Coraz bardziej prawdopodobny okazuje się scenariusz, w którym rocznicę 4. czerwca premier, rząd i zaproszeni goście spędzą na Wawelu, a prezydent Kaczyński ze swoim bratem w Gdańsku. Doczekaliśmy czasów, w których . I to dwie inaczej oceniające historię, teraźniejszość, jak również inaczej planujące naszą przyszłość w Europie.
Jak najbardziej zgadzam się ze zdaniem Michała Karnowskiego, który napisał w DZIENNIKU, że tę rocznicę przegraliśmy. I nie stało się to w ostatnim miesiącu, ale przez co najmniej dziesięć ostatnich lat. Do tak głębokich podziałów doprowadziły przede wszystkim doraźne interesy poszczególnych partii. Dał on tym samym szansę na wykorzystanie tego ruchu przez jego politycznych przeciwników. Będą oni mogli mówić, że są w miejscu, w którym byli dwadzieścia lat temu, a premier z rządem niewiadomo gdzie Tak więc nawet w obliczu tak ważnej daty poszło o interesy. Chodzi bowiem o to, by pozornie spolaryzować scenę polityczną i by przed wyborami postawić fałszywą alternatywę, że wybierając jedną z dwóch największych dziś partii, wybieramy interes Polski. Niestety, I to jest główny powód podziałów, których konsekwencją będą zawirowania związane z obchodami pierwszych wolnych wyborów.
Podziały ujawniają się na każdym kroku - w stosunku do historii i do tego, czym przede wszystkim dla Polski byłoczerwcowe zwycięstwo. Dziś Polska dzieli się na dwie nierówne części - na
tych, którzy czerpią absolutne korzyści z transformacji oraz tych przegranych. Liczyli oni na to, że po wyborach nic się nie zmieni poza większą sprawiedliwością przy podziale profitów. Bardzo szybko okazało się, że w gospodarce
wolnorynkowej nie ma miejsca na pompowanie funduszy w nierentowne kopalnie, huty czy stocznie. Największą słabością było i ciągle jest to, że nikt w naszym kraju nie potrafił zamortyzować
zderzenia z wolnym rynkiem tych molochów, wprowadzając odpowiednie regulacje. A .
Premier powinien po cichu dogadać się z Solidarnością. Bo to Solidarność odmawia mu zaproszenia w obchodach. Trzeba jak najszybciej wyizolować grupy zadymiarzy nie dopuszczając do dewastacji
przez nich miasta. Oczywiście jeśli ktoś z Solidarności będzie chciał zamanifestować, że źle się dzieje ze stoczniami, to Gdańsk jest najwłaściwszym miejscem. Nie tylko ze względów
historycznych, ale i przyszłościowych. Nawet jeśli dziś nie ma koniunktury na pracę stoczni, to kiedyś ona przyjdzie. Trzeba to pokazać głowom państw całej Europy.
Niewątpliwie . Bardzo życzyłbym sobie, by wszyscy uczestnicy i organizatorzy obchodów czerwcowych doszli w końcu do porozumienia, i spotkali się w Gdańsku - tam, gdzie
wszystko się zaczęło. Jednak obrażanie się na kogokolwiek nie ma sensu.