MARIA PRZEŁOMIEC: Wkrótce Polskę odwiedzi minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Czyżby rosyjskie władze zaczęły zmieniać swój krytyczny stosunek do
Polski?
WASILIJ NIKOŁAJEWICZ LICHACZEW: Ostatnio w Moskwie zaczęto w nowy sposób patrzeć na stosunki z Polską. Polityczna polsko-rosyjska zima wydaje się paradoksem na tle całkiem dobrych kontaktów
ekonomicznych. Trzeba to zmienić. Uważam, że przede wszystkim my parlamentarzyści powinniśmy się do tego przyczynić.
W jaki sposób?
Chcemy zapoczątkować bezpośredni dialog pomiędzy rosyjską Dumą a polskim Sejmem oraz nawiązać współpracę w międzynarodowych organizacjach parlamentarnych.
Kiedy dojdzie do spotkania prezydentów Kaczyńskiego i Putina? Zapowiadane jest ono od dawna.
Ta sprawa będzie jednym z głównych punktów październikowej wizyty ministra Ławrowa w Warszawie. Wiele zależy jednak od strony polskiej. Dochodzi tu problem rozmieszczenia amerykańskiej tarczy
antyrakietowej. Mówimy naszym polskim partnerom, że wyrażając na to zgodę, wezmą na siebie wielką odpowiedzialność.
A jeżeli Polska zgodzi się na tarczę antyrakietową?
To może znowu bardzo skomplikować nasze stosunki. W Rosji już zaczęły się dyskusje nad koniecznością dofinansowania naszych systemów obronnych. Mówi się o możliwości zmiany rosyjskiej
doktryny wojennej. Konsekwencje mogą być poważne i chciałbym, aby Polacy wzięli to pod uwagę.
Ale przecież Waszyngton podkreśla, że system obrony antyrakietowej ma chronić nie przed Rosją, lecz przed tzw. państwami bandyckimi, np. Koreą Północną.
Rosja
dysponuje wystarczającym potencjałem strategicznym i jądrowym, żeby zapobiec tego typu niebezpieczeństwom. Gdyby udało się połączyć ten potencjał z amerykańskim, gwarancje bezpieczeństwa
byłyby naprawdę duże.
Jest na to szansa?
Nie chcę być złym prorokiem, poczekajmy na decyzje. Ale uważam, że Polska powinna konsultować się nie tylko z Brukselą i swymi sąsiadami, ale także
z Moskwą.
Również kwestie energetyczne dzielą Polskę i Rosję. Przeciw Gazociągowi Bałtyckiemu protestują i Polska, i kraje bałtyckie. Czy w tych sprawach można się
porozumieć?
Bardzo wiele problemów w naszych kontaktach polega na tym, że nie byliśmy w stanie wysłuchać się nawzajem. To się powinno zmienić. Tym bardziej że przecież Rosja
zawsze wypełniała swoje zobowiązania związane z Gazociągiem Jamalskim, którego duża część biegnie właśnie przez Polskę. Nam naprawdę zależy na tym, żeby wszyscy Polacy, i dorośli i
dzieci, czuli się bezpiecznie.
Czyli powstanie druga nitka gazociągu z Jamału?
Moskwa się nad tym zastanawia.
By zapewnić bezpieczeństwo energetyczne, polski rząd zabiega o dywersyfikację dostaw surowców energetycznych. Dlaczego Rosja traktuje to jako działanie w nią wymierzone?
Doskonale rozumiem, że Polska chciałaby być bezpośrednim udziałowcem energetycznych projektów, a nie tylko pozostawać krajem tranzytowym. Bardzo wiele zależy tutaj od dialogu.
Dla Rosji surowce energetyczne stały się narzędziem używanym do prowadzenia polityki zagranicznej, czyli swego rodzaju bronią. Czy nie jest to powód do niepokoju?
Współczesna dyplomacja posługuje się różnymi mechanizmami. Niemniej posiadająca energetyczne surowce Rosja postępuje bardzo elastycznie, nie dzielimy świata na swoich i obcych, nasze
zobowiązania wypełniamy.
Niemniej w styczniu wstrzymano dostawy gazu na Ukrainę. W dodatku Rosja nie chce podpisać Europejskiej Karty Energetycznej, która m.in. zakłada dostęp innych niż rosyjscy operatorów do
sieci rurociągów.
To już jest przestarzały dokument. Trzeba przygotować nowy, bardziej odpowiadający współczesnym potrzebom.
Rosja ma bardzo dobre kontakty z takimi krajami jak Francja czy Niemcy. Ale ostatnie spotkanie prezydenta Putina z Jacques'em Chirakiem i kanclerz Angelą Merkel nie przyniosło sensacyjnych
efektów.
To była jednak bardzo dobra formuła konsultacji. Głównymi tematami były walka z terroryzmem, kwestia Iranu i współpraca w ramach ONZ. Takie spotkania mają zwykle roboczy charakter i po prostu
pozwalają wypracowywać wspólną strategię.
Czy Rosja będzie chciała mieć wpływ na politykę wschodnią Unii? Na przykład niemiecki rząd chciałby zacieśnienia więzi z Rosją.
Rosja już teraz wpływa na tę politykę UE. Przecież takie kraje jak Ukraina, Gruzja czy Mołdawia są członkami wspólnoty Niepodległych Państw, z określonymi, wypływającymi z tego
obowiązkami. Innym sposobem wpływania na Brukselę jest tworzenie z Unią wspólnego potencjału politycznego i technologicznego. Poza tym wspólnie z Unią próbujemy rozwiązywać problemy
Bliskiego Wschodu i prowadzimy walkę z międzynarodowym terroryzmem.
Niektórzy rosyjscy politycy i politolodzy uważają, że Polska i kraje bałtyckie szkodzą stosunkom Rosji z Unią Europejską. Ich zdaniem, bez nich ta współpraca układałaby się
lepiej. Czy wśród rosyjskich elit to rozpowszechniona opinia?
Niestety, istnieje coś takiego jak historyczne stereotypy. Myślę, że nowe kraje członkowskie UE trochę cierpią na tę chorobę. Są już pełnoprawnymi członkami NATO i Unii, ale niektóre
polityczne kręgi w tych państwach ciągle jeszcze lubią posługiwać się antyrosyjską retoryką. Myślę, że to taka choroba wieku dziecięcego, coś jak ospa wietrzna, którą trzeba
przejść. Ale to się zmieni. Rosja jest potrzebna Unii zarówno, jeżeli idzie o współpracę energetyczną, jak i ekologię, technologię itd. Dla większości państw europejskich, w tym Niemiec
i Francji, nawet jeżeli nie dla całej Unii, Rosja jest ważnym strategicznym partnerem.
Czyli nowe kraje Unii raczej nie wpłyną na wschodnią politykę Brukseli ?
Moim zdaniem nie, a antyrosyjska retoryka szkodzi przede wszystkim im samym.