Z projektu ustawy medialnej wypadł zapis o ochronie wartości chrześcijańskich. Zamiast tego pojawił się inny, o przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu na rasę, narodowość, wyznanie, płeć, orientację seksualną. To pokazuje, że zmienił się radykalnie kierunek prac nad ustawą. Dokonano wyboru.
Ustawodawca żąda teraz, aby równo traktowano prawa wszystkich i by były one godnie reprezentowane w telewizji. Ale to jest z założenia niewykonalne. Bo To pytanie retoryczne.
Dzięki zapisowi o wartościach chrześcijańskich broniony był tradycyjny model rodziny. Telewizja promowała jasny przekaz: rodzina to heteroseksualni ojciec i matka oraz dzieci, które rodzą się z ich związku. Ustawodawca dokonał jasnego wyboru między tymi koncepcjami. I zamiast chociażby serialu "Alf" będzie leciał w czasie najlepszej oglądalności jakiś program o homoseksualistach. Trudno się dziwić, że Kościołowi się to nie podoba.
Czy taka ustawa sprawdzi się w polskiej rzeczywistości? Dziennikarze, szczególnie ci z mediów elektronicznych, mają bardziej liberalny stosunek do życia niż reszta społeczeństwa. I choć nie są reprezentatywną grupą Polaków, to jednak przez swoje programy mają olbrzymi wpływ na kształtowanie opinii społecznej.