Abp Tadeusz Gocłowski: Dymisji domagają się na ogół ci, którzy nie chodzą do kościoła. I zawsze będą tacy, którzy poszukują sensacji. Weźmy za przykład ostatnią pielgrzymkę Ojca
Świętego do Afryki. Papież podniósł problem ubóstwa na tym kontynencie, który przecież ma wiele przyczyn: klimat, postkolonializm, AIDS. Dziennikarze tego problemu nie podjęli, ale
zatrzymali się przy dramatycznej sprawie stosowania środków antykoncepcji. Mówię o tym nie dlatego, że dla mnie Benedykt XVI to Piotr naszych czasów. Wystarczy przeczytać wygłoszone przez
papieża homilie i przemówienia czy to w Kamerunie, czy w Angoli, by zrozumieć problem.
Nie w Polsce. Owszem, były pewne trudności ze stosunkiem do tej nieszczęsnej ekskomuniki lefebrystów. Ale Ojciec Święty napisał list, gdzie wszystko wyjaśnił, gdzie opisał trudności z
niedoinformowaniem niektórych urzędów apostolskich. I wielu z krytyki się wycofało m.in. w Niemczech.
Na pewno nie mamy problemu z papieżem. Przecież ten papież przez ponad 20 lat współpracował z Janem Pawłem II i znakomicie radził sobie z różnymi problemami. I nagle wszystko się
popsuło?! Nie popsuło się jeśli chodzi o urząd papieski, tylko w odbiorze tego urzędu zwłaszcza przez media.
Wszyscy przyzwyczaili się do pontyfikatu Jana Pawła II, który miał trochę inny sposób komunikowania się z ludźmi. Był znakomitym filozofem, socjologiem, miał doskonałe kontakty ze
środowiskami dziennikarskimi. Benedykt XVI jest przede wszystkim znakomitym teologiem i nieco inny kładzie nacisk na problemy związane z życiem Kościoła.
Każdy człowiek jest inny. Benedykt XVi jest inny od Jana Pawła II, jeśli chodzi o człowieczeństwo, ale jego papiestwo, jego rozumienie służby jest takie samo. Inaczej podchodzi rzeczywiście
do kontaktów z ludźmi. Jan Paweł II np. bardzo lubił spożywać obiady z biskupami, którzy przybywali do Rzymu, a Benedykt XVI nie ma takiego stylu. Ale cóż z tego? Szanujmy jego odmienną
osobowość. Dziennikarze muszą nauczyć się Benedykta XVI w jego codzienności.
Nie podzielam tej opinii. Przeciwnie, mam wrażenie, że na plac przychodzi czasem nawet więcej ludzi niż za Jana Pawła II. A nad tym, że niektóre kościoły są puste, ubolewał już Jan Paweł
II. Weźmy też chociażby za przykład Światowy Dzień Młodych w Sydney. Wcale nie było mniej ludzi niż w Paryżu, Denver. Tak więc mówmy o odmiennych osobowościach, ale nie o tym, że mamy
jakąś katastrofę. Nie ulegajmy tym głosom krytycznym o Benedykcie XVI. One są przejściowe.