Dziennik Gazeta Prawana logo

"Musimy zatrzymać Putina"

12 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Poza Polską, państwami bałtyckimi i jeszcze kilkoma innymi, które ze względu na swoje doświadczenia historyczne przejrzały rosyjskie metody, większość państw członkowskich Unii nie rozpoznała strategii Rosji - pisze w DZIENNIKU Jörg Himmelreich, ekspert Fundacji Marshalla
W czasach energetycznej zimnej wojny Europa musi znaleźć nową strategię wobec Rosji. I to na miarę tej, którą George F. Kennan, nestor amerykańskiej polityki wobec Rosji po II wojnie światowej, nazwał w 1947 r. "strategią powstrzymywania". Doktryna Kennana przez lata kształtowała działania Zachodu wobec ZSRR i okazała się skuteczna. Dziś musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zatrzymać Putina.

Nie chodzi o nowy wyścig zbrojeń. Nowa zimna wojna toczy się bowiem na froncie ropy i gazu. Unia Europejska musi wreszcie przestać zgrywać pierwszą naiwną w prowadzeniu polityki energetycznej wobec Rosji i spojrzeć prawdzie w oczy. Biodiesel i wiatr nie wystarczą, by Europa zdołała położyć kres rosyjskiej "polityce rury" i nie stała się zakładnikiem Gazpromu.

Najważniejszym wyzwaniem dla Unii Europejskiej na najbliższe 20 lat jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak traktować Rosję, skoro nie ma ona zamiaru przestrzegać reguł wolnego rynku, do którego sama rzekomo dąży. Niestety, poza Polską, państwami bałtyckimi i jeszcze kilkoma innymi, które ze względu na swoje doświadczenia historyczne przejrzały rosyjskie metody, większość państw członkowskich Unii nie rozpoznała strategii Rosji i naiwnie wierzy, że w stosunkach z Rosją w obszarze energetyki chodzi jedynie o sprawy gospodarcze. Dowodzi tego poparcie UE dla zainicjowanej przez Gazprom i popieranej przez Niemcy budowy Rurociągu Północnego po dnie Bałtyku.

Instrument polityki
Kontrolowany przez państwo Gazprom służy Kremlowi jako instrument uprawiania starej wielkomocarstwowej polityki w Europie, na Kaukazie, w Turcji, Azji Środkowej, Chinach i Japonii poprzez istniejące i budowane relacje w ramach polityki energetycznej. Ceny są ustalane w dowolny sposób w różnej wysokości, w zależności od grzecznego zachowania i narzucane z góry. Przerywanie dostaw do państw trzecich, tak jak ostatnio do UE, odbywa się bez zapowiedzi i traktowane jest jako coś zupełnie normalnego. Dają się również słyszeć groźby ograniczenia produkcji, jak ostatnio z ust Putina. Nie można też zamknąć oczu na takie fakty, jak rosyjska odmowa ratyfikacji Europejskiej Karty Energetycznej i protokołu tranzytowego.

Europa kupuje od Rosji olbrzymie ilości surowców energetycznych. Tymczasem Komisja Europejska jakby nie dostrzegała, że bezpieczeństwo energetyczne kontynentu maleje wprost proporcjonalnie do rosnącego uzależnienia od dostaw ze wschodu. To przerażające, iż opublikowany niedawno Strategiczny Przegląd Energetyczny UE - najważniejszy dokument o polityce energetycznej Unii - nie wspomina ani słowem o palących kwestiach w polityce zagranicznej.

A sprawa jest naprawdę poważna. Przy całym wzroście wydajności energetycznej Europa będzie w ciągu najbliższych 20 lat czerpać ponad 50 proc. energii z ropy naftowej i gazu. Już dzisiaj 82 proc. ropy naftowej i 57 proc. gazu ziemnego pochodzi z państw trzecich, a zależność od importu w ciągu najbliższego ćwierćwiecza wzrośnie nawet do poziomu 93 proc. jeśli chodzi o ropę naftową i 84 proc. w przypadku gazu. Obecny spór pomiędzy Rosją i Białorusią o ceny, opłaty tranzytowe i taryfy celne pokazuje aż nadto wyraźnie, jak bardzo niestabilne jest europejskie bezpieczeństwo energetyczne. Mimo to Komisja Europejska bez odpowiedzi pozostawia pytania, jaką globalną politykę powinna przyjąć UE w celu pokrycia własnego zapotrzebowania na energię wobec eksplozji potrzeb Chin i Indii, a zwłaszcza rosnącego importu do krajów Unii z niestabilnych politycznie rejonów Afryki Północnej, Środkowego Wschodu i Azji Środkowej, a przede wszystkim z Rosji.

Rosja dostarcza ponad 30 proc. importowanej przez Unię ropy naftowej oraz ponad 40 proc. importowanego do UE gazu, co czyni z niej największego dostawcę energii do krajów Unii i jej udział ciągle rośnie.

Obrona przed Gazpromem
To ostatni dzwonek by zmienić europejską politykę budowy bezpieczeństwa energetycznego. Chociaż polityka zagraniczna i polityka bezpieczeństwa nie są przedmiotem traktatów UE, 27 państw członkowskich Unii musi wypracować wspólną zagraniczną politykę energetyczną. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której każde państwo członkowskie UE uprawia swoją własną politykę energetyczną wobec Rosji. Szczególne zadanie przypada w tym zakresie rządowi Republiki Federalnej Niemiec, który to kraj po pierwsze jest jednym z największy odbiorców rosyjskich surowców, a po drugie przewodniczy właśnie UE. Rząd Angeli Merkel ma zapewne dylemat, czy dla dobra całej Unii rzucić na szalę mające ogromną wagę polityczną stosunki między Niemcami a Rosją. Jednak Niemcy zdają sobie chyba sprawę, że tylko sprzymierzając się z innymi państwami członkowskimi będzie można wykorzystać skumulowaną siłę popytu UE, uniknąć prowokowanych przez Rosję bilateralnych rozgrywek między poszczególnymi państwami członkowskimi oraz przerw w dostawach na terenie Unii i państw sąsiadujących z UE. To nie kto inny, a niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier swoimi podróżami do takich państw jak Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan, Algieria i Libia zwrócił uwagę na konieczność regionalnej dywersyfikacji importu energii, czyli na pozyskanie jako dostawców niezależnych od Rosji.

Ekonomiczne kontruderzenie
Niezbędne jest też jak najszybsze wprowadzenie zasad konkurencji na sprywatyzowanym i zliberalizowanym wewnętrznym rynku UE. Ponadto z energetyką łączy się dla UE nadrzędny interes polityki zagranicznej, jakim jest bezpieczeństwo dostaw. Osiągnięcie tego bezpieczeństwa jest dla przedsiębiorstw prywatnych, podlegających regułom zysków i strat, zadaniem ponad siły, tym bardziej, kiedy ich realizujący dostawy partnerzy znajdują się w rękach rządów państw i działają zgodnie z interesami polityki zagranicznej tych ostatnich. "The business of the business is the business" - jak mawiał Milton Friedmann. Poprzez udzielanie stosownych zezwoleń oraz wsparcie finansowe ze strony rządów państw członkowskich i Komisji Europejskiej trzeba koniecznie włączyć prywatne i komunalne przedsiębiorstwa energetyczne w europejską zagraniczną politykę energetyczną.

Niedopuszczalne jest, żeby burmistrz Düsseldorfu, jako przedstawiciel niezależnego samorządu, oferował udziały w należącej do miejskiego zakładu energetycznego sieci rosyjskiemu Gazpromowi. Podobnie austriacki prywatny operator rurociągu Nabucco prowadzącego w celu ominięcia terytorium Rosji przez Europę Południową nie może tak po prostu oferować udziałów Gazpromowi, zwłaszcza, że budowa finansowana jest ze środków Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Tak długo, jak Rosja zabraniać będzie zachodnim przedsiębiorstwom inwestowania w rosyjską sieć przesyłową Gazpromu, tak długo przedsiębiorstwa europejskie i niemieckie spółki komunalne powinny mieć zakaz sprzedawania udziałów w swoich sieciach Gazpromowi. Co więcej - przedsiębiorstwa europejskie muszą otrzymać od UE wsparcie polityczne i finansowe, aby mogły nabyć udziały w sieciach rurociągów na Ukrainie, w Azji Środkowej i Afryce Północnej. Czas na europejską odpowiedź kładącą kres stosowanej przez Putina geopolitycznej instrumentalizacji Gazpromu.
Jörg Himmelreich, ekspert Fundacji Marshalla specjalizujący się w dziedzinie współpracy Niemiec z państwami Europy środkowej i wschodniej
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj