Mierzi bardzo ta never ending story, czyli nieustanne swary i spór o detale między stroną rządową a prezydentem. Instrukcja w sprawach poparcia kandydata z Polski nie jest słowem właściwym. Wiem, jak wyglądają instrukcje rządowe. Takie sprawy jak kwestia wyboru szefostwa NATO mogą podlegać uzgodnieniu i wspólnemu przekonaniu, które przecież było.
. Powinien grać z Turcją do ostatniej chwili i coś ugrać. Choć stawiam też pytanie: czy prezydent miał w zanadrzu coś do ugrania? Bo Turcja coś uzyskała.
Niech raz na zawsze polscy politycy - nieznośni w swej swarliwości - powiedzą sobie, że jeśli się chce kogoś promować na ważne stanowisko międzynarodowe, to trzeba prowadzić żmudne rozmowy i lobbing w kuluarach wielkiej polityki. Dopiero potem gada się o tym publicznie.
Niepoważne są też publiczne rozważanie, czy Arabski dzwonił do Tuska, czy nie. To kompletnie niepoważne. Śmieszne i jednocześnie niebezpieczne.
Trzeba też skrytykować to, że opinia publiczna nadal nie wie, jaki był proces zgłaszania kandydata. Kto i jak lobbował, z kim były rozmowy? To wszystko ośmiesza polskiego kandydata, ośmiesza naszą niezdolność dyskretnego prowadzenia spraw w polityce międzynarodowej.