: Jak mówi pan Platforma Obywatelska, to można jeszcze dodać: Danuta Huebner, Marian Krzaklewski, Jan Rokita...
Libertas to paneuropejski ruch polityczny i znalazłem się tam, bo dostałem zaproszenie od Declana Ganleya. Mam w Irlandii bardzo wiele kontaktów, często tam jeżdżę, a Polacy i Irlandczycy są
mentalnie trochę do siebie podobni – naszym narodom trudno coś z góry narzucić. Jestem zwolennikiem Polski w UE, ale mój wybór to brak zgody na Europę, która jest zaprzeczeniem tej,
którą projektowali Schuman, De Gasperi, Monnet. Dziś mamy Europę, w której obywatele mają mniej do powiedzenia niż urzędnicy i komisarze z Brukseli.
Jako poseł urodzony i wychowany na polskich ziemiach zachodnich w Szczecinie, od początku miałem zastrzeżenia do nadmiernych regulacji UE, a w sejmie V kadencji udało mi się przekonać klub
Platformy do poparcia uchwały, która stwierdzała, że wszelkie orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości nie będą miały charakteru wiążącego dla strony polskiej w zakresie
orzeczeń prawa własności i roszczeń odszkodowawczych. Tymczasem PO szczyci się dziś, że należy do Europejskiej Partii Ludowej, której członkiem jest niemiecka CDU, we władzach której
zasiada Erika Steinbach.
Od samego początku opowiadałem się za ostrym kursem wobec Eriki Steinbach i niemieckich roszczeń. Tymczasem PO stoi w rozkroku, bo kiedy sondaże mówią, że ostra postawa wobec wypędzonych
przyniesie poparcie, to posyła się przeciw nim czcigodnego profesora Bartoszewskiego, który wykonuje swoją misję perfekcyjnie. Równocześnie nie potrafimy wyegzekwować od tamtej strony zmiany
doktryny państwa niemieckiego w zakresie uznawania roszczeń swoich obywateli odnośnie mienia pozostawionego na terenach dzisiejszej RP. Nie potrafimy dokonać tego, by Steinbach zniknęła z
orbity polityki chadeckiej w Niemczech.
Myślenie jest ponadpartyjne – albo mamy zdolność myślenia i wnioskowania logicznego, albo tego nie potrafimy. Ja wiem, że szufladkowanie i naklejanie łatek jest dziś bardzo
użyteczne, szczególnie w mediach, ale nie jestem łatwy do zaszufladkowania.
Tak jest, bo taka jest dziś polityka i nie dotyczy to tylko Platformy, ale również PiS. Odnosi się to też do SLD, kiedy był u szczytu własnej potęgi. Dzisiaj debata zanikła. PO stała się
ociężałą machiną polityczną, posiadającą silny aparat partyjny, w której jakakolwiek indywidualna myśl, dyskusja lub inicjatywa jest oceniana tylko i wyłącznie pod kątem słupków
sondażowych. Jak wzrastają to dobrze, jak topnieją to źle.
Jak zła instalacja elektryczna w samochodzie. Jakikolwiek nowy akumulator zostałby zainstalowany, to i tak rozładuje się w ciągu dwóch godzin. Mechanizm jest prosty: będziesz indywidualistą,
będziesz manifestować swoje poglądy i podskakiwać, to nie znajdziesz się na liście wyborczej.
To jest mechanizm, to jest niewypowiedziane, ale groźby personalne również mają miejsce. Od tego są uroczy szefowie klubu parlamentarnego czy sekretarz generalny. To jest problem wszystkich
partii i w mojej ocenie w pewnym momencie, zarówno w PiS, jak i w PO, wybuchnie bunt szeregowych polityków, posłów, senatorów.
Tusk nie interesuje się partią. Partią rządzi Grzegorz Schetyna.
To on podporządkował sobie zaplecze partii. Jeżeli promotora ludzi z problemami narkotykowymi robi się liderem listy do Parlamentu Europejskiego w moim regionie, to daje się wyraźny sygnał,
że liczy się tylko: bierny, mierny, ale wierny. W Platformie został stworzony system wasalny, według którego aparatczyk partyjny, który chce być kimś, a który nie ma nic do powiedzenia,
powinien być usłużny i klękać przed swoim panem. A pan jest surowym seniorem swoich lojalnych wasali.
Tak, to człowiek, który ma realną władzę w partii.
Oczywiście.
Janusz Palikot jest jedynym batem, blokadą i hamulcem wykorzystywanym przez Tuska wobec Schetyny. Palikot jednego tygodnia by nie pohasał, gdyby dla swoich działań nie miał akceptacji Tuska i
jego otoczenia. Osobiście nie podoba mi się to, co robi, bo jest to obrażanie inteligencji nowoczesnego polskiego wyborcy.
On go w jakiś sposób trzyma za gardło. Prawdopodobnie Janusz nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że jego problemy z finansowaniem kampanii wyborczej skończą się po prostu wygraną Schetyny.
No chyba że do akcji wkroczą w końcu Chlebowski z Komorowskim. Oni mogliby wspólnie coś więcej rozegrać, ale raczej sobie nie ufają, oceniają siebie w kategoriach konkurencji, więc na
zasadzie „dziel i rząd” korzysta na tym ten trzeci, a więc Grzegorz Schetyna.
Marszałek Bronisław Komorowski jest osobą, którą bardzo szanuję, jest niezależny i nie chcę mu przysparzać kłopotów jakąkolwiek wypowiedzią. Jeśli chodzi o Chlebowskiego, to tak, z
pewnością jest on pierwszy w kolejce do wykończenia. Ale w tej sprawie proszę o telefon za rok. To nie stanie się dziś ani za miesiąc.
Jest z tej całej grupy liderów po prostu najsłabszy. Dokonał pewnej wolty, bo był bardzo zaangażowany w popieranie Jana Rokity, a on – w mojej ocenie – nielojalnie się z
nim rozstał. To zresztą Rokita wypromował Nitrasa, a raczej wyprodukował takie indywiduum na scenie politycznej w Polsce. Chlebowski dokonał wielkiej pracy, przygotowując się do pełnienia
funkcji ministra finansów. Teki ostatecznie nie otrzymał, a czy się spełnia jako szef klubu parlamentarnego? Tego nie byłbym taki pewien. Tak czy inaczej z tej ekipy Piłsudski by I Kadrowej nie
zbudował.
Poparcie, jakim cieszy się PO, to taki brojler albo indyk podobny do tego, jakie tuczą w USA na Święto Dziękczynienia. Gdyby go porównać i wypuścić z takim zwykłym, chowanym w bardziej
naturalnych warunkach, to okazałoby się, że nie potrafiłby dobiec do płotu i po drodze by padł. Podobnie jest z Platformą. Ludzie w końcu zapytają o konkrety. Tak, jak żąda się ich dziś
w Szczecinie, Gdyni i Gdańsku i te medialne hokus-pokus czy „Taniec z politykami” okażą się po prostu niewystarczające. Dobrym przykładem jest porażka wyborcza PO w
Olsztynie. Skończyło się lewarowanie regionów poparciem władz centralnych i zaczęły się kłopoty.
Byłem bardzo długo lojalny wobec Donalda Tuska. Dziś mam do niego wielki żal i jestem rozczarowany tym, w jaki sposób podchodzi do polityki. Na to, co się dzieje, niech patrzą młodzi
politycy, którzy pozostali w PO. Jak będzie źle, to żadnego wsparcia nie otrzymają od władz. Co najwyżej mogą oczekiwać na ścięcie. A szkoda, bo w PO jest cała masa wartościowych,
samodzielnie myślących ludzi, których nie chcę wymieniać, by oszczędzić im kłopotów.
Tak wygląda ten mechanizm. To wszystko działo się zresztą poza procedurami. Tymczasem człowieka, a mówię o Sławomirze Nitrasie – który w moim województwie zbudował republikę
kolesiów, który wykorzystuje swoje wpływy w Ministerstwie Skarbu do załatwiania posad w radach nadzorczych spółek skarbu państwa swoim znajomym, który na wysokie funkcje samorządowe wciąga
ludzi mających kłopoty z narkotykami, który przegrywa proces o zniesławienie prof. Lubińskiej, spokojnie się zostawia. A chce się wywalać senatora, który jest po stronie obywateli, który
pracuje, który stanął po stronie stoczniowców. To nie jest mój problem, to jest problem Donalda Tuska.
Prosiłem o spotkanie wielokrotnie, prosiłem o spotkanie za pośrednictwem Sławomira Nowaka. Nie udało się.
Tak mi powiedział we wrześniu ubiegłego roku. Mam na to świadka.
Nie wiem, to jest właśnie dobre pytanie. Ja wiem, że firma potrzebuje restrukturyzacji, ale jednocześnie ma wielki portfel zamówień. Tymczasem rząd na jedno tupnięcie nogą Komisji
Europejskiej godzi się na przyjęcie drakońskich zasad, które rozwalają stocznie na kilka podmiotów, wyrzucają ludzi z pracy. A tymczasem Niemcy i Francuzi będą chroniły swoje stocznie i w
dalszym ciągu je dotowały. Agencja Rozwoju Przemysłu ma odholować kadłub statku, którego budowę finansuje do Hamburga, by tam został wykończony. To o czym mówimy? To ja mam milczeć? Mam
gdzieś sądy i procedury partyjne i kalumnie, jakie na mnie rzucają. Ludzie to ocenią.
Mój pradziadek był oficerem armii Hallera, a dziadek członkiem Stronnictwa Narodowego. Przed wojną znał Eugeniusza Kwiatkowskiego, który po wojnie był ministrem ds. odbudowy kraju. Dlatego
zaangażował się w przejęcie Szczecina. Rezerwował tereny pod rozwój stoczni. To planowanie na dziesięciolecia do przodu.
Bardzo bym chciał i zrobię wszystko, by tak było.
Wybory dopiero za rok. Boli mnie to, co dzieje się z moim miastem, nie tylko w wymiarze, o którym wcześniej rozmawialiśmy. Ale decyzję w tej sprawie na pewno podejmę.
* Krzysztof Zaremba, senator niezrzeszony, kandydat Libertas do PE