Dziennik Gazeta Prawana logo

Olechowski przeciw przyzwoitości

23 marca 2009, 14:13
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Michał Karnowski w DZIENNIKU
Michał Karnowski w DZIENNIKU/Inne
wiadomość, że brudne interesy i niejawne powiązania psują państwo, należy dziś do wszystkich. I dlatego tak trudno zrozumieć Andrzeja Olechowskiego, który chyba w imię własnych sympatii politycznych udaje, że nie wie, o jaką stawkę toczy się gra - pisze Michał Karnowski.

Z wywiadu, którego na początku marca Andrzej Olechowski udzielił DZIENNIKOWI, zapadło mi w pamięć jedno zdanie: . To było celne nazwanie problemu z Kazimierzem Marcinkiewiczem, który chciał być trochę politykiem, a trochę lobbystą.

>>> Olechowski:Polityczny alkoholik to ja

Tym bardziej dziwią najnowsze oceny sformułowane przez Olechowskiego na temat dwóch równie poważnych spraw na styku biznesu i polityki: wicepremiera Pawlaka i senatora PO Tomasza Misiaka. Pytany o obie kwestie w TVN 24 jeden z twórców Platformy wypalił: .

Oczywiście, gdzieś tam po drodze Olechowski zaznacza, że pewnych rzeczy politykom biznesmenom robić nie wolno, ale generalny wydźwięk jego wypowiedzi jest właśnie taki - zbytnie czepianie się polityków za ich powiązania biznesowe ze sferą publiczną to populizm. Bo przecież - to kolejne niepokojące zdanie z tego wywiadu - "nepotyzm nie jest zabroniony dzisiaj. W związku z tym nie możemy mieć pretensji do pana Pawlaka".

Mam inne zdanie. Który jest byłym premierem, obecnym wicepremierem i liderem PSL, od lat czołowym nazwiskiem na scenie politycznej, a zachowuje się jak drobny gminny sekretarz pragnący urwać kilka tysięcy na przetargu na kanalizację. To tyleż oburzające, co smutne.

Jeśli opinię Olechowskiego warto odnotować, to nie tylko po to, by polemizować z nietrafną moim zdaniem oceną wydarzeń. Tu akurat poszliśmy mocno do przodu - sitwy zostały ponadpartyjnie nazwane sitwami, konflikty interesów zaczęły być piętnowane, a standardy zachowań bardziej niemieckie, a mniej rosyjskie. To dorobek wart ochrony.

Nieważne, gdzie kto stał w bitwie między III a IV RP, nieważne, czy mówił - jak niektórzy publicyści w 2003 r. - że afera Rywina to hucpa, czy też bił się się o ujawnienie prawdy. I dlatego tak trudno zrozumieć Andrzeja Olechowskiego, który chyba w imię własnych sympatii politycznych udaje, że nie wie, o jaką stawkę toczy się gra. I chyba niesłusznie zapomina, jaką klęskę ściągnęło na SLD przekonanie, że im wolno wszystko.

Jeśli więc dobrze życzy obecnej ekipie, powinien iść w drugą stronę. Co zresztą najlepiej ze wszystkich polityków obecnego układu rządzącego rozumie premier Tusk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj