: Rozumiem. SLD nie ma dziś żadnego pola do działania politycznego. Nie potrafią zająć się gospodarką, służbą zdrowia czy edukacją. Oddali te wszystkie pola
nie wiadomo komu. Lewica jest w rozbiciu i szuka sobie pola do bitwy. Panie wraz ze środowiskami feministycznymi wymyśliły sobie, że stworzą takiego pełnomocnika rządu ds. kobiet, którego
będą atakować. Najbliżej tej wizji jestem ja.
.
Nie czuję się, bo pełnomocnik ds. kobiet to ktoś, kto rozwiązuje kobiece problemy.
Nie, bo ja jestem pełnomocnikiem ds. równego traktowania, a to oznacza walkę z dyskryminacją. Jestem pełnomocnikiem, który we wszystkich obszarach życia i na polu działania wszystkich
ministrów sprawdza, czy nie ma dyskryminacji. Jeśli ona się pojawia, to ją opisuje, diagnozuje i zaczyna zwalczać działając międzyresortowo. I ja to robię.
Zaraz pani powiem... Ponieważ tego typu pełnomocnik jest powołany po raz pierwszy w historii polskiej polityki, po troszę odkrywam ziemię nieznaną. Nie mam żadnych wzorców, z których
mogłabym czerpać. Zatem na spokojnie wyszukuję pola działania i zajmuję się tymi, które znajdę jako dyskryminację.
Panie nie mówią, że ja nic nie robię. One nie zauważają tego, co robię, chociaż dokładnie o tym wiedzą. Z dziennikarką "Gazety Wyborczej" rozmawiałam 2,5 godziny o tym,
co robię. Dokładnie wiedziała, co robię, ale interesowało ją tylko to, czego nie robię.
Nie mogę mówić o prywatnych osobach. Ale to wszystko dlatego, że polem do bitwy dla lewicy nie może być gospodarka czy zdrowie, więc walczą o rzeczy, które budzą emocje: aborcja,
antykoncepcja itp.
Atakują mnie, że nie robię rzeczy, których robić nie mogę, bo nie leżą w moich kompetencjach.
Nie, bo nie do tego jestem powołana! Ja jestem antydyskryminantem! Ulżyć trzeba kobietom, dzieciom i bardzo wielu ludziom na świecie z bardzo różnych powodów. To bardzo słuszne. Ale ja nie
pełnię funkcji pełnomocnika ds. kobiet i nie zajmuję się aborcją, edukacją seksualną i tymi rzeczami, o które te panie chciałyby walczyć.
Tak. Ale jeszcze jedną rzecz pani powiem: dyskryminacja dzieje się nie wtedy, kiedy ktoś sobie wymyśli. Dyskryminacja jest wtedy, kiedy danej osobie coś nie przynależy ze względu na jakąś
cechę, która ją odróżnia od osób, które w analogicznej sytuacji by to coś otrzymały. I to jest obszar mojego działania.
Pani redaktor, dyskrymiancja siedzi w głowach ludzi. Jeden człowiek dyskryminuje czy molestuje drugiego. Czy pani myśli, że moje działania wyeliminują tego typu czynniki?
*Elżbieta Radziszewska - pełnomocnik rządu ds. równego traktowania