DZIENNIK przepytał ekspertów - Sławomira Petelickiego, Paula Rogersa i Paula Wilkinsona - o to, czy wciąż możliwy jest atak terrorystyczny.
Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca jednostki GROM:
Nie dziwię się, że terroryści wybrali Warszawę, bo zabezpieczenia na naszym lotnisku są bardzo słabe. Zresztą wiele razy udowodnili to sami dziennikarze, przedostając się na przykład na płytę lotniska. Teraz chaos jest pogłębiony pracami budowlanymi przy nowym terminalu. Zupełnie inaczej jest na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie po informacjach o planowanych porwaniach samolotów lecących z Londynu do USA ekstremalnie zaostrzono kontrole. Paradoksalnie nie jest to dla nas korzystne. Jeśli terroryści stwierdzą, że nie mogą się przebić na Heathrow, będą próbowali to zrobić gdzieś w Europie Środkowej, gdzie jest znacznie łatwiej. W Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest specjalna grupa wyszkolona do zatrzymań niebezpiecznych przestępców. Mogliby oni z powodzeniem wykrywać luki w polskim systemie bezpieczeństwa. Ci doskonale wyszkoleni funkcjonariusze powinni zwrócić uwagę na braki na polskich lotniskach.
Paul Rogers, profesor z Wydziału Studiów nad Pokojem Uniwersytetu Bradford; ekspert Oxford Research Group:
Prawdopodobieństwo takiego ataku istniało i wciąż istnieje, a skuteczność walki z zagrożeniem zależy od tego, na jakim etapie przygotowań przyłapani zostaną terroryści. Al-Kaida dowiodła w ostatnich latach, że - pomimo „wojny z terroryzmem” i permanentnego alarmu na całym świecie - wciąż jest w stanie atakować. Już zapomnieliśmy, że na początku 2002 r. udaremniono plan ataku przy użyciu porwanych samolotów na międzynarodowe lotnisko Changi w Singapurze. Pytanie jeszcze, jak skuteczny byłby atak na Heathrow. Zbiorniki paliwa na tym lotnisku są zabezpieczone przed eksplozjami, oddzielone od siebie, tak by wybuch jednego nie pociągnął za sobą eksplozji innych. Wydaje się, że terroryści chcąc zabić maksymalną liczbę osób, chcieli celować raczej w terminal pasażerski.
Paul Wilkinson, Centrum Studiów nad Terroryzmem i Przemocą Polityczną Uniwersytetu St. Andrews:
Nawet nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, jakie wprowadzono po zamachach 11 września, nie dają pewności, że zamachów uda się uniknąć. Lotnictwo jest bardzo wrażliwym i trudnym do obrony celem. Myślę więc, że plan ataku na Heathrow jest na pewno wiarygodny i że terroryści zrobili dużo, by go zrealizować, zwłaszcza w okresie, o którym pisze we wspomnieniach prezydent Pervez Musharraf. Oczywiście istnieje różnica między pomysłem na zaatakowanie jakiegoś kraju a stworzeniem realnego planu operacyjnego i zaplanowaniem poszczególnych działań. Prezydent Musharraf zapewne korzystał z informacji pakistańskiego wywiadu i na nich bazuje jego relacja. Z drugiej strony, wywiad to dziedzina sztuki, a nie dziedzina wiedzy - musimy być ostrożni w ocenie tych informacji. Nie spodziewam się, by służby specjalne zainteresowanych krajów potwierdziły lub zaprzeczyły tym informacjom; dlatego nie ma co liczyć, że kiedyś uzyskamy pewność co do tamtych wydarzeń.
Nie dziwię się, że terroryści wybrali Warszawę, bo zabezpieczenia na naszym lotnisku są bardzo słabe. Zresztą wiele razy udowodnili to sami dziennikarze, przedostając się na przykład na płytę lotniska. Teraz chaos jest pogłębiony pracami budowlanymi przy nowym terminalu. Zupełnie inaczej jest na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie po informacjach o planowanych porwaniach samolotów lecących z Londynu do USA ekstremalnie zaostrzono kontrole. Paradoksalnie nie jest to dla nas korzystne. Jeśli terroryści stwierdzą, że nie mogą się przebić na Heathrow, będą próbowali to zrobić gdzieś w Europie Środkowej, gdzie jest znacznie łatwiej. W Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest specjalna grupa wyszkolona do zatrzymań niebezpiecznych przestępców. Mogliby oni z powodzeniem wykrywać luki w polskim systemie bezpieczeństwa. Ci doskonale wyszkoleni funkcjonariusze powinni zwrócić uwagę na braki na polskich lotniskach.
Paul Rogers, profesor z Wydziału Studiów nad Pokojem Uniwersytetu Bradford; ekspert Oxford Research Group:
Prawdopodobieństwo takiego ataku istniało i wciąż istnieje, a skuteczność walki z zagrożeniem zależy od tego, na jakim etapie przygotowań przyłapani zostaną terroryści. Al-Kaida dowiodła w ostatnich latach, że - pomimo „wojny z terroryzmem” i permanentnego alarmu na całym świecie - wciąż jest w stanie atakować. Już zapomnieliśmy, że na początku 2002 r. udaremniono plan ataku przy użyciu porwanych samolotów na międzynarodowe lotnisko Changi w Singapurze. Pytanie jeszcze, jak skuteczny byłby atak na Heathrow. Zbiorniki paliwa na tym lotnisku są zabezpieczone przed eksplozjami, oddzielone od siebie, tak by wybuch jednego nie pociągnął za sobą eksplozji innych. Wydaje się, że terroryści chcąc zabić maksymalną liczbę osób, chcieli celować raczej w terminal pasażerski.
Paul Wilkinson, Centrum Studiów nad Terroryzmem i Przemocą Polityczną Uniwersytetu St. Andrews:
Nawet nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, jakie wprowadzono po zamachach 11 września, nie dają pewności, że zamachów uda się uniknąć. Lotnictwo jest bardzo wrażliwym i trudnym do obrony celem. Myślę więc, że plan ataku na Heathrow jest na pewno wiarygodny i że terroryści zrobili dużo, by go zrealizować, zwłaszcza w okresie, o którym pisze we wspomnieniach prezydent Pervez Musharraf. Oczywiście istnieje różnica między pomysłem na zaatakowanie jakiegoś kraju a stworzeniem realnego planu operacyjnego i zaplanowaniem poszczególnych działań. Prezydent Musharraf zapewne korzystał z informacji pakistańskiego wywiadu i na nich bazuje jego relacja. Z drugiej strony, wywiad to dziedzina sztuki, a nie dziedzina wiedzy - musimy być ostrożni w ocenie tych informacji. Nie spodziewam się, by służby specjalne zainteresowanych krajów potwierdziły lub zaprzeczyły tym informacjom; dlatego nie ma co liczyć, że kiedyś uzyskamy pewność co do tamtych wydarzeń.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|