Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kuba czeka na swój rok 1989"

12 października 2007, 13:55
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Kubańska opozycjonistka rozmawia z DZIENNIKIEM o sytuacji po odejściu Fidela Castro.
Tomasz Pompowski: Co działo się na Kubie, gdy ogłoszono, że Fidel Castro jest chory?
Veronica Laura Vollan: W pierwszym momencie zapanował szok. Na ulicach pojawiło się bardzo dużo milicji i wojska.

Czy czołgi również?
Nie, ale w niektórych miejscach stanęły samochody opancerzone, wiele z nich otwartych, z żołnierzami z bronią w ręku. Domy opozycjonistów zostały otoczone przez umundurowanych milicjantów, a w nocy ich funkcje przejmują ubrani po cywilnemu wywiadowcy. Z tego, co nam wiadomo, niektórym opozycjonistom wyłączono telefony, tak że nikt z zagranicy nie może się do nich dodzwonić. Opozycjoniści muszą też meldować się na milicji po kilka razy dziennie, zaś u niektórych milicjant po prostu rezyduje w domach, pilnując ich dzień i noc.

Czy wiadomo już o jakichś zatrzymaniach?
Wiemy jedynie o ludziach zabieranych w nocy z domów przez milicję. O masowych aresztowaniach na razie nic nie wiadomo.

Co dzieje się z aresztowanymi?
Są przesłuchiwani, często bici.

W jaki sposób reżim rozprawia się teraz z opozycją?
Do domu José Manuela Pereiry przyszedł oficer tajnej policji, który przedstawił się jako Mario i ostrzegł go, że jeśli spróbuje uciec, zostanie skazany na cztery lata więzienia. Zagroził, że będzie musiał aresztować również jego żonę, członkinię naszej organizacji „Kobiety w bieli, która jest teraz w ciąży. Sam José był już kilkakrotnie więziony bez wyroku w latach 2002 i 2003.
Wczoraj rozpoczęto również mobilizację. Wszyscy mężczyźni w wieku od 17 do 45 lat muszą zgłosić się do lokalnego komitetu wojskowego. Tam dostają przydziały do różnych jednostek.

Czy to oznacza, że na wyspie może wybuchnąć wojna?
Nikt z władz nie zająknął się o takiej perspektywie i wydaje mi się ona mało prawdopodobna. Wśród ludzi zauważalne jest natomiast wyraźne ożywienie. W rozmowach na zakupach, w pracy czy na ulicy wszyscy zastanawiają się, co będzie dalej. Wszyscy zaskoczeni są zachorowaniem Castro w kilka dni po tym, gdy zapewniał, że czuje się doskonale. Z drugiej jednak strony, z różnych źródeł wiadomo było, że jego stan był coraz gorszy. Stąd nieufność wobec zapewnień władz, że Castro ma się dobrze. Jego oświadczenie, ponoć samodzielnie zredagowane, przeczytał znany spiker telewizyjny Randy Alonso. Castro zapewniał słuchaczy, że czuje się dobrze, zaś jego stan jest „stabilny. Wszyscy jednak zobaczyli w telewizji również jego brata Raula, który w poniedziałek powiedział z widocznym smutkiem na twarzy: „Nie mam dobrych wiadomości, bo operacja była poważna. Większość ludzi zapamiętała właśnie to zdanie. Starano się zatrzeć to wrażenie, wielokrotnie powtarzając wspomniane oświadczenie, które miał napisać Castro. Jeśli jednak tak dobrze się czuje, to dlaczego sam nie powie tego choćby przez radio?

Podobno krążą pogłoski, że Fidel Castro już nie żyje?
Owszem, takie informacje również się pojawiają. Wielu ludzi powtarza, że Castro został zabrany do szpitala po tym, jak stracił przytomność. Wszystkie te informacje są niemożliwe do zweryfikowania. Powtarza je jednak nie tylko opozycja, lecz również większość Kubańczyków. Przewodniczący parlamentu Ricardo Alorcon zmuszony był odnieść się do nich. Oświadczył więc w telewizji, że „ostatnia chwila jest jeszcze daleko. Telewizja ani radio nie podają jednak żadnych nowych informacji o samopoczuciu Castro. Nie wiadomo nawet, gdzie go operowano i gdzie się w tej chwili znajduje. Transmitowane są jedynie wywiady z przechodniami, którzy życzą przywódcy szybkiego powrotu do zdrowia. Takie zachowania, podobnie jak deklaracje telewizji kubańskiej, że „naród kubański udziela Castro bezwarunkowego poparcia, są dość typowe dla kryzysu.
Jeden z naszych przyjaciół zauważył dziś, że cała ta sytuacja przypomina mu czasy, gdy odchodzili przywódcy sowieccy. Umierali oni przez kilka dni, nieraz nawet dłużej, w tle zaś przez cały czas trwała walka o władzę. Dziś na Kubie wszystko wygląda dość podobnie. Coraz więcej ludzi przestaje wierzyć oficjalnej propagandzie, tym bardziej że od poniedziałku w ogóle nie pokazuje się publicznie Raul Castro brat dyktatora, który miał go zastąpić.

Czy Raul jest popularny wśród Kubańczyków?
Jak można mówić o popularności? Kubańczycy żyją w systemie totalitarnym, prześladowani przez rozmaite policje i milicje. Wykorzystywani i oszukiwani przez władze, żyją w biedzie i nie mają możliwości wyrażenia swojego zdania.
Tłumy, które widać w tle przemówień Fidela Castro, są organizowane przez władze. Ludzie najczęściej stają w obliczu prostego wyboru: albo zdecydują się pójść na plac, wysłuchać lidera i bić brawo, albo czekają ich represje tajnej policji w postaci przesłuchań, przymusowych robót lub więzienia. Proszę pamiętać, że na Kubie nie ma dostępu do swobodnego obiegu informacji. Dostęp do internetu to przywilej najwyższych rangą urzędników cieszących się pełnym zaufaniem reżimu. Poza tym skorzystać zeń można w hotelu dla zagranicznych turystów no i, rzecz jasna, posługują się nim ambasady. Z innymi środkami przekazu jest podobnie: władze zagłuszają np. Radio Marti, naszą wersję Radia Wolna Europa. Słuchanie tych audycji jest zakazane.
Nie sposób przyrównywać tak zwanej popularności tutejszych przywódców do sytuacji w krajach demokratycznych. Na Kubie działają zupełnie inne mechanizmy: zmasowana propaganda państwowa, brak dostępu do obiegu informacji, brak wolności podróżowania, wreszcie wszechobecne służby policyjne i wywiadowcze.
W tej sytuacji system ważniejszy jest niż personalia. Dla większości Kubańczyków nie ma większego znaczenia, kto znajduje się u steru władzy. Tak naprawdę mamy do czynienia ze swego rodzaju przedstawieniem na użytek krajów zachodnich, które ma za zadanie oszukać i uśpić opinię publiczną świata.

Czy Kubańczycy byliby w tej chwili w stanie podjąć walkę z reżimem?
Nadszedł czas, by świat pomógł Kubańczykom pragnącym upadku reżimu, który więzi ich a to, że domagają się wolności i demokracji. Większość Kubańczyków nie chce kolejnej dyktatury. Nadszedł czas, by wolny świat wreszcie się o nas upomniał. W roku 1989, kiedy upadł reżim w Związku Sowieckim, zostaliśmy zapomniani. Castro przekonał się wówczas, że Zachód nie reaguje na nocne aresztowania i tortury, na wyrzucanie z pracy i skazywanie przez sądy doraźne na ciężkie roboty.

W jaki sposób świat może pomóc, zważywszy, że Kuba jest suwerennym państwem?
Zwolennicy Castro często wmawiają to zachodniej opinii publicznej. W rzeczywistości jednak na Kubie panuje totalitaryzm narzucony nam przez Związek Sowiecki, który już nie istnieje. Wolny świat powinien się o nas upomnieć.
Mamy nadzieję, że Polska razem ze światem demokratycznym wesprze Kubańczyków. Wierzymy, że kraje zachodnie nie uznają nowego reżimu i poprą opozycjonistów. Mamy dziś szansę na „nasz rok 1989. Siedemnaście lat temu podobna sytuacja pomogła Europie Środkowej uwolnić się od kurateli i nadzoru Rosji. Mamy nadzieję pójść waszymi śladami i podobnie jak wy wywalczyć wolność bez użycia przemocy.

Veronica Laura Vollan aktywistka obywatelskiego ruchu opozycyjnego „Kobiety w bieli (Damas de Blanco), który utworzyły kobiety po aresztowaniu ich bliskich przez reżim Castro.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj