Mają mu przynieść na tacy od razu głowę Janusza Kurtyki, a potem również głowy tych wszystkich, którymi zajmie się specjalny prokurator, a więc zapewne Zyzaka, Cenckiewicza i Gontarczyka, nie wiadomo kogo jeszcze. Gdy już dostanie te głowy, będzie łaskawie świętował z innymi obchody 20-lecia zwycięstwa nad komunizmem, a więc także zaprowadzenia w Polsce takich nowinek jak wolność słowa czy badań naukowych. Inaczej – bojkot! Takie są warunki Lecha Wałęsy.

Reklama

Zaczynam pełen irytacji, choć nie chciałbym jej ulegać. Widziałem z bliska twarz Lecha Wałęsy, kiedy ubłagiwany przez wszystkich pojawił się na gdańskiej konferencji poświęconej rocznicy Okrągłego Stołu. To była twarz człowieka małostkowego, drażliwego, a równocześnie głęboko zranionego. I chyba subiektywnie wierzącego, że rzeczywistość jest taka, jaką on ją pamięta. Nawet jeśli przeczą temu czasem dokumenty i relacje. To była twarz polskiego czołowego bohatera tamtych górnych i chmurnych czasów. „Na taką miłość nas skazali, taką przebodli nas ojczyzną”, jak pisał Herbert.

Nie mam dobrego sposobu na pogodzenie interesu i odczuć Wałęsy z takimi wartościami jak jawność, prawo do poszukiwania prawdy, do grzebania w historii, a także prawo do wyrażania sądów ostrych, a czasem niemądrych. Jeśli politycy PO chcą go chronić, niech go chronią, choć pomysł ustanawiania oddzielnego prokuratora od tej tematyki jest takim samym kuriozum jak nasyłanie przez minister Kudrycką kontroli na Uniwersytet Jagielloński. Stan umysłów niektórych liderów Platformy jest taki, że mogą nawet zamarzyć o wprowadzenia do kodeksu karnego paragrafu o „kłamstwie wałęsowskim” na wzór kłamstwa oświęcimskiego. Nie wróżę im sukcesu, raczej ośmieszenie się.

Zarazem wiem, że Wałęsa jest potrzebny Polakom, którzy mają prawo do świętowania 20-lecia wolnej Polski z własnymi bohaterami, choćby i ułomnymi. To święto już zresztą zostało popsute. Trochę przez ludzi, którzy uznali, że warto je uczcić szukaniem nieślubnych dzieci lidera ówczesnej „Solidarności”. A trochę przez gwałtowne reakcje samego bohatera i cynizm polityków z różnych stron, którzy uznali to za doskonały temat dla politycznej wrzawy.

Nie mam patentu na wybrnięcie z tej sytuacji poza jedną skromną radą. Na miejscu Lecha Wałęsy zastanowiłbym się, czy jego reakcje to dobra droga. Ma tak naprawdę sympatię większości Polaków, to wynika z każdego sondażu. Nielubiący go historycy i politycy nie wygrali tej bitwy. Jeśli jednak zacznie permanentny serial z oczekiwaniem na hołdy i z zamykaniem innym ust, może to wystawione trochę na kredyt zaufanie stracić. Były już okresy, kiedy Polacy się od niego odwracali. A choć dziś jego związek z wciąż popularną Platformą jest dla niego źródłem korzyści, jeśli jego kult wyda się ludziom zbyt urzędowy, zaczną na niego reagować poirytowaniem. Tę samą uwagę dedykuję premierowi Tuskowi.

Rzecz w tym, że jednym z „uroków” Lecha Wałęsy było to, że podobnych rad nie słuchał. Pozostaje jedynie wierzyć w dobroczynny wpływ opatrzności.