500 dni Platformy to po stronie negatywów udawanie nieobecności. Najpierw zupełnie racjonalna propozycja wyciszenia sporów ideologicznych w imię pragmatycznej, bez mała technokratycznej modernizacji państwa, propozycja przyjęta dobrze przez wielu Polaków, szczególnie po okresie jałowego konfliktu poprzednich dwóch lat. Wkrótce .
Janusz Palikot, zamiast być liberalną twarzą Platformy skutecznie nadzorującą projekt państwa minimum, ustawodawstwa przyjaznego ludziom itp., zaczyna się specjalizować w czymś zupełnie innym. A nie jest to wyłącznie jego wina, ale wina przyzwolenia i ogólnej atmosfery tych rządów, na którą składają się wielość sprzecznych deklaracji pozostających najczęściej bez następstw i próba wykorzystania wojny z PiS jako trwałej legitymizacji władzy. Zresztą przy pełnej współpracy ze strony PiS i prezydenta.
Trzeba jednak odnotować front, na którym Platforma prezentuje się nieźle, a już na pewno lepiej od swych oponentów. - szczególnie w najtrudniejszym okresie przystosowawczym - poprzez pozyskanie 20 miliardów linii kredytowej MFW. Może lepiej byłoby to wszystko robić z PiS i prezydentem, a nie na złość nim. Ale tutaj .
Gdyby nawet dyscyplina budżetowa jako odpowiedź na kryzys i determinacja we wprowadzaniu Polski do strefy euro miały być jedynymi ewidentnymi osiągnięciami tych 500 dni, może już to wystarczyłoby jako usprawiedliwienie decyzji zagłosowania z 2007 roku na PO.