Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wojna pozycyjna Leppera"

12 października 2007, 13:40
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Media uznały już, że Lepper się kończy bądź już się skończył. Na naszą zbiorową wyobraźnię podziałały informacje o wyrzuceniu go z rządu. Tymczasem stanowczo za wcześnie jest i na pogrzeb, i na stypę - pisze w DZIENNIKU publicysta Janusz Rolicki.

Pacjent, choć po grypie, dochodzi do siebie i czuje się całkiem dobrze. Prawda, że Jarosław Kaczyński zaskoczył Leppera nagłym usunięciem z rządu. Tyle że były wicepremier już od dawna to odejście miał wykalkulowane. Przykre było dla niego jedynie pozbawienie go przyjemności opuszczenia rządu w sposób teatralny.

Andrzej Lepper już tak dalece jest politykiem sprytnym i przewidującym, że po awansie posła Mojzesowicza, byłego partyjnego zastępcy, do kancelarii premiera zdał sobie sprawę z pułapki, jaką dla niego stało się uczestnictwo w rządzie. Gołym okiem widać bowiem, że wspólna koalicja z Jarosławem Kaczyńskim dla każdego polityka jest trudnym doświadczeniem. Obecny premier swych partnerów traktuje użytkowo i mocno forsuje swoje zdanie. Dziś można śmiało powiedzieć, że szef PiS wchodząc w koalicję z szefem Samoobrony, nie dokonał reasumpcji doświadczeń politycznych partnera. Przypominam, że podobnie użytkowo próbował wykorzystywać szefa Samoobrony Leszek Miller w poprzedniej kadencji Sejmu. Romans eseldowskiego premiera z Lepperem skończył się podobnie. Już po dwóch miesiącach Lepper uznał, że mu się to nie opłaca i w imię swej nieprzekupności wywołał największą awanturę w historii Sejmu, czyli pomówienie kilku prominentnych parlamentarzystów z PO i SLD o korupcję, po czym za tzw. Klewki i talibów został pozbawiony fotela wicemarszałka Sejmu.

Tym razem wydawało się, że gra idzie o większą stawkę, fotel wicepremiera jest bowiem tak łakomym kąskiem, że rzadko się zdarza, aby ten, kto się na niego wdrapie, robił podobną powtórkę z historii. A jednak Lepper stałymi atakami na koalicjanta doprowadził do tego, co się stało.

Lepper ucywilizowany

Jeśli z lotu ptaka spojrzymy na romans Leppera z Kaczyńskim, to widać, że szef Samoobrony wyszedł na nim lepiej. Po pierwsze, lider PiS legitymizował go jako polityka poważnego, a jego ugrupowanie zostało uznane za normalny klub parlamentarny. Tę pozycję przewodniczący Samoobrony wykorzystał znakomicie. Okazał się nadspodziewanie sprawnym ministrem rolnictwa, którego walory doceniono nawet w nadzwyczaj sceptycznie nastawionej do niego Brukseli. Swe nieustające i barwne w asyście mediów wizyty w terenie wykorzystał medialnie, dowodząc, że jest politykiem pracowitym, oddanym służbie publicznej. Ponadto udało mu się, mimo niewątpliwego zauroczenia luksusem (samochody, śmigłowce, ekskluzywne garnitury i buty), wskoczyć w skórę wytrwałego obrońcy interesów ludu. Tym zresztą irytował bez miary swych koalicyjnych partnerów. W rezultacie dziś w świadomości swego elektoratu tak realnego, jak i potencjalnego Andrzej Lepper jawi się jako obrońca interesów ludzi przegranych. Jego porażka rządowa wiąże się zdaniem jego zwolenników z walką o jak najlepszy z punktu widzenia szarego człowieka budżet państwa. Wiadomo, że aby zrozumieć, że populistyczne obietnice są gruszkami na wierzbie, trzeba być do tego jako tako przygotowanym. Warto też zwrócić uwagę, że po swym wyrzuceniu z rządu bądź tylko odejściu szef Samoobrony został przyjęty przez Donalda Tuska, który wyrażał się o nim bez wstrętu, a nawet z widoczną sympatią.

W sumie twierdzę, że Lepper niebawem będzie mocniejszy niż wprzódy. Dłuższe przebywanie Samoobrony w rządzie na przyznanych jej przez premiera warunkach wiodłoby do stopniowej anihilacji politycznej jego partii. Celem Jarosława Kaczyńskiego pamiętajmy jest wszak stworzenie wielkiego ruchu ludowo-narodowo-chrześcijańskiego. Ruchu z założenia konserwatywnego, czerpiącego wewnętrzną dynamikę z tradycyjnego polskiego patriotyzmu (pojmowanego według ubiegłowiecznych zasad), wspartego na ludowej tradycji chrześcijańskiej. Do zorganizowania tego ruchu w formie potężnej partii niepotrzebni mu są partnerzy, on bowiem jako ideolog wie, jak to zrobić, niezbędni są natomiast zwolennicy tych partnerów. Dlatego, mówiąc w pewnym uproszczeniu, Kaczyński nie potrzebuje równoprawnych koalicjantów, jemu niezbędni są posłuszni wasale.

Kiedy Lepper zdał sobie sprawę, że premier chce mu zabrać podobnie jak Giertychowi jego elektorat, pojął, że musi zwijać się z rządu. Stąd brało się nieustanne bombardowanie oskarżeniami koalicyjnego PiS. Gdy atakom nie było końca, Kaczyński zrozumiał, że Lepper czeka już jedynie na stosowny moment, aby powiedzieć z hukiem: nie. Być może decyzję premiera przyspieszyła dodatkowo błędna informacja, że posłowie Samoobrony, przestraszeni perspektywą utraty diet, staną za nim, a nie za Lepperem. Stało się jednak, jak się stało, i Kaczyński świadomie, czy też nie powtórzył manewr Millera sprzed trzech lat z zerwaniem koalicji z PSL, tyle że zamiast Kalinowskiego, wyrzucił Leppera.

Walka o silny klub

Obecnie przyszłość przewodniczącego Samoobrony zależy od tego, jak wielu posłów zdoła przy sobie zachować. Jeśli w klubie sejmowym pozostanie mu około 50 posłów, będzie można mówić o jego wielkim sukcesie. Wówczas bowiem niedawny spór wewnętrzny w rządzącej koalicji zakończy się upadkiem rządu. W pierwszych trzech dniach Samoobronę opuściło zaledwie 5 posłów, co należy uznać za jej sukces. Jest on tym większy, że jej parlamentarzyści należą do najbardziej zadłużonych w Sejmie. Dla nich pełna kadencja parlamentarna jest warunkiem wykaraskania się z długów.

Lepper jak wiadomo wynalazł lubczyk dla swoich wybrańców. Są nim weksle opiewające na 550 tysięcy od osoby. Okazało się, że dzięki zmyślności eurodeputowanego Czarneckiego niezmiernie sprytnie je sporządzono. Nie łamią pod względem prawnym zasady niezależności poselskiej, formalnie wystawione są bowiem przez związek zawodowy Samoobrona, a nie przez partię. Oficjalnie też parlamentarzyści Leppera wystawili te weksle za prawo korzystania ze znaczka partii i związku zawodowego, a nie za posłowanie. W tej sytuacji zapewnienia marszałka Jurka i polityków PiS, że z punktu widzenia prawa są one nieważne, raczej mijają się z prawdą. Ponadto, ponieważ jest na nich klauzula natychmiastowej spłacalności, niebawem może dojść do pierwszych licytacji komorniczych majątków tych, którzy odeszli z partii. Jak na razie posłowie w klubie Samoobrony wstrzymali oddech i mimo zachęt do odchodzenia czekają na dalszy rozwój wypadków. Można co prawda spierać się, czy aby znaczek partii Leppera nie został przeszacowany, ale skoro posłowie zgodzili się, że za jego używanie należy się tak wysoka kaucja, to niedobrze dla nich. Pewne jest, że dopóki sprawa tych weksli nie zostanie wyjaśniona, dopóty masowego exodusu parlamentarnego od Leppera nie będzie. Tak więc należy przyjąć, że do 10 października, a więc najbliższej sesji Sejmu, w nowym klubie ludowo-narodowym nie zgromadzi się niezbędna grupa posłów, aby po dołączeniu do koalicji PSL dawała wymaganą dla zdobycia większości w Sejmie liczbę (231) głosów.

Nad głową Leppera pojawiło się ostatnio nowe zagrożenie. Otóż posłowie PiS wykazali późno, bo późno nadzwyczajne zainteresowanie wnioskiem Platformy Obywatelskiej, a także SLD i SdPl, wprowadzenia ustawowego zapisu o pozbawieniu praw wyborczych osób skazanych wyrokami w sprawach karnych z powództwa prokuratorskiego. Jest to jak wiadomo bicz na Leppera. Tyle że jak potwierdzają konstytucjonaliści wymaga on zmiany konstytucji. W naszej ustawie zasadniczej bierne prawa wyborcze tracą bowiem jedynie osoby przez sąd pozbawione praw publicznych. Tymczasem trudno w ten sposób karać kogoś za wysypanie zboża z wagonu kolejowego. Wydaje się więc, że Lepper, mimo wszystko, może spać spokojnie, bo tak daleko idąca zmiana zapisów konstytucyjnych byłaby jak poświadczają prawnicy niezbyt uzasadniona.

Król populistów wzmocniony

Można więc oczekiwać, że per saldo szef Samoobrony wyjdzie z tego kryzysu nieosłabiony, lecz wzmocniony. W najbliższym okresie, znając jego pracowitość i ambicję, nietrudno przewidzieć, że będzie on jeździł z miasta do miasta i przekonywał, że został brutalnie usunięty z rządu za to, że był gorliwym obrońcą ludu. Należy też oczekiwać, że nadal, jak wszystkie czarne owce polityki Kurski, Wierzejski, będzie z powodu swej barwności chętnie pokazywany w mediach. A jak z psychologii wiadomo, o naszej wierze w czyjąś prawdomówność bądź rzetelność rzadko decydują obiektywne fakty, najczęściej nasze wewnętrzne przekonania. Stąd nie oczekuję spadku poparcia dla Leppera.

Prawdopodobny jego wzrost będzie się dokonywał głównie kosztem PiS. Stanie się tak dlatego, że w ostatnim roku Kaczyński częściowo identyfikował się z poglądami Leppera i dzisiaj bardziej radykalni wyborcy PiS mogą uznać, że Samoobrona lepiej reprezentuje ich interesy. Ponadto Lepper niewątpliwie będzie się spotykał z mniejszą anatemą środowisk opiniotwórczych niż poprzednio. Albowiem dla kręgów liberalnych większe zagrożenie stanowi dziś omnipotencja i potęga braci Kaczyńskich niż niedawny król populistów. W tym miejscu przypomnę, że Lepper pierwszy się zreflektował, iż przesadził w swych wymysłach pod adresem premiera, i przeprosił grzecznie za emocjonalną wypowiedź. To znak, że zechce zachować swój wizerunek światłego polityka i publicznie będzie się wypowiada co prawda ostro, lecz bez epitetów. Dzięki temu w nowym parlamencie tej jesieni bądź przyszłej zachowa mocną pozycję w cztero- bądź pięciopartyjnym Sejmie.
I jeszcze jedna refleksja. Wydaje się, że dziś premier znajduje się w gorszej sytuacji od swego niedawnego zastępcy. Jest bowiem raczej pewne, że jeśli parlament nie zostanie rozwiązany, będziemy mieli do czynienia z „gnijącym rządem. Toczka w toczkę jak mawiają nasi sąsiedzi ze Wschodu powtórzy się sytuacja oglądana w poprzednim parlamencie, gdy SLD stale i niezależnie od swych głupich czy mądrych decyzji tracił poparcie. Wspieranie się na tak zwanym planktonie sejmowym nigdy nie przynosi trwałego sukcesu. I jest to wielki spoza że tak powiem grobu rządowego sukces Leppera.

Janusz Rolicki, historyk, publicysta. W latach 19972000 redaktor naczelny „Trybuny, autor licznych zbiorów reportaży oraz znanego wywiadu rzeki z Edwardem Gierkiem. Obecnie związany z „Faktem.

 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj