Dziennik Gazeta Prawana logo

Dla Obamy Polska nie istnieje

8 marca 2009, 17:13
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Radosław Korzycki
Radosław Korzycki/Inne
- Jeśli myśleliście,że za Busha jesteście poza radarem amerykańskich interesów to uwierzcie, że dla Obamy będziecie niewidoczni - powiedział kilka tygodni temu amerykański intelektualista Benjamin Barber zapytany przez DZIENNIK o stosunek nowej administracji waszyngtońskiej wobec Polski. Dziś rzeczywistość potwierdza te słowa - pisze dziennikarz działu świat Radosław Korzycki.

Na krótko przed zaprzysiężeniem 44. gospodarza Białego Domu DZIENNIK przeprowadził ankietę wśród kilku amerykańskich intelektualistów na temat tego, jak będzie wyglądać nadchodząca prezydentura. Pytaliśmy też o stosunki z Polską. Ostrożny jak zawsze w tej kwestii Richard Perle wyraził żal, że za Busha nie udało się załatwić tak banalnych spraw jak wizy, ale powiedział też, że trzyma kciuki za to, że Obama zrobi rachunek sumienia i odda Polsce to, co się jej należy w zamian za status najbardziej lojalnego sojusznika USA (co przecież sami Amerykanie na każdym kroku podkreślają - przypomnijmy sobie sławetne, wyśmiane przez satyryków słowa Busha: you forgot about Poland?, kiedy to prezydent skarcił swojego konkurenta w wyborach Johna Kerry'ego za zlekceważenie udziału Polski w antysaddamowskiej koalicji). Lepiszczem trwalszego sojuszu miała być według Perle'a tarcza antyrakietowa. Bez złudzeń zostawił nas za to Benjamin Barber. - Jeśli myśleliście,że za Busha jesteście poza radarem amerykańskich interesów to uwierzcie, że dla Obamy będziecie niewidoczni - stwierdził.

Rzeczywistość potwierdza prognozy Barbera. Problem z tarczą nie polega dziś na tym, że Amerykanie się z pomysłu wycofali. Rząd Obamy po prostu unika zajęcia stanowiska w tej sprawie, bo ma tysiąc ważniejszych rzeczy na głowie. Przed niespełna trzema tygodniami amerykański wywiad opublikował obszerny raport, że dzisiaj dla bezpieczeństwa USA największym zagrożeniem nie są terroryści, talibowie, kampania afgańska, Iran, Korea, czy ewentualne rakiety z głowicami nuklearnymi, tylko pogłębiająca się zapaść ekonomiczna. To, że największą troską szefowej dyplomacji Hillary Clinton nie jest dzisiaj reżim Ajatollahów i wymierzona w niego instalacja tarczy rakietowej, a ratowanie się przed kryzysem, był wybór celu jej pierwszej wizyty zagranicznej. Trzeba przypomnieć, że kilkanaście dni przed jej tourem po zachodniej Europie, Rosji i Bliskim Wschodzie pani Clinton była... w Chinach i Japonii. Priorytetem polityki zagranicznej USA stało się Tokio, bo pierwsza (USA) i druga (Japonia) gospodarki świata muszą ze sobą współpracować, by oprzeć się kryzysowi oraz Pekin, bo Chińczycy cały czas skupują amerykańskie obligacje skarbowe i gdyby zechcieli je upłynnić, dolar spadłby na łeb na szyję.

Dlatego nie liczmy na to, że szybko poznamy odpowiedź na pytanie o kontynuację realizacji projektu tarczy rakietowej (chociaż szczerze mówiąc szanse na nią maleją z dnia na dzień) oraz do zredefiniowania roli Polski jako sojusznika USA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj