. Ale to wymagałoby znacznie subtelniejszej gry od samego początku. Zresztą osobiście wolałbym system prezydencki, w którym prezydent jest szefem rządu i naczelnym wodzem. Albo prezydenta rytualnego wybieranego przez parlament. Sądzę, że Aleksander Kwaśniewski nie odpokutował jeszcze za to, że stworzył tak pokraczną formułę prezydentury.

>>>Przeczytaj, jak prezydent przesłuchiwał szefa dyplomacji


Jak mawia minister Sławomir Nowak: "Kochajmy dobre sondaże, tak szybko odchodzą”. A mówiąc poważnie, to jestem pewien, że premier Donald Tusk ma w sobie dość wielkości, aby się cieszyć, gdy jego podwładni są chwilowo doceniani. I wiem, że to się nie mieści w głowie tym, którzy sądzą po sobie.


Minister spraw zagranicznych Rosji przekonywał mnie, że Gruzja nie jest początkiem nowego trendu w polityce zagranicznej Moskwy. Ale gdyby to był trend, to zgadzam się, że tę rundę wygrała Rosja. Bo Gruzja zdecydowała się na konfrontację w dziedzinie, w której Rosja ma nad nią miażdżącą przewagę. A jako Zachód jesteśmy pokojowymi demokracjami, a więc bardzo trudno skłonić nas do mobilizacji. Co więcej jako Zachód prowadzimy już dwie trudne operacje stabilizacyjne - w Iraku i Afganistanie. I dodatkowo w połowie Zachodu, czyli w Stanach Zjednoczonych, mamy środek sezonu wyborczego. A więc Europa i USA są w tym momencie wytrącone z równowagi. Ale konfrontacja nie tylko nie jest w interesie Zachodu, ale także nie jest w długofalowym interesie Rosji. Skierowałaby Rosję w anachronicznym kierunku zarówno w sensie rozwoju wewnątrzpolitycznego, jak i w sensie gospodarczym.


Rzeczywiście, prezydent Rosji ma w tej sprawie rację. To, co niektórym entuzjastom wydawało się, że będzie epoką unilateralizmu, czyli jednostronnego nadawania reguł światu, okazało się tym, o czym inni, bardziej realistyczni amerykańscy analitycy mówili na początku lat 90., czyli unilateralistycznym momentem wynikającym z rozpadu Związku Radzieckiego i unikalnego autorytetu, które Stany Zjednoczone miały po zwycięstwie w zimnej wojny.


Wobec wzrostu gospodarczego Chin i Indii i nieuniknionego stanięcia Rosji z powrotem na nogi pewne wyrównanie się potencjałów i - co za tym idzie - wpływów było chyba nieuniknione.


Nie, to nieprawda. W rozmowach premiera Tuska z kanclerz Merkel i moich z ministrem Steinmeierem w tym punkcie nastąpiło otwarcie stanowiska Niemiec. Z moich informacji wynika, że do zapisania "perspektywy europejskiej” nie są jeszcze przekonane kraje Beneluksu.


Nasza wrażliwość i polityka wobec Rosji są różne. Niemcy jeszcze większe znaczenie niż my przywiązują do swoich relacji gospodarczych z Rosją. To są interesy, które idą w setki miliardów euro. Nasze już w kilkanaście - to też jest istotne. Niemcy bardziej stawiają na możliwość wpływania na poszczególne segmenty elity rosyjskiej. My jesteśmy mniej optymistyczni. Ale stanowisko Niemiec też nie jest jednolite i wiemy, że między dwoma koalicjantami jest spora różnica akcentów. Zbiór stanowisk zbieżnych z nami też jest niemały. Jak powiedział pan prezydent, inne kraje nie są Polskami, ale musimy z nimi współżyć.


Miałem sporą satysfakcję, siedząc w pokoju, w którym prezydent Szuszkiewicz z Borysem Jelcynem i Leonidem Krawczukiem podpisali akt rozwiązania Związku Radzieckiego. Relacje z krajami, które nie są ateńskimi demokracjami, zawsze są ryzykiem politycznym. Ale przecież mamy relacje z państwami, które w ogóle demokracjami nie są, ale z jakiś powodów to nie wywołuje kontrowersji. Króla Arabii Saudyjskiej witał na lotnisku prezydent Kaczyński, a żegnał premier Kaczyński, co było ponadstandardowym traktowaniem protokolarnym. Ale uprawnionym, choć Arabia Saudyjska jest krajem bardziej restrykcyjnym niż Białoruś.


Nie podejmuję się analizy psychologicznej prezydenta Łukaszenki, ale udowodnił on, że jest sprawnym graczem. Natomiast jeśli u sąsiada zwalnia się wszystkich międzynarodowo uznanych więźniów politycznych, jeżeli dopuszcza się zarówno długo, jak i krótkoterminowych obserwatorów wyborczych - a przypomnę, że Rosja obserwatorów OBWE do ostatnich wyborów nie dopuściła - to wydaje mi się racjonalnym to docenić. Oczywiście podejmując ryzyko moralne, że nasza wiarygodność, przywiązanie do zasad, mogą być wystawione szwank. Ale w polityce rzadko kiedy można osiągnąć sukces bez ryzyka. Jeśli ktoś chce zachować nieskazitelność moralną, to powinien zostać publicystą albo kaznodzieją. Condoleezza Rice w zeszłym tygodniu odwiedziła Muamara Kaddafiego. Tak to bywa.


Często przeklinamy nasze położenie geograficzne i geopolityczne, ale tym razem zdążyliśmy wejść do głównych klubów zachodniego świata przed końcem pauzy geostrategicznej. To jest odpowiedzialność elit każdego kraju. My się kłócimy, polityka werbalna w Polsce jest często nieuczesana, ale jeśli przyjrzeć się temu, co było robione, a nie co było mówione, to trzeba przyznać, że rządy z lewa i prawa realizowały tę samą strategię narodową, czyli zakotwiczenia Polski na Zachodzie. Ukraińcom jest trudniej, bo byli bardziej systematycznie wynaradawiani i są fizycznie dalej od centrum Europy. I ufundowali sobie jeszcze bardziej dysfunkcjonalną konstytucję. Myślę, że nadszedł jednak moment, w którym przydałaby im się większa doza jedności.


Jestem chyba jedynym europejskim ministrem, który rozmawiał dwukrotnie z obydwoma kandydatami podczas amerykańskiej kampanii wyborczej. Ale pan wie, że nie dam się namówić na wyrażenie preferencji co do wewnątrzpolitycznych rozstrzygnięć zaprzyjaźnionego supermocarstwa, bo Polska chce mieć doskonałe stosunki z Ameryką niezależnie od tego, kto wygra. Mogę powiedzieć, że to są arcyciekawe i wybitne osobistości. Bardzo nietypowe wybory, w których Biały Dom nie ma swojego kandydata, a kandydatami są senatorowie, a nie gubernatorzy, którzy do tej pory przeważnie wygrywali. I obaj kandydaci są poza głównymi nurtami swoich własnych partii. Senator Obama, numer jeden na Harvardzie, czyli absolutna intelektualna czołówka światowa. I senator McCain, bohater wojenny, rezydent wietnamskiego gułagu, a jednocześnie zwolennik normalizacji stosunków z Wietnamem, czyli człowiek o lwim sercu, patriota NATO. Będziemy więc mieli wybitną postać u sterów Ameryki niezależnie od tego, kto wygra. I będziemy mieli albo pierwszego czarnego prezydenta, albo pierwszą kobietę wiceprezydenta. To kolejna niezwykłość tej pasjonującej rozgrywki.

Radosław Sikorski jest ministrem spraw zagranicznych

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj