Prezydent Rosji Władimir Putin wzbudził konsternację podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, ostro krytykując USA i NATO. Ale zaskakująca nie powinna być treść, tylko zupełny brak dyplomacji - pisze w "Fakcie" Zdzisław Najder, ekspert stosunków międzynarodowych.
Prezydent Rosji nazywał rzeczy po imieniu, prosto w oczy opisał swoją politykę i nie owijał bawełnę tego, co myśli - i robi. Nic z tego, co mówił Putin, nie
powinno zaskakiwać. Rosja jest przeciwna tarczy antyrakietowej, nie podoba jej się rozszerzanie NATO i interwencja Sojuszu w Afganistanie. Trwa ludobójcza wojna z Czeczenami. Rosja prowadzi
politykę, którą nie wszyscy lubią nazywać otwarcie. Zrobił to za nich Putin. Jego mowa nie jest zatem początkiem nowej zimnej wojny, tylko jednoznacznym określeniem polityki rosyjskiej.
Dlaczego wybrał właśnie ten szczyt, żeby powiedzieć, co myśli? Widocznie uznał, że tak będzie dla niego dobrze. Wyciąga wnioski z sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie Amerykanie i my jako ich sojusznicy znaleźliśmy się w tragicznym położeniu, z którego nie ma dobrego wyjścia. Rosja konsekwentnie twierdziła, że do Iraku nie należy wchodzić. Teraz podaje to jako przykład amerykańskiego dążenia do dominacji. Być może chodzi też o toczącą się debatę o amerykańskich planach rozmieszczenia w Europie tarczy antyrakietowej.
Putin powiedział otwarcie to, co jest prawdą, że ta tarcza ma chronić USA nie przed Iranem czy Koreą, ale przed poważniejszymi zagrożeniami, z Rosją włącznie. A może Putin chciał od razu odpowiedzieć na wypowiedź nowego amerykańskiego ministra obrony USA. Polityk ten powiedział podczas przesłuchania w Kongresie, że świat jest pełen zagrożeń, a jednym z nich jest niestabilna Rosja. Putina musiało to zirytować, bo dotychczas uchodził - także w USA - za gwaranta rosyjskiej stabilizacji.
Czy USA, Zachód powinny w tej sytuacji zabrać głos? Nie sądzę, żeby wymagało to jakiejkolwiek odpowiedzi, poza jasnym formułowaniem własnej polityki. Zachód powinien robić swoje i nie dać się sprowokować.
Cały ten szum pokazuje, jak źle się stało, że na monachijskiej konferencji nie było żadnego z kierowników polityki zagranicznej Polski. Mogliby od razu zobaczyć, jak reagują ich zachodni partnerzy, od razu poznać sposoby myślenia i reagowania. Owszem, na takich spotkaniach nie podejmuje się decyzji, ale politycy zapoznają się ze sobą, nawiązują osobiste kontakty. Naszym przywódcom brak zagranicznego obycia. Teraz słyszę głupstwa, że to dobrze, że nie pojechali, bo mogłoby dojść do rękoczynów, bo Polak musiałby trzasnąć pięścią w stół. To dziecinada. Żaden odpowiedzialny polityk nie naśladuje Chruszczowa, walącego butem w pulpit. Natomiast premier mógłby nachylić się do pani Merkel i powiedzieć: "a nie mówiliśmy?" A z drugiej strony zapytać prezydenta Juszczenki: "A co Pan na to, kolego?"
Dlatego nieobecność przedstawicieli najwyższych władz była ze szkodą dla interesów Rzeczypospolitej. Pan Paweł Zalewski, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, nie jest niestety partnerem do rozmów z szefami państw i rządów, albo z czołowym kandydatem na prezydenta USA, senatorem Mc Cainem.
Czy groźby, że Rosja odpowie na tarczę antyrakietową, powinny nas niepokoić? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wiedzieć, czy tarcza ma chronić tylko USA, czy także UE i Polskę. Na razie tego nie wiemy - a powinniśmy wiedzieć i publicznie przedyskutować warunki. Jeżeli ochrona ma nas obejmować, nie musimy się przejmować słowami prezydenta Rosji, a tylko i tylko przyjąć do wiadomości, że Putin umieszcza nas we wrogim obozie.
Dlaczego wybrał właśnie ten szczyt, żeby powiedzieć, co myśli? Widocznie uznał, że tak będzie dla niego dobrze. Wyciąga wnioski z sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie Amerykanie i my jako ich sojusznicy znaleźliśmy się w tragicznym położeniu, z którego nie ma dobrego wyjścia. Rosja konsekwentnie twierdziła, że do Iraku nie należy wchodzić. Teraz podaje to jako przykład amerykańskiego dążenia do dominacji. Być może chodzi też o toczącą się debatę o amerykańskich planach rozmieszczenia w Europie tarczy antyrakietowej.
Putin powiedział otwarcie to, co jest prawdą, że ta tarcza ma chronić USA nie przed Iranem czy Koreą, ale przed poważniejszymi zagrożeniami, z Rosją włącznie. A może Putin chciał od razu odpowiedzieć na wypowiedź nowego amerykańskiego ministra obrony USA. Polityk ten powiedział podczas przesłuchania w Kongresie, że świat jest pełen zagrożeń, a jednym z nich jest niestabilna Rosja. Putina musiało to zirytować, bo dotychczas uchodził - także w USA - za gwaranta rosyjskiej stabilizacji.
Czy USA, Zachód powinny w tej sytuacji zabrać głos? Nie sądzę, żeby wymagało to jakiejkolwiek odpowiedzi, poza jasnym formułowaniem własnej polityki. Zachód powinien robić swoje i nie dać się sprowokować.
Cały ten szum pokazuje, jak źle się stało, że na monachijskiej konferencji nie było żadnego z kierowników polityki zagranicznej Polski. Mogliby od razu zobaczyć, jak reagują ich zachodni partnerzy, od razu poznać sposoby myślenia i reagowania. Owszem, na takich spotkaniach nie podejmuje się decyzji, ale politycy zapoznają się ze sobą, nawiązują osobiste kontakty. Naszym przywódcom brak zagranicznego obycia. Teraz słyszę głupstwa, że to dobrze, że nie pojechali, bo mogłoby dojść do rękoczynów, bo Polak musiałby trzasnąć pięścią w stół. To dziecinada. Żaden odpowiedzialny polityk nie naśladuje Chruszczowa, walącego butem w pulpit. Natomiast premier mógłby nachylić się do pani Merkel i powiedzieć: "a nie mówiliśmy?" A z drugiej strony zapytać prezydenta Juszczenki: "A co Pan na to, kolego?"
Dlatego nieobecność przedstawicieli najwyższych władz była ze szkodą dla interesów Rzeczypospolitej. Pan Paweł Zalewski, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, nie jest niestety partnerem do rozmów z szefami państw i rządów, albo z czołowym kandydatem na prezydenta USA, senatorem Mc Cainem.
Czy groźby, że Rosja odpowie na tarczę antyrakietową, powinny nas niepokoić? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wiedzieć, czy tarcza ma chronić tylko USA, czy także UE i Polskę. Na razie tego nie wiemy - a powinniśmy wiedzieć i publicznie przedyskutować warunki. Jeżeli ochrona ma nas obejmować, nie musimy się przejmować słowami prezydenta Rosji, a tylko i tylko przyjąć do wiadomości, że Putin umieszcza nas we wrogim obozie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz