Dziennik Gazeta Prawana logo

Ganley kupił sztandar

18 maja 2009, 10:15
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Ganley kupił sztandar
Inne
Jak będą wyglądały obchody wyborów 4 czerwca? Zastanawia się Michał Karnowski, publicysta DZIENNIKA. Mamy szanse na następujące przekazy: a. bitwa związkowców z policją, b. kłótnia polskich elit o obchody, c. Wałęsa w Gdańsku przytula do piersi Libertas. "Trudno dziś powiedzieć, która gorsza" - dodaje.

A redakcja, która niedawno dołączała do nakładu znaczki z wąsatym bohaterem, nazwie go polityczną kurtyzaną. Ale to Wałęsa przeżyje. Dowie się co najwyżej, jak bardzo nim grano.

. Jakoś mi się to wszystko w sensowny projekt nie składa. Wiem, że ludzie kierują się w swoich wyborach często zaskakującymi przesłankami. Ale czy dotychczasowy stronnik i sztandar PO może nagle stać się żaglem wyborczej łódki resztek po LPR? Trudno uwierzyć. A jeśli już – to będzie to na granicy kilku procent. Dla realnego układu sił bez znaczenia.

A jednak dzieje się na naszych oczach rzecz ważna, o której warto pisać i której warto uważnie się przyglądać. Ale nie z powodów wewnątrzkrajowych. Bo historyczny lider „Solidarności” nie należy tylko do nas. Symbolizuje walkę o wolność, przypomina moment, gdy historia biegła przez Europę. I to właśnie Declan Ganley doskonale wie. Za milion dolarów – o takiej sumie za wszystkie występy Wałęsy na spotkaniach Libertas się mówi – dostaje autoryzację swojego ruchu. Kupuje coś bezcennego – sztandar wolności, pod który podpina swoje postulaty. W Polsce mało kogo one obchodzą, ale we Francji, w Niemczech, wreszcie w Irlandii ma to swoje wymierne znaczenie. I dlatego jest to interes dla Ganleya tak dobry.

A dla Wałęsy? On chyba nie zdaje sobie do końca sprawy, w co wszedł. Mierzy to swoje zaangażowanie krajowymi, polskimi kryteriami. Widzi w tym biznes, o którym zapomni tuż po skonsumowaniu. I chyba nie czuje, że po raz drugi w swoim życiu wszedł w rozgrywkę jak najbardziej poważną. W politykę tak realną, że wszystkie chwyty dozwolone. W interesy tak wielkie, że żadne nazwisko nie daje immunitetu. Nie czuje, że sprzymierzając się z Libertas, rzucił wyzwanie większości elit Unii Europejskiej. I nie ma w tym starciu niczego z przymrużeniem oka, żadnego dystansu i półcienia. Ganley to polityk jak najbardziej poważny, prawdziwy wróg publiczny Brukseli, prezydenta Sarkozy’ego i kanclerz Merkel. To człowiek, który podstawił nogę – wygrywając w Irlandii referendum – traktatowi lizbońskiemu. Który zniweczył główny polityczny plan Unii Europejskiej. A dziś chce to swoje zwycięstwo uczynić punktem wyjścia do dalszej ofensywy. Wałęsa może nie wie, ale sojusz z nim oznacza polityczny koniec w Europie. Jeśli na dodatek Ganley weźmie w Europie choć kilkadziesiąt miejsc w Parlamencie Europejskim, jeśli zrobi to z pomocą Wałęsy, to sprawa nigdy nie będzie zapomniana. Pewnie już i dziś, gdyby Tusk zgłosił byłego polskiego prezydenta do europejskiej Rady Mędrców, dostałby subtelny sygnał, żeby poszukał kogoś innego.

Na początku czerwca mamy szanse na następujące przekazy: a. bitwa związkowców z policją, b. kłótnia polskich elit o obchody, c. lider „Solidarności” w Gdańsku przytula do piersi Libertas. Trudno dziś powiedzieć, która gorsza. Naprawdę szkoda. Wypada powtórzyć za Jarosławem Wałęsą: oby Lech nie przegiął.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj