Gdy przestraszona osoba z udawaną dziarskością próbuje przekonać świat, że niczego się nie boi to zazwyczaj wygląda to mało wiarygodnie. Tak też jest z Januszem Palikotem, który odpowiada na zarzut, że w Kozłówce.
Bo stało się coś dla niego zaskakującego. Seria zaczęła się, gdy media zainteresowały się "bogatymi" studentami i emerytami finansującymi kampanię wyborczą milionera z Lubelszczyzny. Sprawa nie przycicha, przeciwnie - jak świadczy o tym publikacja w ostatnim "Newsweeku" - dochodzi do niej coraz więcej pikantnych szczegółów. Na dodatek nawet za anty-kaczystowskie happeningi , bo Kaczyński - jak stwierdził polityk z PO - miał przyzwoity opozycyjny życiorys. Trzeba przyznać, że to szlachetny odruch, bo wicemarszałek z PO ma powody by pamiętać porównanie z 13-letnimi dziewczynkami odważniejszymi rzekomo niż on.
To musi boleć, bo . Tu jest inaczej - krytyka dobiega ze strony mediów, ludzi neutralnych, potencjalnych sojuszników (takich jak Ryszard Kalisz), wreszcie kolegów partyjnych. Akurat z Niesiołowskim, można rzec, Palikot grał w tej samej lidze. A tu taka nielojalność.
Czy kończy się sezon na Palikota? Nie. To inteligentny i majętny człowiek, więc pomysłów i pieniędzy na ich realizację mu nie zabraknie. .
W tej historii widać też jeszcze jedno. Palikot stracił ostatnio wyczucie. Happening zorganizował w momencie choroby Jadwigi Kaczyńskiej. Przegrał przez to w tabloidach. Te dały okładki z napisami, że prezydent spędził całą noc przy szpitalnym łóżku i gdzieś dalej małe kawałki o błazeństwach Palikota. To zestawienie było nie do wygrania.
Ale może rzeczywiście jest tak, jak pisze na blogu rozżalony Palikot, że to nieuczciwy argument opierający się na szantażu emocjonalnym. To nawet gdyby tego nie było przypomnijmy sobie, co cała Polska mogła zobaczyć w telewizji w ostatnie dni. . Tu estetyka też była po stronie przeciwnej niż Janusz Palikot.