Obecna ustawa medialna precyzuje natomiast, że nadawcą publicznym jest ten, kto "respektuje chrześcijański system wartości za podstawę, przyjmując uniwersalne zasady etyki" (rozdz. I art. 4 pkt 1a). Zniknięcie tego punktu grozi również ograniczeniem emisji programów odwołujących się do chrześcijaństwa.
"Wprowadzenie tych przepisów było efektem mojej walki. Byłem za nie bardzo przez lewicę atakowany. Dzisiaj, jak się domyślam, zmianę tych przepisów wymusiła lewica. My zaś jesteśmy w trudnej sytuacji, ponieważ musimy szukać większości, by przełamać ewentualne weto prezydenta, a pośrednio również i one będzie odpowiedzialny za taki kształt ustawy medialnej".
"Oczywiście KRRiT posiadała instrumenty do monitoringu i ewentualnego nakładania kar na nadawców łamiących te standardy. Z drugiej strony nie mogła ich nadużywać, by nie być posądzoną o stosowanie cenzury” - tłumaczy polityk PO.
„Ten przepis - przyznaje wicemarszałek Sejmu - zawsze był kwestionowany za pewną ogólnikowość i trudność we wskazaniu, kto ma decydować, czy wartości są respektowane, czy nie. W wielu programach epatowano jednak dużą ilością brutalności i przemocy, obrazami ocierającymi się o pornografię. Dlatego nie sądzę, by dzisiaj w istotny sposób zmiana tego paragrafu i zamiana go na przepisy antydyskryminacyjne zmieniła ten stan rzeczy. Nie wierzę, by telewizja w swej ofercie programowej poszła dziś w kierunku ataków, wyszydzania symboli i wartości chrześcijańskich” - dodaje Niesiołowski.